31 lipca 2013

Zawiodłam

To by było na tyle z moich postanowień. Zawiodłam samą siebie. Za dwie i pół godziny wybije północ, rozpocznie się sierpień, a tymczasem ja nadal nie skończyłam pisać pracy. W dalszym ciągu nie potrafię się zmobilizować i już sama mam siebie dość. Jak tak można?! Nie mam żadnego wytłumaczenia, zresztą tłumaczyć się nie zamierzam. Widać siedzenie w domu mi nie służy, coraz gorzej z organizacją i chęciami, zero dyscypliny.

Muszę w końcu wziąć się do roboty!


Źródło: www.taraburner.com


Tymczasem przyszła pora na naszą kicie. Wczoraj została wysterylizowana. Bidula... Tak, wiem, najpierw skazuję kota na taki zabieg, a później się użalam. Jednak teraz, kiedy już widziałam, jak to wygląda, to nie wiem czy podjęłabym taką samą decyzję. Gdyby nie to, że zmusiła nas sytuacja (ruja co dwa tygodnie jest jednak męcząca i dla nas, i dla kota), to może dalej byśmy zwlekali. Może też wpłynie to pozytywnie na masę naszego kotka, kiciula jest bardzo chuda i mamy nadzieję, że teraz troszkę przytyje.


Od wczoraj się zasłuchuję...
Sophie Zelmani - Stay with my heart



Kruche ciasto z budyniową pianką

Składniki:
(ciasto)
- 420 g mąki pszennej
- 250 g margaryny
- 36 g cukru pudru
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 5 żółtek
- 500 g malin lub innych owoców

(pianka)
- 5 białek
- 200 g cukru
- 16 g (opakowanie) cukru wanilinowego
- 2 opakowania budyniu śmietankowego
- 115 g oleju

Przygotowanie:
(ciasto)
Składniki na ciasto wymieszać, ciasto podzielić w stosunku 40/60, zawinąć w folie i zamrozić. Większy kawałek ciasta zetrzeć na tarce do wyłożonej papierem, dużej formy. Delikatnie przygnieść i wyrównać. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190 st. C na 30 minut. Po upieczeniu wystudzić.
(pianka)
Białka ubić na sztywną pianę. Ciągle ubijać i dodawać po łyżce cukier i cukier wanilinowy. Wsypać dwa opakowania budyniu i dokładnie wymieszać. Na koniec wlać olej i ubijać do dokładnego połączenia. Gotową masę wylać na wystudzone ciasto. Ułożyć maliny (dość gęsto) lekko wciskając w piankę. Całość posypać mniejszym kawałkiem startego ciasta i piec w 190 st. C przez około 40 minut. Wystudzone ciasto opruszyć cukrem pudrem.

(przepis zaczerpnięty ze strony www.mojewypieki.com)

Smacznego!







30 lipca 2013

Cukinia faszerowana

Składniki:
- 1 średniej wielkości cukinia
- 250 g mięsa mielonego
- 1 mała cebula
- 2 ząbki czosnku
- 2 małe pomidory
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego
- odrobina sera żółtego
- sól, pieprz, bazylia, ostra i słodka papryka

Przygotowanie:
Czosnek oraz cebulę drobno pokroić i zeszklić na patelni z odrobiną oleju. Dodać mięso mielone, doprawić do smaku solą i podsmażyć. Cukinie przekroić wzdłuż i za pomocą łyżki wydrążyć środek, dla lepszego smaku przyprawić solą i pieprzem powstałe "rynienki". Miąższ z cukinii zmiksować, pomidory pokroić i wszystko dodać do mięsa. Dołożyć koncentrat pomidorowy i przyprawy. Smażyć jeszcze kilka minut.
Następnie mięso przełożyć do cukinii i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 st. C, na 45 minut. Przed końcem pieczenia posypać cukinie serem.

Smacznego!









29 lipca 2013

Hot summer

Weekend minął, ale wysokie temperatury zostały. Ten upał nie pozwala normalnie funkcjonować w mieście. Zwierzaki leżą rozłożone, żeby oddać ciepło jak największą powierzchnią ciała. Ja najchętniej cały dzień spędziłabym pod prysznicem. W takie dni jak dziś nawet mi na rękę, że nigdzie nie muszę wychodzić.

Basen z zimną wodą - tego chcę!


Źródło: www.favim.com



Jak radzicie sobie w takie dni jak dziś?

27 lipca 2013

Sobotni relaks

Idealny dzień, idealne popołudnie. Zachodzące słońce, kocyk i zimny drink. 
Chwilo trwaj!





Tarta malinowa z budyniem i bezą

Z okazji ostatniego imieninowego grilla piekłam tartę. Taka mieszanka różnych przepisów, ulepszona przeze mnie. Wyszedł wyśmienity deser. W przeciągu 10 minut nic nie zostało, nawet okruszki na talerzykach zniknęły.




Składniki:
(na ciasto)
- 170 g mąki pszennej
- 40 g cukru pudru
- 5 g proszku do pieczenia
- 100 g margaryny
- 2 żółtka
- maliny

(na krem)
- budyń śmietankowy
- 1/2 litra mleka
- 40 g cukru

(na bezę)
- 2 białka
- 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
- 100 g cukru

Wykonanie:
(ciasto)
Do jednej miski dodajemy mąkę, cukier puder, proszek do pieczenia, pokrojoną w kostkę margarynę i żółtka. Szybko wyrabiamy ciasto, owijamy w folię i wsadzamy do lodówki na 30 minut. Formę do tarty smarujemy margaryną, wykładamy ciasto i nakłuwamy gęsto widelcem. Pieczemy 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 st. C (grzałka górna i dolna). Ciasto powinno się delikatnie zarumienić.
(krem)
W czasie pieczenia gotujemy budyń według przepisu. Wylewamy jeszcze gorący na gorące ciasto. Na wierzchu układamy maliny (w ilości jaka nam odpowiada, ja układam dość gęsto).
(beza)
Następnie robimy bezę. Białka ubijamy na sztywną pianę. Dodajemy po łyżce cukru, cały czas ubijając. Ubijamy jeszcze 2 minuty dodając mąkę ziemniaczaną. Pianką smarujemy wierzch ciasta. Całość wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 st. C i pieczemy przez 20 minut aż beza lekko się zarumieni.
Przed podaniem ciasto wystudzić. Ja trzymałam w lodówce i było idealne.

Smacznego!

25 lipca 2013

Znużenie

Dopadło mnie znużenie. Nie mam w tym tygodniu weny na nic, totalna pustka i niechęć. Rano ciężko zwlec się z łóżka, wieczorem szybko zasypiam. Może to sprawka "ciężkich dni", które mnie nawiedziły. Tak czy inaczej jutro wieczorem wyjeżdżamy nad jezioro. Tam tylko odpoczynek, cisza, promienie słońca i basen. Po takim relaksie mam nadzieję wrócić pełna energii.


Źródło: www.favim.com


Dostałam dziś telefon w sprawie pracy. Jutro jadę na test kwalifikacji. Dobrze, że pani zadzwoniła, bo żadnego maila w poniedziałek nie dostałam. Tym sposobem dziś od południa siedzę i się przygotowuję. Czasu trochę mało, ale co zrobić.

Odebrałam wyniki RTG kręgosłupa. Krzywa to ja jestem, nie ma co.

21 lipca 2013

Koci nabytek

Nasza mała przybłęda została obadrowana swoim prywatnym "placem zabaw". Jak widać prezent przypadł do gustu. Jest spanie, drapanie i zabawa na całego.

Bo zwierz też musi mieć coś z życia!



20 lipca 2013

Do trzech razy sztuka

7 100 to już pokaźna liczba. Fajnie, że odwiedzacie, czytacie, komentujecie i dodajecie do obserwowanych. To daje sporą motywację do tego, by pisać regularnie. Może macie jakieś specjalne życzenia?

Dziś znowu nie udało się spisać protokołu. Dlaczego? Ano dlatego, że na tak wielką parafię obecny jest tylko jeden ksiądz, który akurat miał pogrzeb. Przyczyną jest okres urlopowy i powinniśmy zadzwonić i się dowiedzieć czy kancelaria aby na pewno będzie dziś czynna. Kpina!
Żałuję! Żałuję! Żałuję, że zdecydowałam się na swoją rodzinną parafię. Zrobiłam to dla głupiej tradycji, przemogłam się w swoim zniechęceniu, stwierdziłam, że tak może będzie prościej. No i mam. Spalone paliwo i nerwy. Ostatnio nas odprawił, bo zaświadczenie z kościoła było nie takie. Do trzech razy sztuka? Jak teraz będzie problem, to zabieramy zaliczkę i zmieniam kościół. Trudno, obdzwoni się gości i powie, że zmiana planów co do miejsca ślubu. Tragedia się nie stanie. Nie dość, że godziny otwarcia kancelarii są nie dla ludzi pracujących, to jest takie coś. Śmieję się do Prawie Męża, że trzeba było brać cywilny. Moja awersja do księży, która ostatnimi laty spadała, teraz wzrosła do 100%.


Źródło: www.tumblr.com


Teraz już tylko wieczorny relaks. Drożdżowe z truskawkami na jutrzejszego imieninowego grilla stoi w piekarniku. Walczę sama ze sobą by go nie zjeść.



Edytowane o godz. 21:55

Wysprzątałam kuchnię, posiedziałam na balkonie, a teraz robię tartę malinową pod bezą. Tak zapobiegawczo, gdyby jeden drożdżowiec był za mały dla dziesięciu osób. Zapowiada się udany niedzielny wieczór.


19 lipca 2013

It's worth it

Oglądaliście kiedyś "Legalną blondynkę"?
Część pewnie tak, a część na pewno słyszała.

Niby to taka głupia komedia, ale mnie jakoś przypadła do gustu i zawsze kiedy leci w tv, to mimowolnie zostawiam ten kanał.

Za co lubię ten film?
Za przesłanie.


Źródło: www.kootation.com


Za każdym razem daje mi takiego małego kopniaka do działania. Słyszę taki wewnętrzny głos "daj sobie szansę, dasz radę!". Przecież dla chcącego nic trudnego. Wystarczy uwierzyć w siebie, w swoje możliwości, a wiele rzeczy jesteśmy w stanie osiągnąć. Często nie zdajemy sobie nawet sprawy, jakie umiejętności posiadamy. Ja niestety muszę się przyznać, że niejednokrotnie brakuje mi wiary w swoje możliwości. Co prawda teraz jest już dużo lepiej niż kiedyż, ale nadal nie jest to jest stu procentowa satysfakcja. W dalszym ciągu mam wrażenie, że wiele rzeczy nie jest dla mnie, że sobie z nimi nie poradzę, że nie posiadam wystarczającej wiedzy i doświadczenia. Wiem też doskonale, że takie podejście bardzo mnie ogranicza, skreśla mnie w przedbiegach tam, gdzie miałam szansę na sukces. Potrzebuję zebrać w sobie wiele sił, żeby jednak ruszyć do przodu mimo barier.

Mimo tego wysiłku robię to - walczę z brakiem wiary w siebie. To już kolejny rok, kiedy taką walkę toczę i widzę efekty. Nie mam już problemów z odezwaniem się w grupie. Mówię to co myślę i nie przejmuję się opinią innych. Zwykle okazuje się, że mój tok rozumowania jest prawidłowy, a niejednokrotnie okazywał się strzałem w dziesiątkę. To też dodawało mi pewności do kolejnych kroków. Przecież skoro udało się raz, to znaczy, że nie jest tak źle. Jednak mogę, potrafię! Przecież zwycięzcy osiągnęli sukces właśnie dzięki odwadze.

18 lipca 2013

Recruitment interview part II

Odbieram telefon i słyszę kobiecy głos nawijający do mnie po angielsku. Po chwili dowiaduje się skąd dzwoni i w jakiej sprawie. Dzień wcześniej wysłane cv w sprawie płatnych praktyk. Dział związany z moim wykształceniem i tym co chciałabym robić. Rozmowa się rozwija, padają pytania, ja coś tam dukam łamanym angielskim. Po kilku minutach przechodzimy na język ojczysty. Rozmowa trwa jeszcze kilkanaście minut. Na koniec dowiaduję się, że w przeciągu godziny zadzwoni do mnie jeszcze pewien pan i przeprowadzi kolejną rozmowę. Odkładam słuchawkę i staram się ochłonąć. Zaskoczona zostałam, przyznaję.


Źródło: www.emito.net


W przeciągu pół godziny faktycznie kontaktuje się ze mną mężczyzna. Tym razem zaczynamy rozmowę w języku polskim. Pada wiele pytań. Poza pytaniami czysto teoretycznymi, padają również takie, które dotyczą mojego pierwszego wykształcenia, co jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Ze dwa pytania typu "gdyby znalazła się Pani w takiej sytuacji, to co by Pani zrobiła?", "jakie miałaby Pani propozycje na rozwój firmy w tym i tym kierunku?". Oczywiście dokładne prześledzenie mojego doświadczenia zawodowego i edukacji. Przy tym drugim zatrzymujemy się na dłużej, bo to dla nich bardzo interesujące, że połączyłam dwie tak różne dziedziny, ale w sumie dziedziny, które dotyczą ich firmy. W końcu jest propozycja przejścia na język angielski. Znowu coś tam z siebie wyciskam, szukam w głowie słówek, dukam, pocę się, chodzę nerwowo po mieszkaniu. Generalnie jestem załamana. Wracamy do polskiego i rozmowa przeciąga się do godziny. Mam wrażenie, że mój mózg paruje, a w gardle już mam sucho. Na koniec jeszcze kilka standardowych pytań typu: od kiedy mogłabym zacząć, jakie wynagrodzenie za praktyki, a jakie na umowę, gdyby zdecydowali się przedłużyć. Pan informuje mnie, że raczej na pewno dostanę informację zwrotną, bo to jeszcze nie koniec rekrutacji i jest spotkanie w firmie. Pyta o ewentualną dostępność w tym tygodniu. Odnoszę wrażenie, że on już wie, że mnie zaproszą. Wspomina tylko, żebym prześledziła kilka standardowych pytań po angielsku (tu je wymienia), mówi, że on rozumie stres itd. Rozmowa dobiega końca.

Po około 1,5 godziny oddzwania do mnie Pani, ta od pierwszej rozmowy telefonicznej, i zaprasza na rozmowę w siedzibie firmy. Spotkanie następnego dnia trwa 1 godzinę i 40 minut. Wychodząc jestem zadowolona. Rozmowa była wyczerpująca, ale przyjemna. Ja nie byłam zadowolona jedynie z mojego angielskiego. Oczywiście padło pytanie ile czasu zajęłoby mi pod szlifowanie języka do takiego stopnia, żebym swobodnie mówiła. Powiedziałam  że dwa miesiące, ale to w sumie ciężko określić. Poza tym wszystko fajnie. Oni stwierdzili, iż widać, że chciałabym pracować w tej branży, że opowiadanie o moich praktykach wcześniejszych sprawia mi duża frajdę i wywołuje spore emocje.

Rekrutacja nadal trwa, teraz pozostało mi czekać na odpowiedź.



16 lipca 2013

Śmiech to zdrowie

Chyba każdy z nas niejednokrotnie słyszał powiedzenie "śmiech to zdrowie". Tylko czy każdy zdaje sobie sprawę ile w tym prawdy? 


Otóż śmiech, niczym sport, wpływa na wiele narządów naszego ciała. 
Podczas śmiechu, dzięki szybszemu biciu serca, nasz organizm zostaje lepiej dotleniony. Oddech się pogłębia i zamiast 0,5 litra dostarczane jest 1,5 litra tlenu.


Źródło: www.tumblr.com


Wiele dobrego dzieje się także dla mięśni. Zastanawialiście się, które mięśnie są aktywne w trakcie śmiechu? Po pierwsze poprawia się sprawność mięśni klatki piersiowej, w tym mięśni brzucha i żebrowych, które w trakcie śmiechu są pobudzane do pracy. Wpływa to na poprawę krwiobiegu. Oczywiście nie można zapomnieć o mięśniach twarzy, dla których śmiech jest idealnym masażem. 

Śmiech pozytywnie wpływa także na nasz układ odpornościowy, bowiem zwiększa ilość wydzielanych leukocytów. W trakcie śmiechu w organizmie zwiększa się też ilość wydzielanych endorfin, tzw. hormonów szczęścia, które uśmierzają ból i uspokajają. Właśnie dlatego ludzie uśmiechnięci rzadziej chorują i szybciej radzą sobie z różnego typu dolegliwościami, jeśli już dotknie ich choroba. Zdaniem lekarzy, aż 70-80% schorzeń spowodowanych jest smutkiem i napięciem emocjonalnym. 

Śmiech dodaje nam energii życiowej, zwiększa chęci do działania, rozładowuje złość i pomaga w walce ze stresem. Pobudza pracę mózgu i pamięć. Podobno śmiech może też wydłużyć życie o około 10 minut. Dodatkowo pobudzana jest praca wątroby, trzustki, śledziony i jelit, dzięki czemu poprawie ulega trawienie i przemiana materii. Jedna minuta śmiechu, to 12 kalorii mniej. 

Śmiech może działać leczniczo, obecnie popularne jest stosowanie terapii śmiechem w szpitalach. 

Warto się śmiać!


"Nigdy nie przestawaj się uśmiechać, nawet jeśli jesteś smutny, 
ponieważ nigdy nie wiesz, kto może się zakochać w twoim uśmiechu"
- Gabriel García Márquez


Źródło: www.tumblr.com


Szkoda, że nasze społeczeństwo na ogół jest takie smutne. Ciężko o uśmiech w tramwaju, sklepie, pracy czy na chodniku. Zazwyczaj ludzie pędzą z naburmuszonymi minami, a kiedy się do nich uśmiechniesz, to się krzywią albo nie reagują. Wielu odpowiada "a z czego ja mam się śmiać". Przecież to nic nie kosztuje, a o ile milej, kiedy na ulicy ktoś obcy się uśmiechnie, albo pani przy kasie w sklepie odpowie uśmiechem na uśmiech.


Często się śmiejecie? Czujecie pozytywne skutki śmiechu?

15 lipca 2013

Ciasto drożdżowe z owocami

Skoro lato, to owoce! A z owacami? Ciasto drożdżowe!

Składniki:
(Na ciasto)
- 250 g mąki
- 50 g cukru
- 25 g drożdży
- 60 g masła lub margaryny
- 125 ml mleka
- 1 jajo
- owoce (ilość według upodobań)

(Na kruszonkę)
- 80 g mąki
- 70 g masła
- 5 łyżek cukru

Przygotowanie:
Mleko podgrzać i rozpuścić w nim 1 łyżeczkę cukru oraz pokruszone drożdże. Dodać 3 łyżki mąki i dokładnie wymieszać. Odstawić do wyrośnięcia. W tym czasie rozpuścić masło i kiedy wystygnie dodać jajko. Do miski przesiać mąkę, dodać cukier, wyrośnięte drożdże i masło wymieszane z jajkiem. Wyrobić ciasto, przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na ok. pół godziny. W tym czasie przygotować owoce (obrać i pokroić). Wyrośnięte ciasto przełożyć do formy wyłożonej papierem i rozsypać owoce. W czasie wykonania kruszonki ciasto troszkę wyrośnie. Posypać kruszonką. Ciasto wstawić do piekarnika nagrzanego do 190 st. na ok. 40 minut.

Smacznego!





Imieninowo cz. II

Ponieważ umawiając się na zapraszanie gości weselnych zupełnie wypadły mi z głowy moje imieniny, to nie organizowałam żadnej imprezy z tej okazji. Efektem tego było zbieranie życzeń i upominków jeszcze przez kilka następnych dni. 

Chyba przy okazji imienin mojego Prawie Męża zaprosimy wszystkich gości na wspólne ciasto. 







Na osłodę

Jesteśmy już w domu, a za oknem pochmurno i deszczowo. Wczorajsza piękna pogoda stała się tylko wspomnieniem. Na osłodę w kuchni czekają truskawki, a tutaj kilka zdjęć.








14 lipca 2013

7 dni WYZWANIE FOTO [lipiec] - Dzień 7

To już ostatni dzień wyzwania u Uli. Tak się złożyło, że akurat jestem w jednym z moich ulubionych miejsc. Działka nad jeziorem - cisza, spokój i natura.

Dzień 7 - ULUBIONE MIEJSCE




13 lipca 2013

Deszcz nie jest przeszkodą

Przelotne deszcze nie pokrzyżowały naszych planów. Weekendowy wyjazd odbył sie pomimo niesprzyjającej pogody. Z samego rana załadowaliśmy kota do samochodu i wyruszyliśmy w drogę. Grill się odbył, a wieczorem delektowaliśmy się naleśnikami z musem malinowo-truskawkowym. Poza tym trochę się działo...

Panowie znaleźli sobie zajęcie na popołudnie.

Kicia nie chciała być gorsza. Początkowo dzielnie obserwowała, jednak cały dzień bez snu zrobił swoje...

Ja z kolei skorzystałam z przerw między jednym deszczem a drugim i ruszyłam z aparatem.






Na jutro zapwiadają słońce, oby się sprawdziło. Tymczasem życzę Wam dobrej nocy.










7 dni WYZWANIE FOTO [lipiec] - Dzień 6

To już szósty dzień wyzwania fotograficznego u SenMai. Zleciało szybko, teraz czekamy na kolejne.

Dzień 6 - WODA




12 lipca 2013

Zepsułam

Z dniem wczorajszym przyszło do nas ochłodzenie. Na niebie chmury, przelotne deszcze i chłodny wiaterek są w sumie ciekawą odmianą. Nawet mnie to nie zniechęca do weekendowego wyjazdu nad jezioro i będę mocno przekonywała Prawie Męża. Zresztą taka pogoda jest idealna do dłubania przy samochodzie, a właśnie takie plany mieli z moim tatą. Oczywiście nasza podopieczna kotowata jedzie z nami, bo nie ma z kim zostać. Jej to pasuje, a nas przeraża droga powrotna, bo ostatnio dała nam w kość.




Mam trochę owoców i drożdże, to chyba je wykorzystam i upiekę drożdżowe z kruszonką. Jednak drożdżowiec z owocami najbardziej smakuje mi w letnie dni i póki co nic nie jest w stanie go przebić. Póki co piję kawę z cynamonem i mobilizuję się do ćwiczeń. Jestem wściekła na siebie, bo w dalszym ciągu nie mam części badawczej pracy, zero mobilizacji, a przecież nie wiem kiedy moje "wolne" się skończy i co później? Muszę ją napisać do końca lipca, takie postanowienie.

Pora na małą przekąskę - jagody ze śmietaną i makaronem.





Wczoraj kombinowałam i przekombinowałam. Nie wiem jakim cudem, ale usunęłam wszystkie obserwacje i z tego co widzę, to u nikogo nie wyświetlam się w "googlowych członkach" (jak to brzmi). Nie potrafię tego naprawić, bo nadal u siebie Was obserwuję, ale Wy tego nie widzicie w swoich sieciach. 


7 dni WYZWANIE FOTO [lipiec] - Dzień 5

Gwiazdami dnia dzisiejszgo zostały nasze dwa Maleństwa. Te ich delikatne ruchy i dotykanie się noskami jest urocze.

Dzień 5 - DOTYK




11 lipca 2013

Imieninowo

Imieninowy prezent od teściów miałam wybrać sobie sama. Padło na spódniczkę. Długo szukałam czegoś w tym stylu i kolorze. Pasuje w sumie do wszystkiego, na elegancko i do znajomych na grilla.





7 dni WYZWANIE FOTO [lipiec] - Dzień 4

Muszę przyznać, że tematyka dzisiejszego dnia sprawiła mi spory problem. Dlaczego? Przyczyną jest deficyt niebieskiech rzeczy. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jest ich tak niewiele w moim domu. Dopiero przygotowując śniadanie, zajrzałam do lodówki i o! Jest!

Dzień 4 - COŚ NIEBIESKIEGO



9 lipca 2013

Recruitment interview

Dziś musiałam odpuścić rower i skorzystać z komunikacji miejskiej. Rowerem jednak trochę za daleko i nie ten strój - miałam rozmowę rekrutacyjną, a przy okazji podrzuciłam papiery na dwie inne rekrutacje. Niestety rozmowa, to totalna porażka. Doradca finansowy, w znanej na rynku firmie, i to z własną działalnością. Nie ma mowy! Ani na przedstawiciela się nie nadaję, ani własnej działalności zakładać nie będę.

Długo myślałam kiedy do nich wysyłałam CV. Byłam przekonana, że to było jeszcze w styczniu, albo co lepsze - w zeszłym roku. Jakież było moje zdziwienie, kiedy na stole ujrzałam najnowszą wersję dokumentu. Papiery wysyłałam na stanowisko "pracownik biurowy", ale że było to przez firmę rekrutacyjną, to mogli zakwalifikować mnie do innej rekrutacji. Tak czy siak szukam dalej.


Źródło: www.tumblr.com


Całe szczęście jutro nie będę musiała się męczyć w dusznym i śmierdzącym tramwaju. Biorę rower i jadę na targ, bo warzyw mi się chce.

7 dni WYZWANIE FOTO [lipiec] - Dzień 2

Temat dnia drugiego brzmi - ZA OKNEM




8 lipca 2013

7 dni WYZWANIE FOTO [lipiec] - Dzień 1

Pora rozpocząć lipcowe wyzwanie fotograficzne u Uli.


Temat na dziś - TWOJE ODBICIE



Przyjemności

Jedną z przyjemności są dla mnie przypadkowe zakupy. Generalnie nie lubię długiego chodzenia po sklepach odzieżowych, bo szybko się nudzę. Wiadomo też, że jak czegoś potrzeba, to akurat w sklepie tego nie ma. Właśnie dlatego lubię kupić coś przypadkiem, kiedy wcale tego nie planowałam. Wtedy zawsze znajdą się jakieś perełki za fajną cenę.

Poniżej prezentuję ostatni nabytek za całe 19 zł.




6 lipca 2013

Think. Believe. Dream. Dare.

"Myśl. Wierz. Marz. Miej odwagę."
Walt Disney


Marzenia...

Marzenia są jedną z takich rzeczy, które może mieć każdy. Za marzenia nie musimy płacić, nie musimy ich dostosowywać do potrzeb innych, nie muszą one być zgodne z konwenansami. Są tylko nasze i to my odpowiadamy za to jakie są. A marzyć możemy o wszystkim - od spraw bardzo przyziemnych, po te zupełnie nieprawdopodobne, wydające się nigdy nieosiągalne. Przecież to nic nie kosztuje, a może sprawić tyle przyjemności.



"Jeśli potrafisz o tym marzyć, potrafisz także tego dokonać"
Walt Disney




Źródło: www.tumblr.com


Marzenia są człowiekowi potrzebne. Zwykle nawet nie zdajemy sobie sprawy ile marzenia wnoszą do naszego życia, jak bardzo je wzbogacają. Niestety coraz częściej ludzie zapominają o marzeniach, wydaje im się, że to zbędne zaprzątanie sobie głowy  Tymczasem to dzięki marzeniom mamy chęci i motywację do działania. Wiara w realizację pragnień może naprawdę wiele, a musimy pamiętać, że marzenia naprawdę potrafią się spełnić - nawet te najbardziej absurdalne i nieprawdopodobne. Jak w tekście jednej z piosenek "i warto mieć marzenia, doczekać ich spełnienia". Sama ostatnio tego doświadczyłam.



"I kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu"
Paulo Coelho - Alchemik



Marząc nie zastanawiajmy się "po co?". To nie jest ważne. Marzenia często są po nic, po prostu mają być.


Do napisania tego postu zainspirowało mnie wystąpienie Pana Jacka Walkiewicza, do którego obejrzenia chciałabym Was bardzo serdecznie zachęcić. Pragnę też podkreślić pewne wypowiedziane w nim słowa, byście pamiętali, że "są rzeczy w życiu  które warto i są rzeczy, które się opłaca. Nie zawsze to co warto się opłaca i nie zawsze to co się opłaca warto".





A czy Wy macie marzenia i dążycie do ich spełnienia?



4 lipca 2013

Nie mów nikomu

Z twórczością Harlana Coben'a spotkałam się przez przypadek. Pewnego dnia będąc na zakupach trafiłam na stoisko z książkami. Akurat było tam sporo książek wydanych przez Albatrosa, a jak wiadomo jest wydawnictwo tańsze od innych. Raczej nie należe do osób, które wolną ręką wydają na książkę około 30 zł. Zwyczajnie mi szkoda, no chyba, że naprawdę na czymś mi zależy. Tak więc, w trakcie poszukiwań pośród książek za 10 zł, w ręce wpadła mi książka "Nie mów nikomu". Opis bardzo mnie zainteresował, lubię thrillery, i książka wylądowała w koszyku.





Harlan Coben
"Nie mów nikomu"

Od śmierci Elizabeth z rąk seryjnego zabójcy minęło osiem lat, ale młody lekarz David Beck nie potrafi o niej zapomnieć. Niespodziewanie pocztą elektroniczną otrzymuje niezbity dowód, że jego żona nadal żyje. Jak to możliwe, skoro jej ciało zostało zidentyfikowane ponad wszelką wątpliwość? Beck ignoruje ostrzeżenie 'nie mów nikomu' i próbuje dotrzeć do sedna mrocznej tajemnicy, której ślady wiodą w przeszłość. Padają następne ofiary, zagadka goni zagadkę...


Książkę przeczytałam z zapartym tchem i czułam niedosyt. Chciałam jeszcze! Później oczywiście były inne pozycje, ale to właśnie "Nie mów nikomu" najbardziej utkwiła mi w głowie. Napięcie rośnie stopniowo, a zakończenie zaskakuje. Na podstawie książki powstał film, ale osobiście go nie oglądałam.

Ocena: 10/10


3 lipca 2013

Ślubne sprawy

Zaświadczenie stwierdzające brak okoliczności wyłączających zawarcie małżeństwa odebrane. Teraz tylko wyprawa do Kościoła i podpisanie protokołu. Pozostanie dopieszczanie całej reszty.





Języki obce

Koniec lenistwa!

Trzeba jakoś konstruktywnie wykorzystać to siedzenie w domu. Przecież ile można sprzątać i gotować,  gotować i sprzątać?

Stwierdziłam, że sytuacja w której się znajduje jest idealną szansą na naukę języka obcego. Mogę organizować sobie czas, jak tylko mi się podoba, bo nic mnie nie ogranicza. Kiedy chodziłam do pracy, to po powrocie do domu i zrobieniu wszystkiego co należy, niekoniecznie miałam jeszcze chęci na naukę. Tymczasem mój angielski leży i kwiczy jak to mawiają. Wiem, wiem, każda wymówka jest dobra i wcale nie zamierzam się usprawiedliwiać. Jestem leniwa, przyznaję, i szybko tracę zapał, a do nauki języków szczególnie. Z czego to wynika? Nie wiem, od samego początku, jeszcze czasów szkoły podstawowej, nie lubiłam zajęć z języka niemieckiego. Lata mijały, a moja niechęć rosła. Nie trafiłam na nauczyciela, który wyjaśniłby mi zawiłości gramatyki, nie lubiłam wkuwania słówek, a same zajęcia były nudne. Pamiętam doskonale stres przed i w trakcie lekcji... Teraz nikt już nade mną nie stoi, a ja mogę sama zdecydować czego się nauczę, co mi potrzebne. Teraz język to podstawa i wstyd znać go tak marnie.


Źródło: www.tumblr.com


Stąd moje postanowienie - uczę się angielskiego! Zaczęłam już wczoraj i przerobiłam dwie lekcje. Zaraz siadam do powtórki. Robię do dla siebie!


Znacie jakieś skuteczne metody nauki, a może jakieś ciekawe strony czy książki?