28 listopada 2009

Z dziadkiem nie jest dobrze. Tydzień jeszcze się nie skończył, a ja już jestem zmęczona. Nie wiem, naprawdę nie wiem co dalej. Mam złe przeczucia.
Natłok myśli w głowie mnie przytłacza, męczy przeraźliwie. Nie mogę się wyspać, bo ciągłe sny, ciągłe budzenie. Wstaję zmęczona, jakbym niewiele spała. Budzę się z takim lęki i z lękiem zasypiam. Myślę, analizuję, planuję co zrobić i w jakiej kolejności. Mam wrażenie, że na nic nie mam czasu, a tu jeszcze egzaminy. Nie mam kiedy usiąść i się pouczyć, a może raczej nie mam do tego głowy. Nie potrafię się skupić, bo zaraz myślę co będę musiała zrobić jak skończę. To błędne koło zatacza się i wszystko biegnie od początku. Ja chcę wysiąść, bo mnie boli głowa.

Ty głaszczesz mnie po głowie...

22 listopada 2009

W sobotę zabrał mnie do siebie. Najpierw szybka przechadzka po sklepach i załatwienie jednej sprawy. Później D. sobie przeglądał samochody, bo w końcu udało mu się sprzedać swojego, a mnie 'zabawiała' rozmową Jego mama. :)
Wieczorem przenieśliśmy się 'za ścianę' do wujka i zrobiliśmy trzy przepyszne pizze. Miła kolacja i pyszny owocowy deser. Z pełnymi brzuszkami wróciliśmy i zapakowaliśmy się po kołderkę, coby przyjemnie odpocząć no i 'spalić' kalorie. ;)
Rano D. pojechał na giełdę oglądać auta, a ja zostałam z domu z mamą i zajęłyśmy się obiadem. Potem była Msza, obiad i chwila rozmowy na skype z moim tatą. Tuż przed zachodem ruszyliśmy na spacer do parku. Oj dawno nie byliśmy, więc się nam należało.
Uwielbiam takie wspólne weekendy, wspólne noce i kiedy mnie przytula w środku nocy. Chciałabym już zawsze przytulać się do Niego przed snem i widzieć każdego ranka po otworzeniu oczu. Już zapowiada się kolejny wspólny czas pod koniec tygodnia. :)

19 listopada 2009

Leniwy dzień. Kolejny który przesiedziałam i w sumie nie zrobiłam nic wielkiego. Zajechałam autkiem na myjnię i wyczyściłam ciut w środku. Wyniosłam do piwnicy co zbędne, bo już na nerwy grały mi odgłosy z bagażnika przy każdym zakręcie. ;)
Zobaczyłam zdjęcie pierścionka zaręczynowego. To było jak strzał. Kilkanaście miesięcy temu chciałam tego tak bardzo, przeglądałam oferty i to był jeden z tych, który się podobał. Teraz myśl, która pojawiła się w głowie to tylko "jak dobrze, że do żadnej deklaracji nie doszło". Chociaż nie mogę powiedzieć, że nie pomyślałam o mnie i D. Tylko jakoś inaczej patrzę teraz na każdą ze spraw. Nie wiem czy z ostrożności, czy po prostu w końcu czuję się bezpiecznie i wierzę, że teraz wszystko nie wyjdzie ode mnie. Chcę spędzić z Nim resztę życia i pomyślałam o tej pięknej chwili, ale bez nacisku. Tak jak chyba powinno być. :)
Swoją drogą co ten D. ze mną zrobił. Ja kiedyś nie lubiąca miejsca pasażera, teraz uwielbiam z Nim jeździć. Nie twierdzę, że prowadzenie auta już nie sprawia mi przyjemności, ale wygodna się zrobiłam. ;) No i lubię patrzeć na Niego jak prowadzi, lubię kiedy kładzie rękę na mojej nodze, albo kiedy głaszcze moje włosy. Uwielbiam ten Jego uśmiech. Z Nim naprawdę czuję się bezpiecznie, mimo iż to nie ja prowadzę samochód. To jest bardzo dziwny odruch w moim wykonaniu. Pamiętam K.nie chciałam nawet dać się przejechać, a jak myślałam o Jego prowadzeniu to jakoś czułam niepewność. Zresztą D. zaufałam już na pierwszym spotkaniu, może to był znak. ;)

15 listopada 2009

Patrzę na to wszystko i wiem, że jest jedyną osobą, którą mam tak blisko. Jest namacalnie i wtedy kiedy Go potrzebuję. Wypełnia poczucie osamotnienia, rysuje uśmiech na twarzy i mówi, że "będzie dobrze". W sumie nie potrafię sobie nawet wyobrazić co by się ze mną działo, gdyby Jego nie było. Może uciekłabym w wir obowiązków, a może zaszyła pod kołdrą i życie leciałoby mi przez palce. Wszystko się tak rozsypało jak domek z kart. Pogubiły się gdzieś kawałki tej całej układanki.
Nie mam siły na to wszystko. Marzę o własnym kącie i życiu po swojemu. Może wtedy każdy będzie zadowolony, bo tu ewidentnie zawadzam.

13 listopada 2009

Jakież to życie jest przewrotne, bo przecież wczoraj był 12 listopada.
Warto iść do przodu i nie żałować. Warto zebrać się na odwagę w każdym momencie.

12 listopada 2009

Tak tęskniłam do Jego pieszczoty, pocałunków i oddechu na mojej skórze. Zanurzeni w emocjach, pragnieniach i cieple naszych spragnionych ust. Gorących ciał pragnących się wzajemnie, dłoni splecionych.
Uwielbiam kiedy mnie później obejmuje i zasypia przytulony.

11 listopada 2009

Poniedziałkowy szok pociągnął za sobą nieciekawy wtorek. On dość impulsywny, ja zbyt wrażliwa, oboje uczuciowi. Z tego wynikają czasem pewne niedomówienia i problemy. We wtorek wieczorem przyjechał i wyjaśniliśmy sobie wszystko. Staram się Go zrozumieć, choć On sam ma czasem problem z rozgryzieniem siebie. Ja za to muszę nauczyć się panować nad emocjami i nie płakać z byle powodu.
Docieramy się pod względem emocjonalnym. ;) Ważne, że On te emocje okazuje i nie jest obojętny.
Pamiętam jak dziś słowa z 11-go maja "Kocham Cię" . :)

8 listopada 2009

Ponownie od długiego czasu, moje myśli zaczęły krążyć wokół dziecka. Kiedy widzę te ubranka, zabawki, dzieci na ulicy, wózki, matki w ciąży, czytam wypowiedzi na forach... coś we mnie się odzywa. Nie umiem przejść obojętnie nie uśmiechając się i nie zaczynając myśleć. Z każdym dniem jest to coraz silniejsze i czuję, że na nowo obudziły się we mnie pragnienia. Pragnienia, które efektywnie zostały uśpione jakiś czas temu przez K.
Teraz wszystko się pozmieniało i chociaż wiem, że to jeszcze nie pora, to jednak pewne rzeczy się dzieją. Otwieram się? Czy może coś we mnie pęka? Dziś przyznałam się do tych moich rozmyślań przed D.. Wcześniej były to tylko luźne rozmowy - "kiedyś... ".
Chciałabym... więcej niż naszej dwójki.

7 listopada 2009

Ostatnio pomyślało mi się o poznaniu naszych rodziców. Na dzień dzisiejszy to dla mnie dość abstrakcyjny temat. Gdyby teraz miało coś takiego nastąpić, to mój stres mógłby sięgnąć zenitu. Może najlepszym rozwiązaniem byłby przypadek.

2 listopada 2009

Koperty z jabłkami już czekają. Mam się dziś zjawić u D. około 14:00. Podobno jakąś niespodziankę ma i mam się ciepło ubrać. Kompletnie nie mam pomysłu co to może być.
Tymczasem ciągle chodzę w piżamie i nie chce mi się iść pod prysznic. Taki jakiś leniwy dzień, a wstałam przed ósmą. Ta listopadowa aura i natłok myśli w głowie. Dobrze, że słonko świeci, szkoda tylko, że tak zimno...

1 listopada 2009

Bardzo nerwowa się zrobiłam. Wystarczy drobiazg i skubię palce. Szybko się wkurzam, często na rzeczy mało ważne. Powinnam dać sobie spokój i przejść obojętnie, ale nie mogę. Nie teraz. Teraz wszystko odczuwam z jakąś zdwojoną siłą.  Moment i już trzęsą mi się ręce i muszę wyjść, bo nie wytrzymuję. Wybucham jak nigdy, bo przestałam panować i zatrzymywać w sobie.
Zaczęły się klucia w klatce piersiowej. Czasem głębszy oddech niemożliwy jest. Ostatnio tak "sparaliżowana" jechałam autem. Mogłam łapać tylko płytkie oddechy i nie byłam w stanie się ruszyć. Wiem, że źle na mnie wpływa ostatni okres.
No i dlaczego teraz chce mi się ryczeć? Dlaczego aż mnie nosi? Przecież nic wielkiego się nie stało, ot czyjaś głupota.