18 lipca 2013

Recruitment interview part II

Odbieram telefon i słyszę kobiecy głos nawijający do mnie po angielsku. Po chwili dowiaduje się skąd dzwoni i w jakiej sprawie. Dzień wcześniej wysłane cv w sprawie płatnych praktyk. Dział związany z moim wykształceniem i tym co chciałabym robić. Rozmowa się rozwija, padają pytania, ja coś tam dukam łamanym angielskim. Po kilku minutach przechodzimy na język ojczysty. Rozmowa trwa jeszcze kilkanaście minut. Na koniec dowiaduję się, że w przeciągu godziny zadzwoni do mnie jeszcze pewien pan i przeprowadzi kolejną rozmowę. Odkładam słuchawkę i staram się ochłonąć. Zaskoczona zostałam, przyznaję.


Źródło: www.emito.net


W przeciągu pół godziny faktycznie kontaktuje się ze mną mężczyzna. Tym razem zaczynamy rozmowę w języku polskim. Pada wiele pytań. Poza pytaniami czysto teoretycznymi, padają również takie, które dotyczą mojego pierwszego wykształcenia, co jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Ze dwa pytania typu "gdyby znalazła się Pani w takiej sytuacji, to co by Pani zrobiła?", "jakie miałaby Pani propozycje na rozwój firmy w tym i tym kierunku?". Oczywiście dokładne prześledzenie mojego doświadczenia zawodowego i edukacji. Przy tym drugim zatrzymujemy się na dłużej, bo to dla nich bardzo interesujące, że połączyłam dwie tak różne dziedziny, ale w sumie dziedziny, które dotyczą ich firmy. W końcu jest propozycja przejścia na język angielski. Znowu coś tam z siebie wyciskam, szukam w głowie słówek, dukam, pocę się, chodzę nerwowo po mieszkaniu. Generalnie jestem załamana. Wracamy do polskiego i rozmowa przeciąga się do godziny. Mam wrażenie, że mój mózg paruje, a w gardle już mam sucho. Na koniec jeszcze kilka standardowych pytań typu: od kiedy mogłabym zacząć, jakie wynagrodzenie za praktyki, a jakie na umowę, gdyby zdecydowali się przedłużyć. Pan informuje mnie, że raczej na pewno dostanę informację zwrotną, bo to jeszcze nie koniec rekrutacji i jest spotkanie w firmie. Pyta o ewentualną dostępność w tym tygodniu. Odnoszę wrażenie, że on już wie, że mnie zaproszą. Wspomina tylko, żebym prześledziła kilka standardowych pytań po angielsku (tu je wymienia), mówi, że on rozumie stres itd. Rozmowa dobiega końca.

Po około 1,5 godziny oddzwania do mnie Pani, ta od pierwszej rozmowy telefonicznej, i zaprasza na rozmowę w siedzibie firmy. Spotkanie następnego dnia trwa 1 godzinę i 40 minut. Wychodząc jestem zadowolona. Rozmowa była wyczerpująca, ale przyjemna. Ja nie byłam zadowolona jedynie z mojego angielskiego. Oczywiście padło pytanie ile czasu zajęłoby mi pod szlifowanie języka do takiego stopnia, żebym swobodnie mówiła. Powiedziałam  że dwa miesiące, ale to w sumie ciężko określić. Poza tym wszystko fajnie. Oni stwierdzili, iż widać, że chciałabym pracować w tej branży, że opowiadanie o moich praktykach wcześniejszych sprawia mi duża frajdę i wywołuje spore emocje.

Rekrutacja nadal trwa, teraz pozostało mi czekać na odpowiedź.



5 komentarzy:

  1. Ale to wszystko stresujące. Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam mocno kciuki, żeby pozytywnie rozpatrzyli Twoją kandydaturę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz :)