31 października 2009

Dzisiaj znowu była kinder niespodzianka. Ostatnio się nie udało, bo była figurka. Tym razem miał co składać, a ja miałam czekoladę. ;) Się śmiałam, że specjalnie wybrał takie jajeczko dla mnie, żeby trochę przyjemności było dla Niego.
Poszliśmy na spacer i muszę przyznać, że poczułam zimową temperaturę. Dobrze, że miałam rękawiczki i zimową kurtkę z kapturem. ;)
Jutro wieczorem zrobię koperty z jabłkami, to w poniedziałek zapakuję i pojadę do D. :)

21 października 2009

Kolejny raz mnie zaskoczył. Przyszedł z wielkim bukietem tulipanów
(takim jak na drugim naszym spotkaniu), a ja nawet się nie
zorientowałam. Wszedł do mieszkania, stanął przede mną pocałował, obie dłonie z przodu
miał. Nagle jedna ręką zawędrowała za Jego plecy i moim oczom ukazał
się owy bukiet. :)
Teraz w pokoju unosi się delikatny zapach... Jak już będziemy mieli ten Nasz dom, to na stole będzie stał taki wazon z tulipanami. :)
Oczywiście nie obeszło się bez słodkiej przekąski.
A uprzedzał na początku, że lubi robić niespodzianki... ;)

16 października 2009

Gdybym tylko miała możliwość normalnej pracy, możliwość wyprowadzenia się i życia na własny rachunek, według własnych zasad. Gdybym taką możliwość miała, to bez wahania spakowałabym się i wpadała tutaj tylko w odwiedziny.
Jest jak jest i póki co nie zapowiada się na zmiany jakiekolwiek. Pozostaje siedzenie w swoich 4 ścianach pokoju i jak najczęstsze bywanie u D.

11 października 2009

Bardzo miły i jakże potrzebny weekend z Nim. Rozmowy, uściski, pocałunki, pieszczoty. Wspólny sen i gotowanie obiadu. Chwila przy płonącym kominku. Tak jest dobrze.
W domu nadal bez zmian.

8 października 2009

W sobotę idziemy na ślub. Wyszło więc, że pora się elegancko ubrać. Spódniczka, buty na obcasie... D. pierwszy raz będzie mnie widział w takim stroju, bo wcześniej nie było okazji. Śmieję się, że zrobił to specjalnie. ;)
D. wczoraj miał sen, że jestem w 6 miesiącu ciąży, Byliśmy gdzieś w ciepłych krajach i nagle wyskoczyła mi krągła piłeczka. :) Dochodziliśmy jak to możliwe, że 6 miesiąc. Jednak D. najbardziej martwił się tym, gdzie będziemy mieszkali. Podobno to już drugi tak sen związany z mieszkaniem. Musi bardzo ubolewać nad tym, że brakuje jednak tych czterech kątów.
Dzisiaj urodziny K. Pamiętałam, więc głupio udawać, że jest inaczej.
Napisane krótkie życzenia w mailu, wysłane. Nie łączą już emocje, więc
dla mnie jest to dzień jak co dzień.

7 października 2009

Potwierdza się jak ludzie bardzo patrzą na pieniądze. Jak potrafią wyliczyć ci, wypomnieć wszystko. Jak obserwują co robisz, dostajesz i dajesz, ile to warte jest. Oceniają tak jak im wygodnie. Nie wiem czy z zazdrości czy z charakteru. Ktoś wylicza każdy grosz, to razi go gdy ty nie robisz tego samego?
Nie wiem jak ułoży się ta przyjaźń. Widzę teraz poważną barierę. Ja jestem szczęśliwa, mnie raczą niespodziankami, ja idę do sklepu i kupuję coś nowego. Tylko czy życie poza miłością (a często i ona również), niestety nie jest oparte na pieniądzu? Jeśli mam, to powinnam udawać, że nie mam? Wyliczać wszystko? A jak nie mam to zrzędzić, jak mi źle?
Żyję dniem codziennym, nie odkładam wiecznie do skarpety. Staram się cieszyć tym co jest i nie przeliczam tego na złotówki.
Jestem zniesmaczona i następnym razem po prostu nie będę szczera.

6 października 2009

Robi mi się tak przyjemnie ciepło w sercu, gdy podczas wzmianki o dzieciach, domu, rodzinie, czy to w rozmowie czy w oglądanym wieczorem filmie, On przytula mnie mocniej, całuje i przytakuje z uśmiechem.
Kocham te Jego spontaniczne wyznania.
"Teraz to ja się tobą zaopiekuję."

Coraz częściej pojawiają się rozmowy o mieszkaniu. Widzę, że chodzi Mu to namiętnie po głowie i nie daje spokoju.

P.S.
Przypomniało mi się właśnie, że w tym całym moim pamiętniku jest jeden jedyny wpis, który został ukryty jakiś czas po jego napisaniu. Jest to wpis z 15 sierpnia 2008 roku. Właśnie go przeczytałam i zdałam sobie sprawę, jak wcześnie wiedziałam, że pora na zmiany. Potrzebowałam ponad 4 miesięcy, żeby zrobić odpowiedni krok. Krok, który odmienił całe moje życie.

1 października 2009

Ostatni bardzo zły sen, zła wróżba. Wczoraj dorwana na chwilę gazeta i artykuł. Pozbierałam wszystko w jedno i dziś mi źle. Martwię się i boję strasznie, choć On uspokaja, że wszystko w jak najlepszym porządku. Wcześniej nawet nie pomyślałam, że to może być coś innego. Przeraża mnie myśl, że mogłoby mi Go zabraknąć. Przecież to jest to Szczęście, którego szukałam. Jest strach i wiara, że wszystko będzie dobrze, choć łzy spływają po policzku. Nigdy nie czułam się tak kochana, tak potrzebna.
Nie wierzę, że Bóg mógłby być tak okrutny.
Kocham nade wszystko i wiem, że to na Niego czekałam. :*