30 czerwca 2013

Pragnienia

Tulić i czuć Twój zapach.
Dotykać Twych malutki stópek i dłoni.
Przytulać, gdy zapłaczesz i patrzeć na Twój cudowny uśmiech.

Pragnę Cię.


Źródło: www.tumblr.com


29 czerwca 2013

Sałatka z rukolą i suszonymi pomidorami

Lubicie rukolę
Ja wprost uwielbiam! Jadam z pizzą, z kanapkami i robię z nią sałatki. Czasem są to sałatki bardziej pracochłonne  innym razem dorzucam do rukoli kawałek pomidora, ogórka i co tam jeszcze mam, skrapiam octem balsamicznym lub kremowym octem balsamicznym i mam przekąskę do pracy. :)


Rukola, zwana Rokiettą siewną, jest rośliną jednoroczną należącą do rodziny kapustowatych. Spokrewniona jest z rzodkiewką, gorczycą i rukwią wodną przez co posiada ostrawy posmak. Rośnie dziwo w Basenie Morza Śródziemnego, nad Morzem Czarnym, w Afryce i Azji. W Europie występuje głównie w Hiszpanii i we Włoszech. Łodyga rukoli dorasta do 75 cm. Liście są ciemnozielone, poszarpane o lekko pieprznym smaku. Uprawa rukoli jest bardzo prosta, możemy uprawiać ją nawet na balkonie, a wysiewać ją możemy cały czas od wiosny do jesieni.  Musimy jedynie chronić ją przed mrozami. Rukola wymaga miejsca lekko zacienionego i regularnego podlewania, co do podłoża nie ma wymagań. Liście należy zbierać przed zakwitnięciem, gdyż mogą nabrać gorzkiego smaku. Generalnie im młodsze liście, tym łagodniejszy smak.
Rokietta siewna ma bardzo szerokie zastosowanie w kuchni. Możemy ją dodawać do wszystkiego. Jedynie musimy pamiętać, że rukola nie może być poddawana długiej obróbce termicznej. Jadalne są także kwiaty i nasiona rukoli, które mogą posłużyć jako przyprawa. Z nasion otrzymuje się również olej.



Źródło: www.tumblr.com


W związku z tak powszechnym zastosowaniem tych zielonych listków chcę zaserwować Wam mój przepis na pyszną sałatkę. Może skuszą się ci, którzy rukoli nigdy nie jedli albo wydaje im się, że nie lubią?


Składniki:
- opakowanie rukoli
- jedna pierś z kurczaka
- suszone pomidory (ja daję pół lidlowego słoiczka)
- ser feta (około pół opakowania)
- 2 łyczki słonecznika (można uprażyć)
- przyprawa Gyros
- zalewa z suszonych pomidorów (według uznania)

Przygotowanie:
Rukolę przepłukać i osuszyć na durszlaku. Pierś z kurczaka pokroić w małą kosteczkę i podsmażyć na patelni, obsypać przyprawą Gyros (według uznania) i jeszcze chwilkę trzymać na ogniu. Wystudzoną pierś z kurczaka dodać do rukoli. Suszone pomidory pokroić na mniejsze kawałki, ser feta pokroić w kosteczkę i wszystko dodać do sałatki. Na koniec dosypać słonecznik. Całość skropić zalewą z suszonych pomidorów i wymieszać. O ilości zalewy zdecydujcie sami, sałatka powinna być wilgotna.


Smacznego!



Znacie jakieś fajne przepisy na sałatki z rukolą? 


28 czerwca 2013

Narzekanie

Polubiłam codzienne picie kawy, stało się takim moim przedpołudniowym rytuałem. Maleńka espresso z dużą ilością mleka. Od czasu kiedy mój Prawie Mąż zdecydował, że zakupi ekspres, wypicie pysznej kawy nie jest uzależnione od wizyty u rodziców czy teściów. ;) Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Prawie Mąż kawy nie pija, w związku z czym zakup był tylko dla sprawienia mi przyjemności. Kochany. 



Tak piję tę kawę i sobie myślę, że przerażające jest jak wiele osób nie potrafi się cieszyć tym co ma i nie mam tu na myśli tylko osób starszych. Dotyczy to również, co przeraża jeszcze bardziej, ludzi młodych, przed którymi życie stoi otworem i dopiero wkraczają w dorosły świat. Taka chyba ludzka natura, że lubimy sobie ponarzekać. Zdarza się najlepszym, ale trzeba mieć jakiś umiar. Dla mnie osoby stękające cały dzień i tak naprawdę nic nie robiące z tą swoją "niedolą", to zwyczajne wampiry energii. Kilkanaście minut w takim towarzystwie i czuje się jak po całym dniu ciężkiej pracy fizycznej. Po kilku dniach obecności takiej osoby tracę ochotę do czegokolwiek, czuję się chora i mam ochotę uciec! Takim chyba najgorszym "wampirem" jest moja babcia. Odwiedzając ją masz od razu ochotę wyjść, dlatego moje wizyty są bardzo rzadkie i ograniczają się do 30-60 minut. 
Wracając do tych narzekających młodych. Wszyscy wiemy jak jest, że bywa ciężko, że czasy wcale nas nie rozpieszczają, ale czy z tego powodu powinniśmy się poddać? Może od razu położyć się i czekać? Nie! Nie na tym to wszystko polega. Nawet z najgorszej sytuacji trzeba próbować znaleźć wyjście. Rozwiązania są, tylko trzeba chcieć ich poszukać. Poddanie się nic nam nie da. Szkoda życia na umartwianie się. Czy gdyby nasi pradziadkowie, dziadkowie, rodzice nie wierzyli, to bylibyśmy tu teraz? Przecież oni mimo wielu problemów potrafili się śmiać i cieszyć tym co jest, bo zawsze mogło być gorzej. Grunt to dążyć do lepszego, spełniać marzenia, próbować. To co złe powinno nas mobilizować, a nie sprawiać, że stajemy się jeszcze bardziej przygnębieni.

Czy naprawdę młodzi ludzie nie potrafią już dostrzec niczego dobrego na tym świecie? 
Czy na każdym kroku trzeba wyliczać tylko minusy, patrzeć negatywnie? 



Źródło: davidkanigan.com



Nie wszystko jest czarno-białe. 

Jeśli jest nam źle, to zróbmy coś!
To my kreujemy nasze życie, to my wpływamy na to czy jest ono takie jakie chcemy. Czasem warto zaryzykować. 

Nie patrzmy tylko na to co złego było i jak to ciężko będzie jeszcze. Spójrzmy na to co jest tutaj i teraz.


26 czerwca 2013

Rainy day

Lubię takie dni jak dzisiaj, szczególnie po kilkudniowych upałach. Za oknem siąpi, ale temperatura całkiem przyjemna i przede wszystkim - jest czym oddychać.




Uaktualniłam swoje cv, teraz niech się dzieje. Zobaczymy czy będzie jakiś odzew. Generalnie od czasu pracy w firmie zajmującej się doradztwem personalnym, podchodzę do tych rozmów na luzie i nawet są zabawne czasami. Jedyne czego nie znoszę, to ubierania się w eleganckie stroje, kiedy na termometrze ponad 30*C.

Są przyjęcia w moim starym miejscu pracy, w inny wydziale. Niby mogłabym składać, ale jakoś niekoniecznie mam ochotę tam wracać, a na pewno nie teraz. Biję się z myślami czy wysyłać swoją aplikacje... Wysyłać?



Na obiad zafundowałam sobie kalafiora z bułką tartą, a do tego zsiadłe mleko. Kalafior przywieziony ze wsi, czyli luksus. ;)



Wspólnie przeciw białaczce

Oglądając dzisiejsze Pytanie na śniadanie uwagę przykuła dyskusja na temat dawców szpiku kostnego. W studio pojawiła się 13-letnia dziewczynka, która chorowała na białaczkę i jej "bliźniaczka" - dawca. Po dwóch latach od przeszczepu miały one okazję w końcu się spotkać. 




Fundacja DKMS Polska pozwala na poznanie się dawcy i biorcy, ale dopiero po dwóch latach od przeszczepu komórek macierzystych. Anonimowość wynika z ochrony danych osobowych. Do tego czasu dawca może dowiadywać się o stan zdrowia pacjenta, może również nawiązać z nim kontakt pisemny. Są jednak kraje, gdzie takie poznanie jest niemożliwe. W Belgii, Francji, Holandii, Włoszech czy Hiszpanii możliwy jest jedynie kontakt anonimowy, a w Brazylii, Finlandii, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii nie istnieje żadna możliwość kontaktu dawcy i biorcy. Oczywiście zgłaszając się jako dawca nie wiemy z jakiego kraju będzie pochodził nasz biorca. 

Według statystyk, szanse na wyzdrowienie pacjenta po przeszczepie szpiku wynoszą od 40 do 80%. Transfer komórek macierzystych odbywa się podobnie jak transfuzja krwi. Przeszczepione komórki są transportowane przez krew w organizmie i samodzielnie umieszczają się w szpiku kostnym pacjenta. Tym sposobem powstają nowe, zdrowe komórki krwi. Komórki macierzyste można pobrać od dawcy na dwa sposoby: poprzez pobranie z krwi obwodowej (stosowane w 80% przypadków) lub pobranie z talerza kości biodrowej. Dawca może wybrać metodę, ale musi być przygotowany na oba sposoby pobrania komórek, ponieważ są przypadki, kiedy ze względów medycznych preferuje się tylko jedną z metod. Dla dawcy u którego szpik jest pobierany z talerza biodrowego wiąże się to z 3-dniowym pobytem w szpitalu i zabiegiem pod narkozą. Jeśli chodzi o ryzyko bólu, to występuje on podczas pobierania i zazwyczaj ustępuje po kilku dniach.  




Teraz siedzę, czytam i myślę. Chyba zarejestruję się na stronie DKMS. Jeśli jest szansa komuś pomóc, to dlatego tego nie wykorzystać? Czym jest odrobina bólu, jeśli chodzi o życie?



Jesteście zarejestrowani jako dawcy szpiku kostnego? 
Może spotkaliście się z tym w bliskim otoczeniu?

25 czerwca 2013

Urlopowo

Poszłam na urlop i przepadłam. 
Naiwnie myślałam, że siedząc w domu będę miała więcej czasu. Jest zupełnie na odwrót. 


Najpierw mieliśmy intensywny weekend. W ruch poszły zaproszenia, czyli nie obyło się bez jedzenia i alkoholu. Tu wino, tam drink. Sobotnie i niedzielne popołudnie oraz wieczór minęły nam bardzo sympatycznie w miłym towarzystwie. Efektem były ciężkie pobudki następnego dnia rano. Tak więc w poniedziałek odsypiałam - aż do 10.00! 
Wieczorem zaczęły się problemy z żołądkiem, świdrowało, nie mogłam zasnąć. Cały wtorek pobolewał mnie brzuch, szczególnie przy ucisku, a na wieczór temperatura zaczęła rosnąć. Pomyślałam - Pięknie! Jutro wyjazd do Gdańsk, bilety na koncert czekają, atu takie coś! W nocy się męczyłam, prawie nie spałam, bo temperatura urosła do 38*. Wstałam przed czasem, a o 7.15 ruszyliśmy w drogę. Skorzystaliśmy z Polskiego Busa, bo jednak za taką cenę autem byśmy tam nie dotarli, i muszę przyznać, że na pewno jeszcze się wybierzemy gdzieś z nimi. 
Na miejscu byliśmy około 13tej. Na dworcu wsiedliśmy do SKM i wyruszyliśmy do Sopotu. Tam rybka na plaży w ramach obiadu. Później spacer boso po plaży, a piasek był naprawdę ciepły. Wypiliśmy owocowego drinka po parasolem i przeszliśmy się deptakiem. O tej porze roku jest jest znośnie w Sopocie. Ludzi mniej, w sezonie pod tym względem jest masakra. 


Wieczorem wróciliśmy do Gdańska i na godzinę 20.00 byliśmy już na trybunach PGE Arena Gdańsk.  Dokładnie o tej godzinie spełniło się moje marzenie. Marzenie, które zaliczało się do tych - nie do spełnienia  Koncert Bon Jovi zaczął się punktualnie. Byłam pod takim wrażeniem, że aż mi się chciało płakać, a gęsia skórka to nie schodziła przez kilkanaście dobrych minut. Nawet ból brzucha nie był wtedy tak ważny, choć cały dzień trochę doskwierał. 








Autobus powrotny mieliśmy o 23.15, także ze stadionu na dworzec musieliśmy się streszczać. Były emocje i nerwy, bo nic nie jechało jak na złość, ale dotarliśmy pięć minut przed czasem. W drodze powrotnej trochę spaliśmy, więc zleciało szybciutko. Około 5 rano leżeliśmy już w łóżku i tym sposobem nasza 24-godzinna przygoda dobiegła końca.

Na czwartkowy wieczór mieliśmy zaproszonych gości z którymi próbowaliśmy spotkać się już od kilku miesięcy i w końcu się udało. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i przy okazji wręczyliśmy zaproszenie, bo już chyba nie będzie okazji na rewizytę przed ślubem. 
W piątek wzięłam się za pieczenie chałki i zaczęłam przygotowania do wyjazdu nad jezioro. Po południu wyruszyliśmy w drogę. Było słońce, był codzienny grill, był relaks, basen, jezioro, było po prostu wakacyjnie!


14 czerwca 2013

To nie był dobry dzień

Wczoraj nie był dobry dzień. 

Nie przedłużają mi jednak umowy. Musieliby dać na czas nieokreślony i to jest problem, problem dla nich. Obiecanki, przekonywanie, że umowa będzie, nieszczere uśmiechy. Po co to wszystko? 

Wiem jedno, tych fałszywych ludzi tutaj nie będzie mi brakowało na pewno. Wystarczająco nerw mi napsuli przez te dwa lata. Nie ta to inna, praca prędzej czy później się znajdzie. Przecież "nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło"


Źródło: www.tumblr.com


Teraz dwa tygodnie urlopu i od 1 lipca bezrobocie, oby jak najkrócej. Póki co skupię się maksymalnie na pracy magisterskiej i oddam się w pełni gotowaniu. Nadrobię nieprzeczytane książki i może zrobię powtórkę z angielskiego. 

Zabawne zrządzenie losu - kończę studia, kończę pracę, we wrześniu wychodzę za mąż. 
Zaczynam nowe życie?


12 czerwca 2013

Zupa-krem z marchwi

Kremowa zupa z marchwi jest jedną z moich ulubionych. W sumie można ją zrobić o każdej porze roku, ale najlepsza jest właśnie teraz, kiedy mamy dostęp do młodej marchewki. 


Składniki:
- ok. 1/2 kg marchewki
- 2 ziemniaki
- 1 pietruszka (opcjonalnie)
- 2 łyżki masła
- 1 łyżka startego imbiru (dodaję więcej, jeśli mam ochotę na ostrzejsze danie)
- 400 ml bulionu warzywnego
- śmietana lub odrobina mleka
- sól
- świeżo zmielony pieprz


Źródło: www.tumblr.com


Przygotowanie:
Marchewkę i ziemniaki obrać i pokroić w plastry (ziemniaki w kostkę). W garnku rozpuścić masło* i wsypać warzywa. Dusić po przykryciem ok. 10 minut na małym ogniu, mieszając od czasu do czasu. 
Kiedy warzywa zmiękną dodać imbir i wlać bulion. Całość dalej gotować na małym ogniu przez ok. 20-30 minut. 
Po tym czasie zmiksować wszystko blenderem i doprawić do smaku solą i świeżo zmielonym pieprzem. Na koniec dodać śmietanę (ewentualnie mleko, nie za dużo, żeby nie rozwodnić kremu).
Podawać z groszkiem ptysiowym lub domowymi grzankami z chleba.

* Możemy zrobić wersję z cebulą, wtedy chwilę rumienimy ją na maśle i dopiero dodajemy warzywa.


Smacznego!


Obiad

Siedzę przy kuchennym stole i czekam na powrót Przyszłego. Dziś jemu przypadły zakupy warzyw, a ja chcę zrobić zupę-krem w marchwi. Niestety bez składników nic z tego. Tak czekam i podjadam, bo pusty żołądek daje o sobie znać, a Przyszłego nie widać. Chcę obiadu!


Źródło: www.tumblr.com


Nad głową wciąż wisi mi praca magisterska, muszę w końcu wziąć się w garść i ją dokończyć. Obronę co prawda już na pewno zostawiam na jesień, ale przecież nie będę się z tym bawiła tak długo. Mam już ochotę na beztroskie wieczory z książką i kubkiem gorącej czekolady.

Czyścioszki?

Sprawcą całego zamieszania na pewno nie jest mój nad wyraz wrażliwy nos. Co to to nie! Przez niego co najwyżej problem jeszcze bardziej jest przeze mnie odczuwalny. Mowa o "czyścioszkach", a raczej "zapachowcach". Są na uczelniach, w pracy, w urzędach, tramwajach i autobusach, aptekach, sklepach... Mogłabym tak wymieniać w nie skończoność, ale oni są wszędzie.


W moim przypadku najbardziej uciążliwe są przypadki w tramwajach i pracy, stykam się z tym codziennie. O ile w pierwszym przypadku jest to problem na 30 minut, tak drugi problem trwa przez 8 godzin dziennie, pięć dni w tygodniu. Mowa o jednym z "kolegów" w moim pokoju. Jest to mężczyzna około 50 letni, wykształcony, niby mądry, ma żonę i dwójkę dzieci. Ponadto ma jeszcze pewien problem, z którego albo nie zdaje sobie sprawy, albo udaje, mianowicie problem z higieną. Zapach potu jest nie do zniesienia i to nie tylko w upalne dni, również zimą, kiedy za oknem sypie śnieg. Jest to problem całoroczny. Latem wywołany w głównej mierze upałami, zimą przegrzewaniem. Zachodzimy już w głowę czy jego rodzina już przywykła, czy ma problemy z węchem, a może mają taką samą przypadłość? 

Powiecie, człowiek ma problem, a ja się czepiam. Owszem czepiam się, bo ów człowiek nic z tym problemem nie robi. Antyperspiranty i perfumy, to nieznane obiekty w jego higienie. Kiedyś chwalił się, że oszczędza wodę i bierze zimny prysznic, nawet był zachwycony, że tak go to orzeźwia. Tylko czy myje i mydło się pieni? Pojawia się też pytanie czy ten prysznic jest brany wystarczająco często, bo mam wątpliwości. Mając problem z nadmierną potliwością, należałoby przykładać trochę większą uwagę do higieny i zapobieganiu tej przypadłości. Nic samo nie minie. Na rynku dostępnych jest tyle specyfików, naprawdę mamy w  czym wybierać. Niestety, dla większości naszego społeczeństwa jest to totalną abstrakcją. Z wyliczeń producentów wynika, że statystyczna kobieta kupuje rocznie jedynie dwa antyperspiranty. To strasznie mało! Dla mnie wręcz ilość niewyobrażalna. 

Nie lepiej wygląda sprawa z samym ubraniem i wyglądem. To właśnie po nim stwierdzam, że mój "kolega" ma problem z higieną. Marynarka wisi około pół roku w pracy, przy czym jest praktycznie codziennie noszona. Są dwie wersje - letnia i zimowa. Obie wyglądają koszmarnie. Ta letnia, w jasnym kolorze, pod koniec sezonu ma już brązowe rękawy i kołnierzyk... Spodnie też pozostawiają wiele do życzenia, noszone miesiącami i widać, że nie są prane. Koszula niby zmieniana codziennie i wyprasowana, ale co z tego skoro zapach wyczuwalny jest na odległość. Ten odór potu unosi się w całym pokoju. Jak tylko jest opcja otworzenia okien, to z niej korzystamy. Nie pomagają sugestie, wszystko inne łapie w mig, ale tego jakoś nie.



Źródło: www.tumblr.com



Niestety taki jest obraz większości naszego społeczeństwa, które zwyczajnie nie dba o siebie a już na pewno nie dba o higienę. Ludzie potrafią myć się co któryś dzień, jedni robią to z oszczędności, inni z lenistwa. Przetłuszczone włosy i nieumyte zęby to już codzienność. Parę dni temu poczułam się tak zniesmaczona, jak chyba jeszcze nigdy. Może dlatego, że nieprzyjemne zapachy u starszych osób staram się sobie jeszcze jakoś tłumaczyć. No ale u młodych dziewczyn?! Wsiadły tak dwie do tramwaju, około 20 lat miały, nie więcej. Takie trochę skejtowski styl, początkowo nie byłam pewna co do płci. Było dość ciepło tego dnia, no ale zapach mnie powalił, musiałam przesunąć się kilka miejsc dalej. Ponadto oklejone włosy, niby na żel  ufryzowane, ale widać, że szamponu i wody to nie widziały dawno. To samo z szyją - zwyczajnie była czarna w zagłębieniach. Do tego nieogolone nogi i brudne ubranie, takie kilkudniowe na pewno. W moim odczuciu, to nie "pachniały" lepiej od bezdomnego. W ich mniemaniu najważniejszy był chyba "super język" i gadżety typu telefon. Po tamtym zdarzeniu jestem w szoku do dziś.

Przebywanie w towarzystwie osób, które boją się mydła może być naprawdę uciążliwe. Niestety zwrócenie uwagi często nie przynosi rezultatu. Zamiast tego wywołuje oburzenie, jak śmieliśmy poruszyć tak intymny temat. 

Czy Wy również spotykacie się z tym problemem tak często? 
Zwracacie uwagę takiej osobie, czy może milczycie i ratujecie się na inne sposoby? 


11 czerwca 2013

Żel micelarny BeBeauty

Od czasu do czasu zamierzam prezentować Wam kosmetyki, które przypadły mi szczególnie do gustu lub skutecznie mnie do siebie zniechęciły. Jako pierwszy na tapetę idzie kosmetyk do mycia twarzy, który jest dla mnie numerem jeden, jeśli chodzi o codzienny demakijaż. 





BE BEAUTY
micelarny żel do mycia i demakijażu twarzy i oczu


Opis producenta:
Żel micelarny oczyszcza skórę twarzy i oczu z wszelkich zanieczyszczeń przywracając komfort nawilżenia i odświeżenia. Zawarte micele zapewniają niezwykle wysoką skuteczność oczyszczania, nie naruszając bariery hydrolipidowej naskórka. Zawarty w żelu d-panthenol utrzymuje optymalny poziom nawilżenia, łagodzi podrażnienia oraz przynosi uczucie natychmiastowego ukojenia. Skóra po użyciu żelu jest głęboko oczyszczona, nawilżona i odzyskuje uczucie komfortu.

- dokładnie oczyszcza z makijażu i zanieczyszczeń
- smutecznie nawilża i koi podrażnienia
- odświeża i orzeźwia
- przywraca uczucie komfortu

Cena: 4,99 zł
Pojemność: 150 ml

Moja opinia:
Żel stosuję już od kilku lat, nie wiem dokładnie ilu, ale jakoś od momentu pojawienia się go na półkach w Biedronce. Pamiętam, że pierwszy był ten zielony peelingujący, jednak nie przekonał mnie i sięgnęłam po kolejny - tym razem niebieski (nawilżający). Ten również okazał się średniakiem. Dopiero kiedy pojawił się żel micelarny, okazało się, że jest to strzał w dziesiątkę. Od tamtego czasu nie sięgnęłam już po żaden inny żel do mycia twarzy. 
Podstawową jego zaletą jest skład i fakt, że nie wpływa negatywnie na moją skórę i nie posiada alergenów. Skończyły się problemy z "niespodziankami" na twarzy i przesuszeniem w niektórych miejscach. Faktycznie twarz jest dobrze nawilżona, po zastosowaniu żelu nie czuję ściągnięcia, a dodatkowo zmniejszyło się wydzielanie sebum. 
Mój codzienny makijaż składa się z: kremu, podkładu, tuszu do rzęs i kredki do oczu. Wieczorną pielęgnację zaczynam od demakijażu oczu mleczkiem, a później całą twarz  myję pod wodą z użyciem żelu. Żel micelarny bardzo dobrze zmywa cały makijaż i nie widzę sensu stosowania czegoś silniejszego. Miłością do tego kosmetyku zaraziłam już kilka osób m.in. moją siostrę. 

Ocena: 10/10



Miałyście okazję używać tego żelu? 
Jeśli tak, to może podzielicie się swoimi wrażeniami?


10 czerwca 2013

Start again

Tak spojrzałam na statystyki i widzę, że zaraz stuknie 2 tys. wejść.
To bardzo miłe i chciałam Wam serdecznie podziękować, że wpadacie, czytacie i komentujecie. :)


Weekend upłynął zdecydowanie za szybko, mamy dopiero poniedziałek, a ja już marzę o piątku. W pracy znowu atmosfera niepewności i to chyba skutecznie zniechęca mnie do wszystkiego, z porannym wstawaniem włącznie. Nie wiem co będzie dalej z moją umową, co dalej z całym oddziałem, nic nie wiem. Szczerze powiedziawszy jestem już trochę tym zmęczona. Najpierw obietnice, zapewnienia przy każdej okazji, że wszystko będzie dobrze. Tymczasem, gdyby przychodzi co do czego, to nikt nic nie wie i nic powiedzieć nie może. Pozostaje czekać, najwyżej z początkiem nowego miesiąca będę się leniła do upadłego.


Źródło: lucyspearls.com


Jedynym plusem takiego obrotu sprawy, byłoby uwolnienie się od pewnego "kolegi" z pracy. Jest to osoba nie pierwszej świeżości i to nie w przenośni. Potrafi skutecznie obrzydzić dzień, a dzień upalny szczególnie, ale o tym może następnym razem. Pozostali współpracownicy są w porządku. Jedno wiem na pewno, w pracy nie ma miejsca na przyjaźnie, niestety, i lepiej bardzo z tym uważać.

Na szczęście życie to nie tylko praca! :)  Każdy dzień może przynieść coś nowego i tego staram się trzymać, kiedy dopada mnie melancholia i rezygnacja. Wierzę, że "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło", i powtarzam to każdemu. Coś co teraz wydaje się być beznadziejne, jutro, za tydzień, za miesiąc, może okazać się dobrym zrządzeniem losu. 


Źródło: www.tumblr.com




A Wy lubicie swoją pracę i współpracowników, z którymi spędzacie połowę swojego życia?


9 czerwca 2013

7 dni WYZWANIE FOTO - Dzień 7

To już ostatni dzień wyzwania fotograficznego Uli. Szybko minęło te kilka dni, teraz pozostaje czekać na kolejny miesiąc. Tymczasem przedstawiam interpretację dnia siódmego.

Dzień 7 - LATO


Lato to czas owoców i młodych warzyw, czas kwiatów i palety kolorów. Od zawsze lato kojarzyło mi się z fasolką i kefirem na obiad, owocowymi ciastami i kompotami. Tak! To właśnie kompot smakuje latem. 

8 czerwca 2013

7 dni WYZWANIE FOTO - Dzień 6

Dzień 6 - URODZINY



Czerwiec to miesiąc urodzin. Świętują wtedy moja siostra i mama. Dziś odbyło się małe przyjęcie urodzinowe mojej ukochanej młodszej siostry. Z tej okazji upiekłam ciasto drożdżowe z rabarbarem i truskawkami. Było pysznie!

7 czerwca 2013

7 dni WYZWANIE FOTO - Dzień 5

To już prawie końcówka wyzwania fotograficznego. Dziś prezentuję moją interpretację piątego dnia.

Dzień piąty - COŚ PIĘKNEGO


Po resztę zapraszam do Uli

6 czerwca 2013

7 dni WYZWANIE FOTO - Dzień 4

Temat dnia czwartego - ZROBIONE PRZEZ CIEBIE



Długo zastanawiałam się co Wam pokazać. Padło na kolejne zdjęcie naszej Koszki. Kotka została sprowadzona do domu przeze mnie, co jest mi przypominane za każdym razem, gdy mam jej dość. Cóż ja poradzę, że się do mnie przylepiła na klatce schodowej, kiedy pędziłam na uczelnię. Nikt się po nią nie zgłosił i została bestia mała.

Posiadacze kotów zapewne zrozumieją miłość do tych zwierząt. Bardzo często ludzie są przeciwnikami tych zwierząt, do czasu aż nie pojawi się taki osobnik w ich domu.

Zachęcam do obejrzenia i skomentowania innych interpretacji tematu dnia. :)


5 czerwca 2013

7 dni WYZWANIE FOTO - Dzień 3

Dzień trzeci - ULUBIONA KSIĄŻKA



Pewnie wiele osób zna i czytało, albo oglądało ekranizację. Mowa o Ojcu Chrzestnym - Mario Puzo. Według mnie rewelacyjna książka od której ciężko się oderwać. Obowiązkowa lektura. 

Propozycje innych z cyklu "ulubiona książka" możecie zobaczyć TUTAJ.

Festiwal Dobrego Smaku

Już jutro rusza X edycja Festiwalu Dobrego Smaku w Łodzi!


"KULINARNIE ZAKRĘCENI"


Tak brzmi hasło przewodnie tegorocznego Festiwalu, mające nawiązywać do łódzkiej tradycji filmowej. Cała zabawa potrwa do niedzieli 9 czerwca do godziny 18.00. W tym roku w akcji bierze udział wyjątkowo duża liczba lokali, ponad trzydzieści. Jak co roku za danie festiwalowe w restauracji zapłacimy 10 zł, za deser i kawę w kawiarni 7 zł. 


Źródło: festiwaldobregosmaku.eu



Restauracje biorące udział w Festiwalu 2013:

1. Amarant (ul. Sienkiewicza 47)
Danie konkursowe: Pieczona polędwiczka wieprzowa ciotki Petunii podana na zapiekance ziemniaczanej z fasolkami Bertiego Botta w formie sferycznego Ravioli
2. American Bull (Rynek Manufaktury)
Danie konkursowe: Godfather Burger
3. Ato Sushi (ul. 6 Sierpnia 1/3)
Danie konkursowe: Kill Bill Roll
4. Bierhalle (Rynek Manufaktury)
Danie konkursowe: Stroganow w nowej odsłonie nie tylko z grzybkami
5. Big Betty (Rynek Manufaktury)
Danie konkursowe: Kurczak ze śliwkami-Chicken with Plums 2011
6. Breadnia (ul. Piotrkowska 87)
Danie konkursowe: Polowanie na Czerwony Październik
7. Deseo Tapas Bar (ul. Piotrkowska 60)
Danie konkursowe: Karmelowy przypływ - pieczony łosoś z ziemniaczanym purée i sałatką z buraka
8. Drukarnia Skład Wina i Chleba (ul. Piotrkowska Off 138/140)
Danie konkursowe: Halibut grillowany w ziołach z papryczką chilli, podlany winem
9. Galicja (Rynek Manufaktury)
Danie konkursowe: Popiół i Diament w Ziemi Obiecanej
10. Gejsza Sushi (ul. Kościuszki 93)
Danie konkursowe: Ziemia Obiecana
11. House of Sushi (ul. Piotrkowska 89)
Danie konkursowe: Błękitna Laguna – Okoń nilowy podany z egzotyczną sałatką owocową z orzechami nerkowca, daktylami i sosem cytrusowym z estragonem
12. Kamari (ul. Piotrkowska 15)
Danie konkursowe: Łódzka Gwiazda Udaje Greka
13. Klub Zieliński i Syn (ul. Piotrkowska 97)
Danie konkursowe: Ratatouille avec du poulet
14. La Strada (ul. Piotrkowska 25)
Danie konkursowe: La dolce Vita
15. Lili (ul. Roosevelta 10)
Danie konkursowe: Allo Allo – Zalotna Yvett
16. Pozytyvka (ul. Piotrkowska 72)
Danie konkursowe: Lasagne Garfielda
17. Restauracja Kryształowa (ul. Narutowicza 16)
Danie konkursowe: Bitka obiecana w Łodzi nakręcana
18. Servantka (ul. Piotrkowska 55)
Danie konkursowe: Pielmieni syberyjskie – pierożki z siekanym mięsem gotowane w bulionie wołowym
19. Street Art Deluxe (Rynek Manufaktury)
Danie konkursowe: Filet z pstrąga w ziołowej panierce z młodymi ziemniakami i zielonymi warzywami
20. Sushi Zielony Chrzan (ul. Żwirki 8)
Danie konkursowe: Carskie Uramaki
21. Suzette (Rynek Manufaktury)
Danie konkursowe: Naleśniki Julia & Julia
22. Tari Bari (ul. Piotrkowska OFF 138/140)
Danie konkursowe: Ratatouille
23. The Mexican (ul. Piotrkowska 67)
Danie konkursowe: Garcia muslito
24. Titi (ul. Sienkiewicza 67)
Danie konkursowe: Przepiórki w płatkach róży
25. Zaraz Wracam Bistro (ul. Piotrkowska 101)
Danie konkursowe: Tres Gazpachos – gazpacho andaluzyjskie, Ajo Blanco i Porra Antequerana




Kawiarnie biorące udział w Festiwalu 2013:

1. Artystyczna Kawiarnio-Cukiernia ”Pani Cupcake” (ul. Piotrkowska 89)
„Cupcake Sernikowy Brownie w wiśniowym dressingu i kawa cappuccino”
2. Cukiernia A.Blikle (ul. Piotrkowska 89)
„Wz-ka i czarna kawa”
3. CZEKOLADA Retro Cafe (ul. Moniuszki 11)
„Jabłecznik na kruchym cieście z cynamonem i bitą śmietaną i kawa”
4. Foto Cafe 102 (ul. Piotrkowska 102)
„Dolce Vita – tiramisu malinowe i cappuccino”
5. Kawiarnia Zbożowa (ul. Roosevelta 7)
„Waniliowa kiść i kawa firmowa – zbożowa orkiszowa
6. Klubokawiarnia Kawalerka (ul. Piotrkowska 89)
„Trufle Kangura Pantouf z espresso lub cappuccino”
7. Klubokawiarnia Owoce i Warzywa (ul. Traugutta 9)
„Rzymskie Wakacje i cappuccino”
8. Mebloteka  ” YELLOW” (ul. Piotrkowska 138/140)
„Poisoned apple & Prince Kissing, czyli czarna kawa z mleczną pianką i grenadyną”
9. Niebostan – klubokawiarnia z antykwariatem (ul. Piotrkowska 17)
„Panny z Wilka i kawa z niespodzianką”




Więcej informacji na temat Festiwalu znajdziecie TUTAJ oraz na fanpage na Facebooku.


Jutrzejszy obiad zamierzamy zjeść na mieście, oczywiście wybierzemy się w któreś z festiwalowych miejsc. Tylko nie wiemy jeszcze, którą restaurację wybierzemy, wybór bardzo duży, a wszędzie nie da się dotrzeć.

Wybieracie się na Festiwal Dobrego Smaku? Co sądzicie o tego typu akcjach?


4 czerwca 2013

7 dni WYZWANIE FOTO - Dzień 2

Kolejny dzień wyzwania fotograficznego.

Dzisiejszy temat - CODZIENNY RYTUAŁ



Mój codzienny rytuał, to poranne śniadanie. Bez niego nie wyjdę z domu. Zazwyczaj na śniadanie serwuję sobie płatki z mlekiem. Oczywiście nie jest to jedyny rytuał, jak mi towarzyszy każdego dnia. :)

A jakie są Wasze rytuały?

Pomodoro - efektywne zarządzanie czasem z pomidorem

Chyba od zawsze marzyłam o tym, żeby doba miała więcej godzin. Z racji mojej miłości do snu, ale też potrzeby przesypiania przynajmniej 7-8 godzin, tym bardziej ubolewam nad brakiem tych 2-3 godzin dziennie. Ileż ciekawych rzeczy mogłabym wtedy zrobić, no ale... rzeczywistość rzecz jasna. Muszę sobie radzić z tym co jest.

"Sukces jest sumą małych wysiłków powtarzanych dzień po dniu"
Robert Collier

W takim razie może da się coś zrobić, żeby dotychczasowe obowiązki zajmowały mniej czasu? Żeby jeszcze efektywniej wykorzystywać te minuty, które poświęcam na ich wykonanie? 

Przede wszystkim warto nauczyć się efektywnie zarządzać swoim czasem. Na rynku jest masa kursów i szkoleń, jednym słowem mamy w czym wybierać. Jest tylko pewien szczegół, dość istotny, mianowicie - koszty. Taki kurs z reguły nie jest darmowy, a to sprawia, że nie każdy na takowy się zdecyduje. Osobiście nie miałam jeszcze okazji uczestniczyć w żadnym z takich kursów, a szkoda.

Oczywiście nie wszystko stracone!

Mam dla Was coś, dzięki czemu zarządzanie czasem może stać się przyjemniejsze i efektywniejsze. :)  Co to takiego?

Mówię o technice pomidorka.

Technika Pomodoro (nazwa pochodzi od kuchennego minutnika w kształcie pomidora) to metoda zarządzania czasem opracowana przez Włocha - Francesco Cirillo. Technika wykorzystuje rozbicie czasu na 25-minutowe odcinki czas, zwane "Pomodoro", oddzielone krótkimi przerwami. 

Źródło: en.wikipedia.org

Technika Pomodoro może być stosowana przez każdego. Nie wymaga przygotowań, możemy zacząć ją stosować od zaraz, jedyne czego potrzebujemy to minutnik bądź zwykły zegarek (ważne, żeby wydawał dźwięk po upływie czasu). Ponadto metoda ta może się okazać szczególnie przydatna dla osób mających problem z koncentracją, bowiem w trakcie tych 25 minut należy skupić się tylko na jednej czynności. Stosowanie przerw ma poprawić nasza sprawność umysłową. 

O metodzie dowiedziałam się od przyjaciela, który wykorzystuje pomidorki w swojej codziennej pracy. Dużo łatwiej pracuje się nad trudniejszymi zadaniami ze świadomością, że po 25 minutach będzie przerwa. Te krótkie odstępy czasu pozwalają na lepszą koncentrację, a świadomość upływającego czasu zwiększa wydajność. 


Jak to działa?
Wystarczy postępować według poniższych kroków:



1. Określ zadanie do wykonania.
Zadanie wymagające więcej niż 5-7 Pomodoro podziel na mniejsze części.

2. Ustaw czasomierz na 25 minut.
Jest to czas na zrealizowanie całego lub części zadania. Zadanie może być większe i wymagać kilku(nastu) Pomodoro.

3. Pracuj nad zadaniem przez całe Pomodoro.
Pracę zakończ w momencie upływu 25 minut (po sygnale minutnika). Nie przerywaj zadania przez tym czasem, jeśli już to zrobiłeś należy rozpocząć Pomodoro od początku. Powinieneś cały czas widzieć ile czasu jeszcze zostało.

4. Zrób sobie 5-minutową przerwę.
Nie pomijaj, nie skracaj, nie wydłużaj przerw. 

5. Po 4 Pomodoro zrób sobie dłuższą przerwę.
Po przerobieniu 4 Pomodoro warto zrobić sobie dłuższą przerwę - około 20-30 minut.







Ot, cała filozofia. 25 minut pracy i 5 minut przerwy. Prawda, że bardzo proste? :)

Słyszeliście już o technice Pomodoro? Może stosowaliście, bądź stosujecie nadal? Jeśli nie, to spróbujcie i podzielcie się wrażeniami.


3 czerwca 2013

7 dni WYZWANIE FOTO - Dzień 1

Postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu fotograficznym Uli Phelep.
Zabawa trwa przez 7 dni, a jej zasady znajdziecie na blogu

Dzisiejszy temat - 5 RZECZY.



Moja interpretacja, to 5 rzeczy bez których nie ruszam się z domu. Obowiązkowo w mojej torebce muszą znaleźć się - telefon, perfumy, szczotka do włosów, guma do żucia i krem do rąk.

A czego nie może zabraknąć w Waszych torebkach? Bez czego nie wyjdziecie z domu?

Liebster Blog

Dziś trochę inny wpis. Otrzymałam nominację do Liebster Blog, a wraz z nią 11 pytań na które muszę odpowiedzieć. Tak więc - do dzieła!

Na wstępie dziękuję tequilaaaa1986 za nominację! :)


Liebster blog jest to wyróżnienie otrzymywane od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Osoba  wytypowana odpowiada na 11 pytań, a następnie nominuje 11 osób i zadaje im 11 nowych pytań. 
Kogo nominujemy?
Najlepiej osoby, które dopiero rozpoczynają przygodę z blogowaniem i przydałaby im się promocja.
Kogo nie nominujemy?
Osoby od której otrzymaliśmy wyróżnienie. 




11 pytań do mnie:

1. Dlaczego zaczęłaś blogować?
Blogowałam już kiedyś, ale wtedy blog pełnił dla mnie trochę inną rolę.

2. Kosmetyk bez którego nie możesz żyć?
Krem do twarzy.

3. Jakie notki najchętniej przeglądasz na blogach?
O tematyce ogólnej, rozwoju albo polecanym kosmetyku. 

4. W jakim stroju czujesz się najlepiej?
Jeansy albo spódnica, bluzka i żakiet.

5. Co jest Twoją największą obsesją jeśli chodzi o Twój wygląd?
Trudne pytanie. Na pewno nie wyjdę z domu z nie umytymi włosami. Myję je codziennie rano.

6. O czy marzysz?
Na chwilę obecną moim marzeniem jest podróż do Nowej Zelandii i pojawienie się dziecka w naszym życiu. 

7. Jak spędzasz wolny czas?
Gotuję, jeżdżę na rowerze, podróżuję, no i oczywiście bloguje. ;)

8. Podaj dwa swoje ulubione blogi.
whiteplate.blogspot.com
www.happyholic.pl


Moje pytania:
1. Od kiedy blogujesz?
2. Twój ulubiony dodatek (np. kolczyki, broszka, apaszka)?
3. Twoje ulubione perfumy?
4. Twoje ulubione danie?
5. Twoja ulubiona książka?
6. Co w sobie najbardziej lubisz?
7. Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?
8. Bez czego nie wyjdziesz z domu?
9. Jakie są Twoje plany na najbliższy rok?
10. Jakie miejsce na ziemi chcesz odwiedzić?
11. Jaka jest Twoja pasja?

Moje nominacje:
1. haveapastelday.blogspot.com
2. every-word-handwritten.blogspot.com
3. zostalammama.blogspot.com
4. kosmetykowezapiski.blogspot.com
5. polkawefrancji.blogspot.com
6. urodzona-by-pisac.blogspot.com
7. myhellolife.blogspot.com
8. wishcorner.blogspot.com
9. misislipy.blogspot.com
10. 40obiektywow.blogspot.com
11. wmoimczasiewolnym.blogspot.com