29 kwietnia 2013

Czyż nie są słodkie?

Odwiedzając nasze ZOO, to właśnie wikunie i gwanako należą do grupy moich ulubieńców. Są tak słodkie i spragnione pieszczot, że nie sposób się w nich nie zakochać. Po każdej takiej wizycie ich słodkie mordki uwiecznione są na największej ilości zdjęć w moim aparacie. Zresztą fenomenalnie pozują, zobaczcie sami.







26 kwietnia 2013

Friday

Jak dobrze, że to już piątek!

Źródło: www.tumblr.com

Moja praca wykończy mnie kiedyś psychicznie albo fizycznie. Nogi to mi wlazły w tyłek za przeproszeniem. Tyle kilometrów to dawno nie zrobiłam. Stopy wręcz płoną. Leżę na podłodzie z nogami w górze i nie zamierzam sie ruszyć. Jestem co prawda głodna, ale wizyta w kuchni, to na tę chwilę zbyt wiele.

25 kwietnia 2013

Znów przyjdzie maj

Niedługo znów przyjdzie maj... A wtedy chwycę aparat i ruszymy na podbój ogrodu botanicznego. :)




Peeling kawitacyjny i kremy na pękające naczynka

Dziś troszkę o pielęgnacji i kremie na naczynka.
Otóż 2 tygodnie temu wybrałam się na swoje pierwsze w życiu oczyszczanie twarzy. Do tej pory, raczona licznymi opiniami i opowieściami, unikałam tematu. Co jakiś czas się nad tym zastanawiałam, ale w ostatecznym rozrachunku nic z tego nie wychodziło. Strach przed zaczerwienieniem i problemami z cerą był silniejszy. Ciekawe jest to, że w tym czasie zdążyłam wysłać na taki zabieg moją własną mamę. ;)
W końcu dojrzałam i umówiłam się na wizytę. W sumie umówiłyśmy, bo poszłyśmy razem z siostrą. Takie piątkowe spotkanie urody. Skorzystałyśmy z oferty Rossmanna w łódzkiej Manufakturze. Cen są bardzo przystępne i dużo osób polecało usługi, w tym moja rodzicielka. Rzeczywiście nie mogę niczego zarzucić. 
Obie zdecydowałyśmy się na peeling kawitacyjny (30 zł za zabieg na twarz), ja dodatkowo wzięłam maskę algową (dodatkowe 20 zł). Po niej buzia nie było w ogóle zaczerwieniona, w przypadku siostry, która maski nie wzięła, widać było przez pierwsze kilkanaście minut niewielkie zaczerwienienie twarzy. Sam zabieg przeprowadzony bardzo profesjonalnie, odprężyłam się i prawie zasnęłam. Po wszystkim buzia wyglądała promiennie i była niesamowicie delikatna w dotyku. Na drugi dzień nie mogłam uwierzyć, że to moja twarz. Zniknęły zaskórniki, których nie mogłam się pozbyć i doprowadzały mnie do szału. Siostra ma trochę większy problem z zanieczyszczeniem twarzy, ale i tak efekt był. Podobno po 3-4 zabiegach będzie duża zmiana, sprawdzimy. Ja planuję zabieg powtarzać co jakiś czas, bo nie mam potrzeby robić tego aż tak często. Na peeling na pewno wrócę do Rossmana, szczególnie po ostatnich przejściach z manicure. ;) Planuję też niebawem wybrać się na regulację brwi i francuski manicure.


W ostatnich miesiącach zaczęłam dostrzegać pękające naczynka na twarzy. Niestety diagnoza była do przewidzenia. Zostałam zmuszona do sięgnięcia po kremy do cery naczynkowej. W sklepach niby tego sporo, ale jak przyjdzie do wyboru to nie wiadomo co warto a czego nie warto kupować. Za pierwszym razem skusiłam się na Ziaję z serii Ulga, w sumie zadecydowała cena promocyjna, bodajże 8 zł (cena regularna to ok. 10 zł za 50 ml). Seria Ulga przeznaczona jest dla cery wrażliwej z problemami pękających naczynek. W związku z tym, że jestem wierna swojemu kremowi na dzień, to kupiłam krem na noc.


Krem regenerujący na noc wzmacniający naczynka krwionośne jest hypoalergiczny, bezzapachowy, nie zawiera barwników, silikonów i olejów mineralnych. Według producenta krem ma za zadanie:
1. Redukcję podrażnień i wrażliwości naczynek krwionośnych
- zapewnia natychmiastowy efekt kojącego kompresu
- łagodzi zaczerwienienie i uczucie pieczenia naskórka
- zmniejsza przepuszczalność kruchych naczynek krwionośnych
 2. Ujędrnianie skóry wrażliwej
- wyraźnie zwiększa spoistość tkanki łącznej
- intensywnie ujędrnia, uelastycznia i wygładza skórę
- redukuje zmarszczki i zapobiega przedwczesnemu starzeniu
 3. Regenerację skóry wrażliwej
- uzupełnia ubytki fizjologicznych lipidów skóry
- odnawia i wzmacnia barierę ochronną naskórka
- usprawnia naturalne procesy nocnej regeneracji

Osobiście nie mogę niczego zarzucić temu kremikowi. Był delikatny, bezzapachowy, nie zapychał, ładnie się wchłaniał, nie wysuszał. Może jakiegoś wielkiego nawilżenia nie było, ale przecież nawilżać nie miał. Czy ujędrniał? Nie wiem, bo tego nie potrafię stwierdzić. Skóra była po nim przyjemna w dotyku. Na pewno nie wywołał żadnego uczulenia czy problemów skórnych, a tego boję się zawsze przy testowaniu. Jeśli chodzi o jego główne działanie, czyli redukcję podrażnień i wrażliwości naczynek, to w jakimś stopniu na pewno łagodził. Krem jest wydajny. Pewnie jeszcze kiedyś do niego wrócę.

Teraz zakupiłam troszkę droższy krem Dermacos z serii Anti-Redness firmy Farmona (ok. 20 zł za 50 ml). 


Jest to wzmacniający krem na noc przeznaczony dla skóry z rozszerzonymi i pękającymi naczynkami krwionośnymi oraz ze skłonnością do zaczerwienień. Według producenta krem ma za zadanie:
- wzmacniać i obkurczać ścianki naczyń krwionośnych zapobiegając ich pękaniu i powstawaniu pajączków
- zwiększać elastyczność drobnych naczyń krwionośnych, uodparniać układ naczyniowy na wpływy środowiska zewnętrznego, co powoduje zanikanie drobnych naczynek na twarzy i zapobiega powstawaniu nowych
- łagodzić podrażnienia i zaczerwienienia, przeciwdziałać ich powstawaniu oraz wycisza skórę i przynosić ukojenie
- głęboko odżywiać i regenerować, poprawiać elastyczność, wygładzać i zmiękczać skórę przywracając jej zdrowy koloryt i świeżość
- zapewniać ogólną poprawę kondycji skóry, zwiększać jej odporność na zmęczenie i stres oraz sprawiać, że naczynka stają się mniej widoczne
- sprawiać, że skóra odzyska równowagę i piękny, zdrowy wygląd, jest wyciszona i wzmocniona, a naczynka doskonale chronione przed pękaniem


Przede wszystkim krem ma bardzo fajną konsystencję i przyjemnie się go wmasowuje w skórę twarzy. Ładnie się wchłania pozostawiając delikatną warstwę ochronną (jest to krem na noc, to mogę tę warstewkę wybaczyć). Na noc wręcz wskazany jest ciut cięższy krem, lepiej działa. Nie wiem jak jest z serią na dzień, bo w tym przypadku jednak wolę kiedy krem całkowicie wchłania się w skórę. Druga sprawa i wielki plus tego kremu, to cudowny zapach. Po prostu go uwielbiam i wieczorne wklepywanie kremu jest dla mnie przyjemnością. :) Krem jest wydajny. Co do samego wpływu na naczynka, to mogę stwierdzić, że u mnie podziałał. Pajączki na nosie są mniej widoczne, a rano buzia wygląda zdrowo. Na chwilę obecną jestem zadowolona, ale ostateczną opinię będę mogła przedstawić po skończonym opakowaniu.

24 kwietnia 2013

Nowa restauracja + nowe smaki = udany wieczór.

Luby stwierdził, że dziś nie gotujemy i idziemy coś zjeść na miasto. Padło na nowo otwartą restaurację na rynku Manufaktury - Big Betty.

Źródło: www.manufaktura.com

Fajny wystrój, lubię jasne pomieszczenia, przyjemne połączenie kolorów i naturalne dodatki. Wydaje się, że jest tam znacznie więcej przestrzeni niż za czasów poprzedniej restauracji. Schody jak najbardziej na plus. Zwróciliśmy też uwagę na fajny szczegół w łazience - ręczniki. Dla mnie rewelacja!

W menu kilka fajnie zapowiadających się pozycji. A właśnie! Forma menu niekonwencjonalna. :) Porcje przyznać muszę konkretne, jak dla mnie nawet za duże. Sposób podania dań też niczego sobie. My jemy też oczami, więc to jak coś podają ma dla nas spore znaczenie. Po pierwszej wizycie stwierdzam, że na pewno tam wrócimy i koniecznie na jakiś deser, bo dziś nie daliśmy rady już nic wcisnąć poza daniem głównym. 

Pora najwyższa rozpocząć sezon rowerowy. Męczę Narzeczonego o naprawienie mojego "sprzętu". Może w tym tygodniu. Dzisiaj zrobiliśmy pierwszy krok w tym kierunku - kupiliśmy dzwonek. ;)

23 kwietnia 2013

Coffee

Mocna kawa wieczorem, to nie najlepszy pomysł. Z racji braku ekspresu w domu, wykorzystałam wizytę u teściów i teraz nie wiem o której zasnę. Swoją drogą, to dziś miały być kręgle z dziewczynami, ale zapomniałam na śmierć o imieninach teścia i musiałam wszystko odkręcać. Może innym razem.

Źródło: www.tumblr.com

W końcu zabrałam się za pity i wysłałam przez internet. Jedna rzecz z głowy, bo ciążyło to nade mną każdego dnia. Zawsze troszkę grosza wpadnie.


22 kwietnia 2013

Francuski manicure

Rozdawanie zaproszeń rozpoczęte! Muszę przyznać, że to bardzo przyjemne zajęcie. Jest okazja do spotkania, w wielu przypadkach pierwszego od kilkunastu miesięcy i lat. Dopiero zaczęliśmy i jeszcze wiele przed nami. Na majówkę mieliśmy odwiedzić siostrę Narzeczonego, ale troszkę sprawy się komplikują. Najpierw ja nie wiedziałam czy dostanę urlop, a teraz nawał pracy u Niego. Zobaczymy co z tego będzie. W razie czego ja zajęcie mam - praca czeka na pisanie.

Przeglądałam dziś oferty wakacji, tak mi się marzy słoneczko, basen, ciepełko i totalne lenistwo. Póki co tylko można pomarzyć, może po weselu...

W weekend miałam koszmarną przygodę u kosmetyczki! W związku kończącym się terminem wykorzystania kwoty 10 zł na grouponie, skusiłam się na manicure. Dopłaciłam 9 zł za kupon teoretycznie wart 49 zł i czekałam na wizytę. Zwykły French i maseczka. Strona internetowa sugerowała, że w salonie pracuje kilka  doświadczonych dziewczyn. Tymczasem...
Obawy pojawiły się już podczas umawiania wizyty. Kobieta w trakcie mojego telefonu otwierała komuś drzwi, wprowadzała gdzieś, rozmawiała. Dodatkowo z słuchawki wydobywał się okropny hałas szczekającego psa. Na wizytę czekałam dwa tygodnie. Miałam jednak nadzieję na przyjemne doświadczenie, tym bardziej, że nigdy z takiej usługi nie korzystałam. Nie spodziewałam się, że można zrobić taką prowizorkę i zepsuć tak prostą rzecz... Myślałam, że to ja nie potrafię zrobić sobie francuskiego manicure. Myliłam się.
Pani przyjmuje w swoim domu, ubrana w dresowe spodnie oblepione sierścią i pantofle, a salon to jeden malutki pokoik. Zestaw pilniczków składał się z nastu sztuk, ale co z tego skoro każdy gorszy od tych dwóch, które posiadam w domu. Spiłowała mi jedynie boki paznokci i wycięła skórki. Gdybym miała kilka krótszych paznokci, to pewnie by je tak zostawiła. Nie pofatygowała się, żeby je wyrównać, zrobić w migdał albo kwadrat. Nic. Namoczyła mi dłonie w wodzie z solą do stóp - OnLine i tyle było z zabiegów. Zabrała się za malowanie. Wyjęła zestaw Selene (wart 10 zł) do francuskiego i zaczęła mazać na biało. Jeden paznokieć grubszy, drugi cieńszy, ten mniej równy, tamten bardziej. Następnie maźnięcie lakierem, byle jak - tu nie dojechała, tam nasmarowała skórki. Na to wszystko utwardzacz, dotykając przy tym jednego paznokcia. Nie poczuła od razu, dopiero jak doszła do jego malowania to się zorientowała. Zamazała to lakierem (białe się rozpłynęło na pół paznokcia) i szybko zasmarowała utwardzaczem. Zostawiła mnie na 15 minut. Siedziałam i patrzyłam na te paznokcie w totalnym szoku. Krzywe, zamazane, każdy inny, niedokładne i pełne pęcherzyków. Wróciła, dotknęła i powiedziała - "są suche". Siedziałam skonsternowana jeszcze chwilę i wyszłam. Szkoda mi było nerwów za 9 zł. Normalnie bym za to nie zapłaciła. Jedno jest pewno - nigdy więcej zabiegów z groupona i nigdy więcej nie pójdę do salonu w ciemno.

Paznokcie nie wytrzymały nawet 24 godzin. Wczoraj wieczorem je zmyłam, bo widziałam już tylko odpryski. Dziś pomalowałam sama.


Źródło: www.weheartit.com


8 kwietnia 2013

Czerwony lakier

To co lubię, to co uwielbiam! Nie ma to jak kolorowe paznokcie u stóp. Tego mi brakowało. Nie wiem dlaczego, ale nie lubię patrzeć na stopy kiedy nie ma na nich koloru. Ostatnie dwa tygodnie się nie składało, żeby siąść wieczorem z czerwonym lakierem. 

Źródło: www.tumblr.com

Jutro ostatni dzień pracy w tym tygodniu. Wzięłam wolne i będę pisała pracę magisterską. W końcu idzie wiosna!!!

3 kwietnia 2013

Czym byłaby zima bez upadku

Czym byłaby zima bez upadku na śniegu? Nie byłaby zimą! Tak więc zaliczyłam dziś szybki siad na tyłku. Niby próbowałam złapać równowagę, niby już się to udało... a tu masz. Teraz trochę tyłek boli, ale groźniejszych obrażeń nie ma całe szczęście. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że ten upadek sobie wykrakałam. Wychodząc z pracy z papierami, wypisałam sobie wyjście służbowe z myślą "w razie gdybym nogę złamała, to lepiej się wypiszę".

Z cyklu "zakupy". Jedni nie kupują, bo nie mają pieniędzy, ale są i tacy, którym nie jest dane kupić, bo w kasie nie mają wydać reszty. Gdyby nie przemiła Pani w mięsnym obok bloku, która swoją drogą już mnie dobrze zna, to pewnie nie byłoby na jutro wędlinki do kanapki. Miałam jedynie 100 zł, a Pani nie miała jak wydać. Zakupów na 80 zł nie planowałam. Całe szczęście ulitowano się i dostałam kilka plasterków na przysłowiową "krechę". ;)


1 kwietnia 2013

Głupi żart


Ten śnieg w Wielkanoc, to jakiś głupi żart. W dodatku wcale nie śmieszy. Ile można patrzeć na tą białą pokrywę? Jednak jedno jest pewne. Te święta na długo pozostaną w pamięci, dzieci nie będą chciały wierzyć. ;)
Wczoraj śniadanie u przyszłych teściów i cały dzień u moich rodziców. Wpadliśmy też na cmentarze, bo dziadkowie wzywali mnie już w snach. W takie dni brakuje ich najbardziej... Dzisiejszy obiad i popołudnie u teściów. Jeśli chodzi o gotowanie, to na pewno odpoczęłam. :)
Jutro już do pracy, a chęci brak. Tak liczyłam na ocieplenie i to 15*C, słoneczko, a tu nici. Nie wierzę już w żadną pogodę. Teraz Narzeczony już śpi, a ja siedzę w bawię się z kotem. Siedziała cały dzień w domu i ma spore pokłady energii z którą coś trzeba zrobić. ;)