17 września 2012

Jeden dzień za mało

Za oknem słonecznie i całkiem ciepło, taka prawdziwa złota jesień. Dziś płaszcz został w domu, wystarczył czarny żakiet i apaszka. Oczywiście nie można było zapomnieć o okularach przeciwsłonecznych. Ciepłe promienie słońca muskając moją twarz, przypomniały mi czasy wrześniowych powrotów ze szkoły. Takie chwile uświadamiają mi jak ten czas płynie.

Czy tylko mnie się wydaje, że weekendy są przynajmniej o jeden dzień za krótkie? Poniedziałek już praktycznie za nami, teraz byle do piątku. W pracy dalej bez zmian, kiepski nastój mnie nie opuszcza i nie bardzo wiem co robić, żeby to zmienić. Wracam do domu i zamykam się w kuchni, gotuję. Dopiero tam zapominam o stresie i pracy, nie myślę o jutrze.

15 września 2012

Sobota

Nieubłaganie zbliża się koniec moich wolnych weekendów i sobót, kiedy mogłam trochę poleniuchować. Październik coraz bliżej, a z nim wrócą cotygodniowe zjazdy na uczelni. Na szczęście jeszcze tylko rok.

Wczorajsze zakupy zaowocowały zakupem orchidei. W końcu! Zastanawiam się czy nie kupić jeszcze jednej. Widok tych kwiatów nastraja pozytywniej w krótkie jesienno-zimowe dni. Na balkonie stoją już dwa wrzosy. 

Powinnam wyjść z łóżka i wziąć się za mieszkanie, ale opanował mnie niezły leń. Pewnie skończy się na tym, że pójdę po prysznic i pojadę na targ, bo trochę owoców by się przydało kupić, a dopiero później wezmę się za sprzątanie. Ciemne chmury nie zwiastują niczego dobrego. Oby tylko nie złapała mnie ulewa.

13 września 2012

Idzie jesień, za oknem pada deszcz

Ulewa, która złapała mnie w trakcie wczorajszego powrotu z pracy jakby się nie kończyła. Padało całą noc i pada do tej pory. Wczorajsze przemoczenie stóp zmusiło mnie do założenia dziś butów nieco odporniejszych na jesienną aurę. Może już niekoniecznie modne, ale skórzane półbuty tzw. "kaczuszki" spisują się rewelacyjnie. W sumie jedyne lżejsze buty, które są w stanie znieść taką ilość wody. Kolejny rok rozważam zakup kaloszy. Już prawie je miałam, kiedy wątpliwości wróciły. Niewiele jest takich dni w roku, kiedy wychodząc z domu jest ulewa. Zazwyczaj deszcz łapie w trakcie dnia, a ja nie wyobrażam  sobie paradować w kaloszach "w razie czego". Stąd wniosek, że pewnie kalosze byłyby w użytku może 2-3 razy do roku. Wstrzymam się, może jakieś urzekną mnie naprawdę.

Skoro przyszła jesień, a z nią ochłodzenie, to i cieplejsze ubrania znalazły zastosowanie. W końcu mogę nosić moje ulubione spódnice i rajstopy. Letnie stroje powoli odchodzą w zapomnienie. Póki co nie planuję żadnych zakupów, będę korzystała z zasobów własnej szafy. W trakcie przeprowadzki uświadomiłam sobie, że nie jest z nią wcale źle, a o wielu rzeczach zapomniałam zupełnie.

12 września 2012

Macierzyństwo

Dawno nigdzie Go nie zabierałam. W poniedziałkowy wieczór kupiłam dwa bilety do kina. Wczoraj po pracy szybki obiad, zdążyłam nawet pranie zrobić i rozwiesić, i o 19.30 już siedzieliśmy wygodnie w fotelach sali kinowej. Mało ludzi, bo kino mniej popularne, za z tańszymi biletami. Społeczeństwo gna do dużych molochów z kilkunastoma salami kinowymi, a w każdej inny "hit". W sobotę czy niedzielę raczej ciężko tam z wolnymi miejscami, mimo iż wydatek niemały nawet przy dwóch biletach.

Kolejny dzień w drodze do pracy zaczytuję się w prasie... dla matek. Czytam o późnym macierzyństwie, pierwszych dniach dziecka w domu, sposobach przystosowania pokoju i całego mieszkania do obecności takiego malucha. W głowie kotłują się na przemian myśli - "chcę/nie chcę". Jeszcze kilka lat temu byłam gotowa zostać mamą, a teraz? Teraz mam masę wątpliwości, pytań i obaw. Jest obawa czy sobie poradzę, czy to mnie nie przerośnie. Lekko przeraża świadomość zburzenia harmonii i nagły chaos, który na pewno wedrze się w nasze w miarę poukładane życie.

11 września 2012

Potrzeba zmian

Czas na kolejne podejście. Być może tym razem wytrwam, tym bardziej, że poprzednie miejsce mojej aktywności chyba "umarło" śmiercią naturalną.

Niby dzień jak co dzień. Kolejny wtorek, kiedy budzę się razem z nim i dosypiam tylko do 7.00. Dłużej nie daję rady. Słońce wpada przez okno i nastraja pozytywnie. Biorę prysznic, który nie musi być szybki, bo przecież dziś na 9.00. Mam chwilę dla siebie na spokojne wkroczenie w nowy dzień. Zalewam płatki letnim mlekiem, robię śniadanie do pracy. Chwytam jabłko i wychodzę dużo przed czasem. Tym razem nie biegnę na tramwaj. W pracy czeka na mnie zaparzona zielona herbata. Odpalam pocztę i znowu przeszywa mnie to uczucie - co ja tu robię?
Chyba potrzebuję zmian, rok pracy w jednym miejscu zaczyna mnie nużyć. Poznałam złe i dobre strony, wiem jak to wszystko się tu kręci i wiem jedno - mnie przestaje to kręcić. Czuję, że stoję w miejscu i nie bardzo mam możliwości, żeby jakoś ruszyć. Zobaczymy co przyniesie czas.