16 grudnia 2014

Patrzę

Każdego wieczoru patrzę na ten nasz mały Skarb i powtarzam, jakie to mamy szczęście. Kocham Go ponad wszystko. Tak słodko śpi z ułożonymi w dziubek usteczkami lub ciumkając smoczka. Jest taki maleńki a jednocześnie już taki duży.

Wciąż zachwycam się Jego obrotami z pleców na brzuszek i na odwrót. Tak słodko robi "foczkę", by za moment unosić tyłeczek i odpychać się nóżkami. Oczywiście wszystkie zabawki po które wyciąga rączki lądują w buzi. Ze śliniakiem się nie rozstajemy. Antoś poczynił pierwsze kroki ku samodzielności i zaczął pić z kubeczka z "dziubkiem". Potrafi go trzymać w rączkach i trafić do buzi. Czasem więcej w tym zabawy niż picia, ale liczą się chęci. Kiedy naprawdę chce mu się pić, to ja tylko asekuruje w razie potrzeby. Do łyżeczki jeszcze się nie wyrywa, ale to dobrze. Wolę by posiłek wylądował w brzuszku, a nie na ubranku. Czasami tylko mnie pogania i wtedy chwyta moją rękę bądź kubeczek z jedzeniem.

Każdego wieczoru patrzę na naszego małego chłopca i zachwycam się Jego osiągnięciami.

12 grudnia 2014

Grudniowa lista muzyczna

Przygotowania świąteczne bez muzyki? Niemożliwe! Nie wiem jak u Was, ale mnie bardzo nastrajają świąteczne utwory i filmy o tejże tematyce. Nie ważne, że oklepane i wałkowane co roku. Dla mnie to nic złego, wręcz przeciwnie, zawsze przywołują miłe wspomnienia...

Shakin Stevens - Merry Christmas Everyone
Wham - Last Christmas
Melanie Thornton - Wonderful Dream
Cliff Richard - Mistletoe And Wine
Dean Martin - Let It Snow
Jose Feliciano - Feliz Navidad
Band Aid 1984 - Do They Know It's Christmas Time
Górniak i Antkowiak - Pada Śnieg
DeSu - Kto wie
Czerwone Gitary - Jest taki dzień


Źródło: www.tumblr.com



10 grudnia 2014

List do Świętego Mikołaja

Co roku to samo. Przedświąteczna gorączka ogarnia świat. Zakupy, porządki, pieczenie, gotowanie, prezenty, dekoracje... i listy do Mikołaja. O ile w jakimś tam stopniu i mnie dotyczyła cała ta gorączka każdego roku, tak listu do Świętego Mikołaja nie pisałam nigdy. U nas w domu nie było takiej tradycji. Nie siadałyśmy z mamą czy tatą do stołu i nie pisaliśmy o tym jakie prezenty chcielibyśmy dostać. W sumie to nawet nie pamiętam tego okresu życia, kiedy wierzyłam w Mikołaja. Wiedziałam, że prezenty kupują rodzice. Nie raz szukałyśmy ich z siostrą jeszcze przed Bożym Narodzenie. Kiedyś znalazłyśmy w pojemniku pod łóżkiem, innym razem w szafie. Czy było nam z tym źle? Nie wydaje mi się. Moje dzieciństwo było szczęśliwe i brak listu czy wiary w Świętego tego nie zmienił. Jako dziecko zawsze się zastanawiałam, kiedy rodzicom udaje się te prezenty podrzucić.


A czy Wy pisaliście bądź piszecie listy do Świętego Mikołaja?

9 grudnia 2014

Ulubiona tradycja świąteczna w moim domu

Od dziecka Święta Bożego Narodzenia były moimi ulubionymi i najbardziej wyczekiwanymi. Miały ten swój niesamowity urok, którego nigdy nie potrafiłam odnaleźć w Wielkanocy. Może to za sprawą przygotowań i spotkań rodzinnych, a może choinki pełnej kolorowych bombek i światełek? Kiedyś częściej niż teraz w okresie świątecznym padał śnieg i może to on wprowadzał ten nastrój? A może wszystko na raz?

Jedno jest pewne, na Boże Narodzenie czekałam i czekam nadal cały rok. Lubię ten okres, bo mnie nie kojarzy się ze sztucznością i gorączką, jak często ostatnio słyszę. Myślę, że tradycjami nie odbiegamy za bardzo od innych rodzin. Jest opłatek i życzenia, rodzinna kolacja, a po kolacji prezenty wyciągane spod choinki. Chyba dość tradycyjnie.

Ale jest jeszcze coś co pamiętam z czasów, kiedy byłam dzieckiem. Wieczór wigilijny to nie koniec niespodzianek dla dzieci. Ja i siostra dostawałyśmy prezenty jeszcze Pierwszego Dnia Świąt. Pamiętam jak rano po przebudzeniu wyskakiwałam z łóżka i biegłam sprawdzić czy pod choinką są prezenty. Oczywiście były zawsze. Wtedy budziłam siostrę słowami: "Wstawaj! Wstawaj! Są prezenty!" i rzucałam nasze paczuszki na łóżko. Do tej pory pamiętam ten uśmiech siostry, te okrzyki radości i szelest rozdzieranego papieru. 

To był taki jedyny poranek w roku i będę chciała by mój synek przeżywał go tak samo.


A jakie są Wasze ulubione tradycje świąteczne?


8 grudnia 2014

5 miesięcy

Jeszcze tylko miesiąc, a nasz synek skończy pół roku. Jejku, aż się wierzyć nie chce, że niedługo będziemy mieli półrocznego malucha w domu. Ale, ale... 

Póki co nasze Szczęście skończyło pięć miesięcy, ma już 73 cm wzrostu i waży 8400 g. Po okresie problemów przyszedł czas rozwoju i szybkiego zdobywania nowych umiejętności. Dokładnie 30 listopada Antoś sam przekręcił się na brzuszek. Dwa dni później tj. 2 grudnia powtórzył nową umiejętność i od tej pory, kiedy położę go na plecach, to po jakimś czasie leży już na brzuszku. Tym sposobem utrzymanie go na macie jest niemożliwe. Turlanie plecki-brzuszek-plecki i już dziecko leży na dywanie. Tylko patrzeć jak zacznie pomykać po mieszkaniu. Na chwilę obecną poza metodą turlania, Antek przemieszcza się też poprzez odpychanie. Leżąc na plecach jakby w "podskokach" odpycha się od powierzchni i tym sposobem przesuwa się do góry lub w boki. W pozycji na brzuszku kombinuje już z nogami, unosi tyłek i próbuje jakby wepchnąć pod niego kolanka. Kombinator to obecnie drugie imię naszego dziecka. 





Za nami miesiąc rozszerzania diety. Po skończeniu czterech miesięcy ruszyliśmy z wprowadzaniem nowych smaków. Z owoców synek poznał smak: jabłek, bananów, jagód i gruszek. Teraz pora na spróbowanie śliwki, moreli, brzoskwini, maliny i owoców leśnych. Antoś jest zdecydowanym zwolennikiem owocowych smaków. Owoce podaję mu do porannego kleiku i na podwieczorek. Oczywiście nie zapomnieliśmy o warzywach, które Antoś zjada każdego dnia na obiadek. Znane smaki to: marchew, ziemniak, brokuł, kalafior. W kolejce czeka jeszcze m.in. dynia, pietruszka i groszek. Z warzywami bywa różnie, jednego dnia zjada chętnie całą porcję, a innego muszę po nim dojeść. Nic na siłę, dziecko samo wie na co danego dnia ma ochotę. Z początku warzywa podawałam osobno, teraz już mieszam smaki i robię zupki.

Od 1 grudnia rozpoczęliśmy również ekspozycję na gluten. Gotuję pół łyżeczki manny w 30 ml wody i podaję synkowi codziennie przed posiłkiem. Oczywiście wszystkie nowe posiłki, śniadanie, obiad i podwieczorek, podaję łyżeczką, butelka używana jest tylko do mleka. 


25 listopada 2014

Nie tylko rodzice

Pojawienie się dziecka to duża zmiana w dotychczasowym życiu dwójki ludzi. Cała masa nowych obowiązków wypełnia każdy dzień i choćby nowy członek rodziny był najmniej problemowym niemowlakiem na świecie, to trochę roboty przy nim jest. Przewijanie, karmienie, usypianie, zabawianie... i tak kilkanaście razy w ciągu dnia, a zwykle to nie jedyne czynności, które wykonać trzeba. Niech dojdzie kolka, przeziębienie czy ząbki i już mamy dość po kilku godzinach.

A gdzie tu miejsce na chwile dla dwojga? Czy intymne życie rodziców, to tylko prasowe brednie?

Wszystko zależy od indywidualnego podejścia i chęci samych rodziców, bo bez tego marne szanse na cokolwiek. Przyznaję, iż sama z początku miałam z tym problem. Po całym dniu z synem najzwyczajniej nie w głowie były mi romantyczne wieczory w dwoje. To był etap lenistwa, bo może i chęci były, ale jak pomyślałam, że zamiast się polenić w łóżku, miałabym wykorzystywać resztki energii, to wybierałam to pierwsze. Leń był silniejszy. Choć poza leniem był też strach przed bólem, który towarzyszył mi już od połowy ciąży, kiedy to założono mi szew. Od tamtego dnia nie było mowy o rozluźnieniu. Każdego lekarza w szpitalu, który tego ode mnie oczekiwał, miałam ochotę z miejsca udusić. Myśl o badaniu przyprawiała mnie o dreszcze. Nie zmieniło tego ani zdjęcie szwu, ani poród. Lęk przed bólem pozostał i nie w głowie były mi igraszki. 

Tylko ile tak można? 

O ile dla mnie problemu nie było, to jednak poślubionemu zaczęło brakować tego i owego, i zapewne gdyby nie on, to nadal tkwiłabym w tym moim lenistwie i strachu. Początki nie były łatwe, ale z czasem inicjatywa zaczęła wychodzić również z mojej strony. Kiedyś pewnie bym nie uwierzyła, że tak może się to wszystko potoczyć. Bardziej chyba zdawałam sobie sprawę z tego przemęczenia i lenistwa niż ze strachu. Tymczasem mnie trudniej było sobie poradzić właśnie z tym lękiem. Chęci i energia były, ale blokada również i to ona nie pozwalała na jakiekolwiek działanie. Przezwyciężenie tego lęku wymagało ode mnie dużo pracy i samozaparcia. Ja miałam duże wsparcie męża, a co z kobietami, które tego nie mają? Których zmęczenia i strachu nikt nie rozumie?



Źródło: www.tumblr.com

7 listopada 2014

Obce tradycje

Obchodzenie różnorodnych świąt, które nie są naszą polską tradycją, stało się w ostatnich latach bardzo popularne. W lutym Walentynki i wystawy pełne serduszek, oblężenie kin i restauracji przez zakochanych. Z kolei w październiku Halloween, wszechobecne lampiony z dyni i dzieci poprzebierane w straszydła. Każde z tych "świąt" ma swoich zwolenników jak i przeciwników (chyba jak każde święto, nawet to nasze typowo polskie) i właśnie o tych przeciwnikach chciałam dziś. 

Odnoszę wrażenie, że jak kiedyś wzrastała moda na tego typu okazje do zabawy, tak teraz z roku na rok wzrasta niechęć do nich. Zewsząd dochodzi do mnie coraz więcej głosów na nie. Ludzie krytykują nie tylko samo święto, ale też osoby, które w tej zabawie biorą udział. Bo to takie amerykańskie, bo mamy własne święta. A czy nie prościej jest dać ludziom wybór?

Sama nie obchodzę Walentynek i Hallowen. Nie obchodzę w sensie, nie idziemy 14 lutego na kolację i nie kupujemy sobie prezentów. Miłość okazujemy sobie na co dzień i takie święto nie jest nam potrzebne, by się bardziej kochać. Ale może ktoś ma potrzebę wyrażenia uczuć właśnie wtedy, jeśli tylko ma się z tego powodu lepiej poczuć, to czemu nie. Nie powiem, czasem męczy fakt, że tego dnia bombardują "miłością" do znudzenia, ale zdarzyło mi się dostać/kupić np. lizaka czy kartkę. Przyznaję się bez bicia. Tak jakoś wyszło, ale świętowaniem to tego bym nie nazwała. Podobnie jest z 31 października. W przebierańce tego dnia się nie bawię, ale spotkanie towarzyskie czemu nie. Każdy powód do zabawy jest dobry. A dynie? Dynie uwielbiam, szczególnie zupę dyniową, a lampiony są urocze i fajnie wyglądają, nie mam nic przeciwko. Może chodzenie po domach juz niekoniecznie mi odpowiada, ale to tylko dziecięca zabawa.



Źródło: www.tumblr.com

Tak więc fanką Halloween czy Walentynek siebie nazwać nie mogę, irytuje mnie przesyt tego wszystkiego w te dni, lecz daję żyć innym. Pod warunkiem, że ktoś nie uznaje tych obcych tradycji za jedyne słuszne.

A Wy jakie macie zdanie na temat tych świąt? Są lepsze czy gorsze? Obchodzicie czy może bojkotujecie?

4 listopada 2014

Turlanie

Dziś rano podczas brzuszkowego leżakowania Antoś zaczął odpychać się rączkami od podłoża. Prostuje je i pięknie unosi klatkę piersiową. Po całym dniu takich ćwiczeń, wieczorem po raz pierwszy Nasz Skarb przewrócił się z brzuszka na plecki. Tak Mu się spodobało, że powtórzył turlanie jeszcze kilka razy.


Źródło: www.tumblr.com

2 listopada 2014

Sałatka makaronowa z pomidorami i mozzarellą


Składniki: 

- 450 g makaronu (świderki lub kokardki) 
- dwie mozzarelle 
- 400 g pomidorków koktajlowych 
- szklanka oliwek (czarny i zielonych) 
- 2 łyżki posiekanej natki pietruszki 
- 2 łyżki soku z cytryny 
- 6 łyżek oliwy z oliwek 
- sól i pieprz 

Przygotowanie:
Makaron gotujemy w osolonej wodzie al dente. Hartujemy zimną wodą, dodajemy odrobinę oleju lub oliwy i mieszamy. Mozzarelle kroimy w drobną kosteczkę (około 1cm), pomidorki kroimy na połówki lub ćwiartki. Ja oliwki przekrawam na pół po długości, bo nie lubię w całości. Wszystko to łączymy z makaronem i natką pietruszki. Sok z cytryny mieszamy z oliwą z oliwek, dodajemy sól i pieprz do smaku. Powstałym sosem zalewamy sałatkę i dokładnie mieszamy. 

Sałatkę możemy podawać zarówno na zimno jak i na ciepło. Wtedy całość przekładamy do naczynia żaroodpornego i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200 st. na około 15 minut. 

Smacznego!

31 października 2014

Pierś w szynce szwarcwaldzkiej

Składniki:
- 500 g piersi z kurczaka
- 100 g szynki szwarcwaldzkiej
- tarty parmezan
- sól, pieprz, tymianek

Przygotowanie:
Pierś z kurczaka oczyścić i każdą z nich rozkroić wzdłuż na dwa cieńsze plastry (z jednej piersi wyjdą dwie cieńsze). Doprawić z obu stron solą, pieprzem i tymiankiem. Tak przygotowane piersi zawinąć w plastry szynki. Ułożyć w naczyniu żaroodpornym i posypać obficie startym parmezanem. Piec w 200 st. przez około 40 minut.

Smacznego!



28 października 2014

Nieprawidłowe wzorce ruchu

Troszkę się wszystko skomplikowało i ostatni tydzień minął mi w mgnieniu oka. Antoś od zeszłej niedzieli zaczął się strasznie wyginać. Lężąc unosi główkę do tyłu, bardzo się napina, a przy tym podnosi klatkę piersiową. W poniedziałek było jeszcze gorzej. Mały zrobił się bardzo spięty, wiercił się koszmarnie. Miałam już duży problem ze zmianą pieluchy czy karmieniem. 

Postanowiłam nie czekać, chwyciłam za telefon i obdzwoniłam przychodnie neurologiczne. Już umówiłam nas na prywatną wizytę, kiedy udało się dodzwonić w jeszcze jedno miejsce. Tam wizyta u neurologa dziecięcego była już na poniedziałek. Na wtorek udało umówić się na konsultację neonatologiczną z usg przezciemiączkowym w poradni rehabilitacyjnej. Sama byłam w szoku, że wizyty na nfz były szybciej niż te prywatne.

Dziś już jesteśmy po konsultacjach. 

Rozpoznanie: nieprawidłowe wzorce ruchowe. Tendencja do odchylania główki. Nieprawidłowe wzorce ruchu w pozycji na plecach i brzuszku. Asymetria, szczególnie w pozycji ma brzuszku, asymetryczne odginanie ciała po podniesieniu do góry. Słaba próba trakcji. Wzmożone napięcie mięśniowe. Usg nie wykazało żadnych nieprawidłowości. 

Oczywiście dostaliśmy skierowanie na rehabilitację. W poradni, gdzie byliśmy na konsultacji, kierują nas na rehabilitację metodą Vojty. Przed konsultacjami spotkaliśmy się z rehabilitantką od metody Bobath. Część rzeczy które usłyszałam się pokryła, ale były też takie, które wzajemnie się wykluczają. Mamy mały dylemat, ale chyba spróbujemy z Vojtą. Tutaj widziałam, że rehabilitantka radziła sobie bez większego problemu z tym odginaniem główki przez synka. Rehabilitantka od metody Bobath miała problemy, a i jej rady na wiele się nie zdały, bo Antoś bardzo sobie upodobał nową "zabawę". 

Tak czy siak póki co będziemy się rehabilitować prywatnie, bo na nfz nie ma już miejsc na ten rok, a tutaj liczy się każdy dzień. Im szybciej zaczniemy, tym lepiej dla naszego smyka. Na przyszły piątek jesteśmy umówieni na instruktaż. Rehabilitant pokaże nam jak powinna wyglądać codzienna pielęgnacja synka oraz wskaże kilka ćwiczeń, które będę mogła wykonywać z małym w domu. Czeka nas dużo pracy.


Źródło: internet

W związku z zaistniałą sytuacją zdecydowaliśmy, że wstrzymamy się z dalszymi szczepieniami do czasu, aż synkowi się nie poprawi.

Macie jakieś doświadczenia z rehabilitacją metodą Vojty lub Bobath?

17 października 2014

Zrobiłem to!

Udało się!
Zrobiłem to!

Dziś pokazałem mojej mamie, że teraz już nie może mnie spuszczać z oka, bowiem potrafię już przekręcić się z plecków na boczek, a do brzuszka niewiele mi już brakuje. Mama oczywiście oszalała z radości. Zaczęła biegać z aparatem, całować mnie i dzwonić do taty... Popatrzcie sami.





12 października 2014

Basen

Dziś miała miejsce pierwsza, długo wyczekiwana wizyta Antosia na basenie. Cała zabawa trwała 20 minut, bo nie chcieliśmy Go za bardzo wymęczyć. Początkowo sprawiał wrażenie przerażonego, ale to chyba bardziej z powodu hałasu niż samej kąpieli. Później zaczął się uśmiechać i machać nóżkami. Widać było, że Mu się podoba. Po wszystkim był tak głodny, że zjadł 210 ml mleczka i poszedł spać.

To był dzień pełen wrażeń.

7 października 2014

3 miesiące

Nasz Skarb skończył trzy miesiące i już nie taka kruszynka z Niego. Waga wskazuje 6900 g, a na centymetrze całe 66 cm. Część ubranek z rozmiaru 62 jest już za mała, pora uzupełniać rozmiar 68 i 74, co też rodzice czynią. Za każdym razem kiedy planuję jakieś zakupy dla siebie, przychodzę z torbą dla Antosia, bo promocje są bardzo kuszące. Również pieluszki wymieniliśmy na rozmiar większe, bo trójeczki zaczęły przeciekać i uciskać.

Z okazji tych pełnych trzech miesięcy, "zafundowałam" synowi kolejne szczepienie. Tym razem musieliśmy iść sami, bo tata miał urwanie głowy w pracy. Całe szczęście obyło się bez histerii, dopiero przy trzecim kłuciu buźka nabrała purpurowych barw i popłynęły łezki. Szybkie tulenie mamusi pomogło. Jeszcze nie zdążyłam założyć ubranka, a synuś juz słyszałam pełne ekpresji popiskiwania i uśmiechy.

Kończąc trzy miesiące Antoś potrafi leżąc na brzuszku pięknie podnosić główkę. Zadzierą ją coraz wyżej i coraz dłużej utrzymuje. Po skończeniu drugiego miesiąca mieliśmy małe problemy. Było marudzenie i płacz przy każdym położeniu na brzuszku. Nie i już. Nie mam pojęcia czym było to spowodowane, kolkami czy może zwykłym lenistwem małego. Najważniejsze, iż tydzień ćwiczeń w domu pomógł. Było noszenie na "lotnika" i układanie na kolanach, wtedy nie protestował i sam mocno wyciągał szyję. Zamiast na płaskiej powierzchni, układałam go na malutkim klinie pod klatką piersiową, dzięki czemu nie leżał na płasko i trzymanie główki było łatwiejsze. Podnosiłam go z tej pozycji od razu, gdy zaczynał się irytować i tak kilkanaście razy dziennie.

Również zabawa grzechotkami czy małymi misiami cieszy oczy. Synek chwyta zabawki, które mu podaję. Przekłada z rączki do rączki, macha, wkłada do buzi. Chwyta zabawki, które leżą obok niego. Karuzela nad łóżeczkiem, mimo iż dostał ją późno, jest prawdziwą atrakcją. Potrafi do niej machać i rozmawiać po kilkanaście minut. Wieczorami szybko przy niej zasypia.

Niestety pod koniec drugiego miesiąca byłam zmuszona odstawić Małego od piersi i przejść na Bebilon Pepti DHA na receptę. Antoś miał wszystkie możliwe objawy skazy tj. "kaszka" na skórze, suche uszy i pękajaca skóra za nimi, płytki sen (prawie nie spał, wybudzał sie z płaczem), nasilone ból brzuszka, coraz częstsze ulewanie i wymioty, śmierdzące kupki, problemy z jedzeniem. Po zmianie mleka poprawa nastąpiła już po dwóch dniach. Ból brzuszka ustąpiły, kropelki nie są już potrzebne, synek jest radosny i przesypia całe noce jedną tylko pobudka. Jedyne co, to skóra na łokciach, kolankach i buzi jest w dalszym ciągu szorstka. "Kaszka" nie chce zejść, więc sięgnęłam po krem dla AZS i zobaczymy jakie będą efekty.




Przeglądając zdjęcia uświadamiam sobie jak szybko to moje dziecko rośnie. Dopiero co był noworodkiem, a tu już zaczęliśmy czwarty miesiąc. Czasem szkoda, że nie można tego na chwilę zatrzymać. Z maleńkiej kruszynki rośnie nam coraz większy chłopiec.

30 września 2014

Polędwiczki w sosie kurkowym

Składniki:
- 500 g polędwicy wieprzowej
- 200 g kurek
- 1 cebula
- 3 łyżki śmietany 12%
- 1 łyżka mąki
- 1/2 kostki rosołowej
- masło
- pieprz i sól

Przygotowanie:
Polędwice pokroić w plastry, delikatnie rozbić, doprawić solą i pieprzem, a następnie podsmażyć na maśle. Lekko rumiane mięso przełożyć do garnka. Na tej samej patelni rozpuścić masło i przesmażyć oczyszczone kurki z pokrojoną cebulą. W szklance wody rozpuścić pół kostki rosołowej (ja dałam warzywną), dodać łyżkę mąki, dokładnie wymieszać i wlać na patelnię z kurkami i cebulą. Dodać śmietanę oraz sól i pieprz do smaku, zagotować. Całość przelać do naczynia z mięsem i gotować razem przez kilka minut.

Sos można podawać z ziemniakami, makaronem lub kaszą.

Smacznego!

28 września 2014

Matką być

Bycie matką to kawał ciężkiej pracy. Zajęcie całodobowe, które w gruncie rzeczy ciężko zaplanować. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy, nie da rady przewidzieć biegu zdarzeń. Trudno też z wzięciem "urlopu", a nawet jeśli już to się uda, to zawsze gdzieś tam myśli uciekają. Lecz pomimo tych wszystkich niedogodności, uważam macierzyństwo za coś cudownego.

Wiele radości sprawia mi każda chwila spędzona z moim synkiem. Z dnia na dzień jest coraz bardziej kontaktowy, uwielbia kiedy do Niego mówię i odpowiada mi w swoim języku. Reaguje na różnorodne dźwięki. Jego reakcje są pełne emocji, które coraz lepiej odczytuję. W ogóle dogadujemy się całkiem nieźle i niepotrzebnie się tego obawiałam, ale tak ma chyba większość początkujących mam.

Dużo czasu spędzamy na spacerach i innych wyjściach. Odkąd mam ponownie samochód, pakuję wózek, fotelik z małym i jedziemy... Nadrabiam zaległości towarzyskie, a synek dzielnie mi w tym towarzyszy. Niektóre ze znajomych też mają dzieci w podobnym wieku, tak że z czasem i nasze maluchy skorzystają na tych spotkaniach.


Źródło: www.weheartit.com

Oczywiście bywają dni, gdy zwyczajnie brakuje mi energii. Nie zawsze jestem super zorganizowana. Pozwalam sobie na dzień bez sprzątania czy gotowania, a zamiast tego wspólnie z synkiem idę na drzemkę. Świat się od tego nie zawali, a mnie pozwoli naładować akumulatory na kolejne dni. Są też dni, kiedy to moje dziecko nie ma nastroju i wymaga ode mnie więcej uwagi oraz pomysłów na wykorzystanie wspólnego czasu.

Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że spełniam się jako matka. Nie czuję się ograniczona posiadaniem dziecka. Oczywiście wiele rzeczy muszę podporządkować pod synka, ale to nie znaczy, że jestem zmuszona z nich zrezygnować zupełnie. Moje życie się zmieniło, ale jestem szcześliwa, bo w dużym stopniu wygląda tak, jak to sobie wyobrażałam.


13 sierpnia 2014

Pierwszy uśmiech

Synek skończył sześć tygodni, a wraz nimi zdobył nową umiejętność.

Nasze małe Szczęście zaczęło się do nas uśmiechać!

To już nie są niekontrolowane grymasy, to świadome uśmiechy w naszą stronę. Antoś reaguje na nasze wygłupy i wydawane dźwięki. Uśmiech za uśmiech.



Źródło: www.momjunction.com

1 sierpnia 2014

Poród

Czerwiec dobiegał końca, termin porodu zbliżał się wielkimi krokami. Czas upływał nam na częstych wyjściach z domu. To zakupy, czy zwykły "spacer" po centrum handlowym (mimo, że tego mie popieram, to jednak tam zawsze było gdzie usiąść, odpocząć, no i były niezbędne kobietom w ciąży toalety), to spacer po parku, jakaś wizyta u znajomych czy rodziny, grill, restauracja, lody itd. Po pierwsze mnie ciężko było już wysiedzieć w domu. Miałam dość siedzenia, leżenia i całej reszty, a będąc w domu od rana do powrotu męża wymyślałam sobie zajęcia byle tylko się ruszać, bo wtedy bolało najmniej. Po drugie chcieliśmy trochę nadrobić ten okres, kiedy więcej czasu musieliśmy spędzać w domu i mnie oszczędzać. W ten ostatni weekend czerwca wybraliśmy się na festiwal dobrego smaku. Bierzemy w nim udział co roku, bo zawsze można spróbować czegoś nowego, odkryć nowe miejsca, poznać nowe smaki. Ponadto dzięki temu nie musiałam gotować w domu. 

Część tego ostatniego tygodnia wypełnił mi również pobyt w szpitalu. Musiałam stawić się na zdjęcie szwu, a przy okazji przebadali mi wzrok. Całe szczęście z oczami było wszystko w porządku, bo zaczęłam się obawiać przymusowej cesarki. Modliłam się tylko, żeby zdjęcie szwu nie wywołało skurczy. Nie chciałam rodzić w tamtym szpitalu. Nastawieni byliśmy na inny rozwój wydarzeń i udało się. Wypisali mnie trzeciego dnia i mogłam spokojnie czekać na poród w domu.

Do domu wróciłam w czwartek, a w piątek rano zaczął odchodzić czop. Poza tym i delikatnymi skurczami co jakiś czas, nic się nie działo. W poniedziałek po festiwalowym weekendzie miałam umówione ktg w trakcie którego oczywiście była totalna cisza. Następne miało być w terminie porodu... lecz nasz Synek chciał inaczej. 

Jeszcze tego samego dnia, po siedemnastej, pojawił się czop zabarwiony krwią. Lekko spanikowałam, a że skurcze były nieregularne, to spakowałam torbę i o 20tej pojechaliśmy do szpitala. Wystarczyło, że przekroczyliśmy próg szpitala i cisza, na ktg nic, rozwarcie dalej na 1 cm. Wróciliśmy do domu, obejrzeliśmy film i poszliśmy spać. O północy zaczęły sie skurcze co 10 minut, myślę sobie "znowu to samo", ale były coraz boleśniejsze. Mój sen trwał raptem do pierwszej w nocy, później spać się już nie dało. Po trzeciej skurcze były już co 5-7 minut. Zmieniałam pozycje, wstawałam, kładłam się, chodziłam, ale było coraz gorzej. O 6 wzięłam prysznic, ktory też nie pomógł. Zjedliśmy z mężem śniadanie i o ósmej pojechaliśmy do szpitala. 

Najpierw ktg. Są skurcze. 
Idziemy na badanie. Jest rozwarcie na 4 cm. 
Zączęło się. 




Źródło: www.weheartit.com

Na salę trafiliśmy po dziewiątej. Podłączyli mnie pod ktg, a mąż wypełniał niezbędne papiery. Chodziliśmy, siedzieliśmy ma piłce, rozkręcało się. Około południa przewieźli mnie na inną salę. Powoli miałam dość, a było coraz gorzej. Po tej nieprzespanej nocy czułam już spore zmęczenie, byłam naprawdę śpiąca. Mąż spełnił moją ostatnią ciążową zachciankę i przyniósł mi do zjedzenia banana w cieście. To był miły akcent tej męczarni. Przed 15:00 skurcze byly jużna tyle silne, że zaczynały lecieć mi łzy. W końcu mąż poszedł po położną. Wysłała nas pod prysznic, a później przeszliśmy do pokoju, gdzie miał odbyć się poród. 

Rozwarcie na 8 cm. Byłam tylko ja, Mąż i położna. Swoją drogą cudowna kobieta. Kiedy położna sprawdzała rozwarcie, odpłynęły mi wody. Cała reszta trwała jakieś 1,5 godziny. Darłam sie przeraźliwie, nie wiedziałam, że tak potrafię, ale ból był okropny. Mąż siedział obok i zerkał na odczyt ktg. Skurcze były coraz dłuższe i silniejsze. Kiedy nadchodził kolejny, łapał mnie za rękę. Jego obecność była niezastąpiona. Z porodu pamiętam wszystko. Mówiłam do męża jak to boli, że nie mam już sił i nie dam rady, że chcę cesarkę i nie chcę więcej rodzić, że kolejne dziecko jeśli już, to na pewno nie naturalnie. W tamtym momencie naprawdę tak czułam i myślałam. Jednak najgorsza była końcówka. Miałam wrażenie, że mały nie da rady przejść, że jest za duży. Czułam jakby mnie coś rozrywało. Dwa razy byłam przekonana, że główka jest już na zewnątrz, ale to było tylko złudzenie. Na 10 minut przed końcem położna podłaczyła oksytocynę, bo skurcze były za krótkie i męczyłabym się jeszcze z godzinę. Oksytocyna pomogła. 

Pierwsze parcie, drugie parcie, trzecie parcie... 

Usłyszałam płacz i przyjemne ciepło na brzuchu. To był On. Maleńki, zwinięty, delikatny. Płacz ustał. Czułam po palcami dłoni jak oddycha. Przecieli pępowine. Położna przełożyła go pod koszulę na mojej piersi. Tak leżeliśmy przytuleni przez ten czas, kiedy położna zajmowała się mną. Mąż nie mógł oderwać wzroku. Później przystawili mi małego do piersi i dali naszej trójce czas dla siebie. Dopiero po mniej więcej godzinie synek wraz z tatą poszli na ważenie i pozostałe pomiary. Później maluszek był już cały czas ze mną. Po dwóch godzinach od porodu zjawiła się siostra. Pomogła mi wziąć prysznic, zjeść kolację, a w tym czasie mąż zajmował się synkiem. Cieszyłam się, że to wszystko już za mną.




31 lipca 2014

Ojcowska miłość

Te uczucia zaczęły budzić się niecałe dziewięć miesięcy wcześniej. Najpierw była wielka radość, niedowierzanie i pewnie strach jak to teraz będzie. Później pierwsza wizyta, maleńki punkcik na ekranie i ten Jego uśmiech. Podekscytowanie. Bijące serduszko. 

"To będzie chłopiec!"
Radości nie było końca.

Z każdym tygodniem coraz więcej mówił do brzuszka. Całował go przed pójściem spać i po przebudzeniu. Dumnie opowiadał o wizytach i usg. Planował co będzie robił ze swoim synkiem, kiedy ten będzie już na świecie. Ostatnie tygodnie ciąży wypełnione były oczekiwaniem i zniecierpliwieniem.

"Chciałbym mieć go już przy sobie."

Był przy porodzie. Wspierał. Widział tę maleńką główkę jeszcze nim ja mogłam ją ujrzeć. Przeciął pępowinę. Ale nigdy nie zapomnę tych łez szczęścia w Jego oczach i tych słów "Dziękuję za niego, jest cudowny"

Tamtego dnia mój mąż stał się ojcem. 

Taka miłość ojca do syna.
Taka miłość jedyna.


Źródło: www.tumblr.com


29 lipca 2014

Pierwszy miesiąc

Nasz synek ma już miesiąc. Nie wiem kiedy to zleciało. Jeszcze niedawno czekałam na oznaki zbliżającego się porodu, a tu już minęły cztery tygodnie odkąd jesteśmy we trójkę.

Ze szpitala wyszliśmy po skończeniu drugiej doby życia. W dniu wyjścia synek ważył 3550 g, czyli 100 g mniej od wagi urodzeniowej. Szybko to nadrobił i po dwóch tygodniach podczas wizyty w poradni neonatologicznej ważył już 4050 g. Teraz mając miesiąc waży 4900 g i mierzy ok. 59 cm.

Pępuszek odpadł po sześciu dniach. Wszystko ładnie się zagoiło.

Na pierwszy spacerek wybraliśmy się siódmego dnia. Synek od razu usnął i obudził się dopiero po powrocie do domu. Bardzo lubi spacery, wtedy najlepiej mu się śpi. Podobnie jest z jazdą samochodem, mały podróżnik.

Pierwsza kąpiel w domu oczywiście nie obyła się bez płaczu, ale może Maluszek wyczuł nasz stres. Nigdy wcześniej nie kąpaliśmy takiego maluszka. W ogóle nie kąpaliśmy dziecka. Jedynie w szpitalu przyglądaliśmy się jak robi to położna. Poradziliśmy sobie, a następna kąpiel była już spokojniejsza. Przez pierwsze cztery korzystaliśmy z leżaczka do wanienki. Czuliśmy się pewniej. Jednak przy jednej z kąpieli, zdjęliśmy z niej synka i okazało się, że jest dużo spokojniejszy. Od tamtego dnia kąpiemy się bez leżaczka. Antoś bardzo lubi kąpiele, jest spokojny i nie boi się wody, oby tak zostało.

Karmimy się piersią i jak widać po wadze synkowi to służy. Je chętnie, nawet zbyt chętnie, bo czasem jest wręcz przejedzony. Staram się pilnować, żeby nie zjadał za dużo, ale wiadomo nie zawsze wychodzi. Aby zaspokoić Antkową potrzebę ssania, posiłkujemy się smoczkiem. Całe szczęście nie ma go w buzi cały czas, zazwyczaj wystarczy kilka minut i go wypluwa.

Kończąc ten pierwszy miesiąc synek potrafi chwytać mocno wszystko co dostanie do rączki. Nóżki też ma silne, kopniaki w brzuch podczas przewijania potrafią zaboleć, a kiedy trzyma się Go na rękach, mocno się na nich wybija. Leżąc na brzuszku też mocno się odpycha, podnosi główkę. Generalnie zwiększa się aktywność naszego brzdąca. Mniej śpi, chętniej obserwuje. Powoli jakby zaczynał wodzić wzrokiem za twarzami i przedmiotami.

24 lipca 2014

3 tygodnie

Nasz Okruszek skończył trzy tygodnie. Zmienia się każdego dnia. Jeszcze chwila i przestanie być noworodkiem. Wyrósł już nam z ubranek w rozmiarze 56, a te z rozmiaru 62 leżą na nim idealnie. Na wadze też ładnie przybiera. Waży już 4850 g i czuć to przy podnoszeniu.

Niestety nie ze wszystkim jest tak kolorowo, bowiem męczymy się z kolkami. Mały pręży się i wygina, robi czerwony i jest marudny. Masujemy brzuszek, nagrzewamy go, kładziemy na brzuszku, odbijamy po jedzeniu, pijemy herbatkę koperkową, ale nie zawsze jest to pomocne. Mamy zalecenie brać BioGaie i Bobotic, lecz póki co poprawy nie widzę. Za to zauważyłam, że synek czuje się gorzej po nabiale, tak że wyeliminowałam go na tyle na ile mogłam. Zamówiłam w aptece Delicol i zobaczymy czy ten coś pomoże.

27 czerwca 2014

Szybkie ciasto

Składniki:
- 250 g mąki pszennej
- 160 g cukru
- 4 jajka
- 4 łyżki oleju
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- owoce

Przygotowanie:
Białka ubić na sztywną pianę. Następnie dodawać stopniowo cukier, żółtka, olej, proszek do pieczenia i mąke. Masę przełożyć do formy ok. 20x30 cm. Na wierzch wyłożyć owoce. Piec w 180 stopniach przez około 50 minut. Posypać cukrem pudrem.


22 czerwca 2014

Żeberka w miodzie

Składniki:
- 0,5 kg żeberek
- 2 łyżki ketchupu pikantnego
- 2 łyżki sosu sojowego
- 1 łyżka miodu
- słodka i ostra papryka

Przygotowanie:
Żeberka umyć, osuszyć i pokroić na mniejsze kawałki. Z podanych składników przygotować marynatę i obtoczyć w niej żeberka. Odstawiamy na przynajmniej 1-2 godziny, ale im dłużej tym lepiej. Przygotowane żeberka układamy w naczyniu i pieczemy w 180 stopniach przez 75 minut.

19 czerwca 2014

38t0d

Dokładnie 38t0d. Na USG syn jak się patrzy. Waży 3100 g (+/- 400 g). Jest nisko, ale póki co dobrze Mu tam, przepływy i łożysko w porządku. Niestety w przyszłym tygodniu musimy stawić sie w szpitalu, a myślałam, że tego uniknę i zjawię się w szpitalnych murach dopiero przy porodzie. Plus taki, że zdejmą szew i nie będę musiała sie martwić czy na czas dotrę do szpitala, kiedy pojawią się skurcze. Druga przyczyna mniej przyjemna, ale liczę, iż moje obawy zostaną rozwiane. W ostatnich dniach widzę czarne plamki, zarówno na jednym jak i drugim oku. Dodatkowo nie wiem czy nie odnowiła sie moja przepuklina pachwinowa. Lepiej to sprawdzić przed porodem. Oby tylko nie była wymagana cesarka. Zobaczymy.

Wczoraj zjawił sie kurier z furą i fotelikiem dla małego. Teraz mamy już wszystko. Mam nadzieję, że będę zadowolona z wózka, ale coś więcej napiszę dopiero jak wytestuję w praktyce.




13 czerwca 2014

Ciasto owocowe

Prosty przepis na szybkie ciasto z owocami.

Składniki:
- 5 jajek
- 160 g cukru
- 250 g mąki pszennej
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- 125 ml oleju
- 0,5 kg owoców

Przygotowanie:
Białka ubić na sztywną pianę. Następnie, cały czas ubijając, dodawać po kolei cukier, żółtka i olej. Każdy z tych składników należy dodawać stopniowo. Piana powinna być gęsta. Na koniec dodać przesianą mąkę i proszek do pieczenia. Całość wymieszać łyżką do połączenia składników i wylać do okrągłej formy. Na wierzchu ułożyć owoce wciskając je w ciasto. Piec w 180 stopniach przez 50 minut.



12 czerwca 2014

Dotrwaliśmy

Mogę oficjalnie ogłosić, iż ciąża została donoszona!

Co prawda już jakis czas temu przestałam się stresować, ale teraz dodatkowy plus, że nasz synek nie będzie wcześniakiem. Mogę rodzić w każdej chwili, skierowanie do szpitala jest. Mam nadzieję, że synek nie będzie kazał zbyt długo na siebie czekać, bo jestem naprawdę wykończona. Mam dość i czasem pozostaje mi tylko płacz z tej bezsilności. Może to też wina hormonów. 
Brzuszek jakby się opuścił, łatwiej mi się schylić. Poza tym lekarz w szpitalu stwierdził, że główka już niziutko. Najbliższa wizyta u mojego ginekologa w środę 18 czerwca (fajnie gdyby ostatnia), a w piątek pierwsze ktg. 



6 czerwca 2014

Ocal mnie od złego

Ocal mnie od złego - Alloma Gilbert

Kiedy byłam małą dziewczynką, wierzyłam w to, co ciągle mi powtarzano: że jestem zła i zasługuję na tortury, bo jestem dzieckiem szatana... Alloma Gilbert była jedną z ofiar fanatyczki religijnej, która zadawała swoim adoptowanym dzieciom ogromne cierpienie. Książka Gilbert to poruszająca i niezwykle szczera opowieść o drodze z piekła do normalności.

Źródło: www.merlin.pl

Do tej pory chyba żadna książka nie wywoływała mnie tak skrajnych odczuć. Smutek i współczuje, przemieszane z obrzydzeniem i wściekłością. Ciągle pojawiające się pytanie "jak tak można?!", "jak to możliwe, że takie historie w ogóle się zdarzają?!". A jednak... bowiem "Ocal mnie od złego" to prawdziwa historia dzieciństwa A. Gillbert. Nie znajdziemy tu słodkich opisów, kolorowych zabawek, książeczek i pokoików. Nie znajdziemy tu też miłości. Zamiast tego okrucieństwo, bestialskie zachowania, krzywdę i łzy. Chyba z tego względu czytanie nie poszło mi tak gładko. Po kilku stronach musiałam robić przerwę, bo wzbierała we mnie wściekłość, że człowiek człowiekowi może wyrządzić tyle krzywdy. Ba! Tutaj okrucieństwo jest o tyle większe, że krzywa spotyka małe bezbronne dzieci, które nie są niczemu winne. Są tak zaszczute i pewne swojej winy, że nie potrafią wołać o pomoc, a nawet kiedy próbują, to nikt ich "nie słyszy". Zarówno służby społeczne jak i ludzie postronni, sąsiedzi bagatelizują problem. Widzimy tu bezużyteczność wszelkich organów państwowych. Tyle się mówi o ochronie dzieci, trosce o każdego małego obywatela. Tymczasem "za ścianą" psychicznie chora kobieta niszczy życie kilku małych istot. 
"Ocal mnie od złego" to książka warta przeczytania, ale raczej dla osób o mocnych nerwach, bowiem opisy bestialskiego traktowania dzieci są momentami naprawdę trudne do przebrnięcia. 

4 czerwca 2014

Przestój

Wybaczcie ten przestój, ale jakoś zupełnie zabrakło mi weny na pisanie. W sumie nie tylko na pisanie, ale też czytanie. Ogólnie udzielanie się w wirtualnym świecie ostatnimi czasy zaczęło mnie nudzić. Robię to chyba już tylko z potrzeby zapchania czasu, dlatego efekty są takie marne. Wydaje mi się, że to po prostu przesyt. Ostatnie miesiące były dla mnie głównie życiem w świecie blogów, różnego rodzaju forów internetowych itp. Moja rzeczywistość była mocno ograniczona i teraz odczuwam tego skutki. Marzę już o rozpoczęciu tego nowego etapu, który nastanie po narodzinach naszego synka. Snuję plany co będę mogła robić i co zrobię. Może to naiwne, ale wierzę, że będę mogła więcej niż teraz. Znów wrócę do swojej normalnej aktywności, szybkiego działania, a nawet mam plan na wprowadzenie kilku nowych zasad. Przez te ostatnie dziewięć miesięcy myślałam głównie o naszym Maleństwie, teraz potrzebuję pomyśleć również o sobie.

16 maja 2014

33 tygodnie

Dziś 33. tydzień 1. dzień.
Do terminu porodu zostało 48 dni.
W pasie równe 100 cm.
Waga wskazuje 64 kg.
Wszystko mnie już boli, kręgosłup ma dość.
Synek jest dobry dla mamusi i nie daje bolesnych kopniaków.


Źródło: www.weheartit.com

13 maja 2014

Kocie szczęście

Wczoraj, po długim oczekiwaniu, nasza kocica stała się posiadaczką nowego drapaka. Poprzednie miejsce zabaw i snu jest już w opłakanym stanie. Sznur w połowie zerwany, myszy oskubane, a przede wszystkim kicia urosła i taki ten drapak "przykurczony" dla niej. Nowy nabytek jest trzy razy wyższy i wygląda na dużo mocniejszy. Zobaczymy na jak długo wystarczy... Póki co zabawa jest na całego. Brakuje nawet czasu ma jedzenie.






Oczywiście sentyment pozostał i jakoś tak ciężko przenieść się ze spaniem... Ciasne, ale własne.




10 maja 2014

Pusta kołyska

Pusta kołyska - Diana Walsh

Co drugi dzień znika małe dziecko. Większość przypadków to porwania... "Pusta kołyska" opowiada poruszającą historię, która wydarzyła się naprawdę. Maleńka Shelby została wykradziona ze szpitala tuż przed Bożym Narodzeniem, zaledwie kilka dni po narodzinach. Teraz matka dziewczynki, Diana, wraca do tych wstrząsających chwil, które na zawsze zmieniły jej życie. Otwarcie i szczerze mówi o swoich najbardziej bolesnych doświadczeniach. W tej budzącej emocje książce historie zrozpaczonej matki i porywaczki przeplatają się, by ostatecznie połączyć się w pełnym napięcia finale.


Źródło: www.merlin.pl

"Pusta kołyska" to jedna z trzech pozycji, jakie ostatnio nabyłam. Obecnie czytam "Ocal mnie od złego" Allomy Gilbert, a w kolejce czeka "Pomóc Jani" Michaela Schofield'a. Wszystkie trzy opowiadają prawdziwe historie dzieci. Niestety historie smutne i to może być główny argument dla wielu osób, by nie sięgać po te książki. Ja do takiego grona nie należę, nawet pomimo mojego obecnego stanu. Uwielbiam książki oparte na faktach, autentyczne, gdzie autor opowiada swoją historię. Fakt, iż autorka "Pustej kołyski" nie jest pisarką pozwolił chyba na lepsze wczucie się w fabułę. Diana Walsh opisuje swoje emocje niesamowicie przystępnie, tak że czytelnik jest w stanie sam je odczuwać, jakby to działo się tu i teraz. Dla mnie to wielki plus. Jeśli kogoś nie zraża taka tematyka, to polecam. Warto poświęcić jeden wieczór i zdać sobie sprawę jak niewiele potrzeba, by świat wywrócił się do góry nogami. 

7 maja 2014

Ciasto budyniowe z rabarbarem

Składniki:
- 120 g masła
- 2 jajka
- 200 g jogurtu naturalnego (miałam niecały jogurt i dodałam do niego śmietany)
- 120 g mąki
- dwa opakowania budyniu waniliowego lub śmietankowego (2 x 40 g)
- 140 g cukru
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 łyżeczki cynamonu
- cukier waniliowy (8g)
- rabarbar (ilość wedle upodobań)

Przygotowanie:
Rabarbar pokroić, obsypać cukrem i odstawić. Masło rozpuścić w rondelku, przestudzić i wymieszać z jogurtem oraz jajkami. Otrzymaną masę wlać do miski z suchymi składnikami, a następnie całość wymieszać łyżką. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, wylać i rozprowadzić równomiernie ciasto, a na wierzch poukładać rabarbar. Ciasto wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec aż się ładnie zarumieni (ok. 50 minut).

Ciasto piekłam na dużej blaszce, więc jest cienkie. Dodałam też dużo rabarbaru, bo ok. 800 g, ale ja lubię ciasta z solidną porcją owoców.




Smacznego!

3 maja 2014

Więcej nie potrzeba

Pogoda nie sprzyja spacerom. Chłodno i deszczowo. Dziś idealny dzień na domowe lenistwo w łóżku lub fotelu. 

Pyszny kompot z rabarbaru i książka, więcej mi nie potrzeba.

Źródło: www.weheartit.com


30 kwietnia 2014

Pyszna wiosna

Wiosna w pełni! 

Czuć ją w powietrzu. Widać to w zielonych i kwitnących koronach drzew, na trawnikach, na błękitnym niebie. Widać również na targowiskach. Świeże, kolorowe warzywa i soczyste owoce kuszą na każdym kroku. Dzisiejszej wyprawie na targ przyświecał mi jeden cel - rabarbar i młoda botwinka.

Ciasto drożdżowe z rabarbarem i kruszonką pachnie na stole. Brakuje już nawet kilku kawałków... 

Zupa z botwinki dochodzi na kuchence...

Pyszności!


Źródło: www.weheartit.com

1626 g szczęścia

USG wykonywane w trzecim trymestrze już za nami. Wszystko jest w porządku, serduszko pięknie bije, a synek leży główką do dołu. 

Nasze 1626 gramy szczęścia.


Źródło: www.weheartit.com

28 kwietnia 2014

Źródła miłości

Źródła miłości - Kishwar Desai

W Delhi porzucono nowo narodzoną dziewczynkę. Urodziła się dzięki in vitro. I choć była wyczekiwana, teraz nikt już jej nie chce. Dziecko dotknięte śmiertelną chorobą już nie jest nikomu potrzebne. Tysiące kilometrów dalej, w Londynie, Kate i Ben usilnie starają się o potomka. Jednak po kolejnym poronieniu decydują się skorzystać z pomocy matki zastępczej. To, co dla nich jest szansą na rodzinne szczęście, w rzeczywistości jest nielegalnym biznesem przynoszącym milionowe zyski. Życie wykorzystywanych kobiet i dzieci nic tu nie znaczy. Czy znajdzie się ktoś na tyle odważny, by ujawnić prawdę i stanąć po stronie bezbronnych? 


Źródło: www.weltbild.pl

"Źródła miłości" to spontaniczny zakup. Miałam ochotę na coś "innego", a że akurat przechodziliśmy obok Księgarni, gdzie lubią mnie raczyć cenowymi okazjami... Przyznaję, że zawsze wchodzę zerknąć czy nie ma czegoś ciekawego za 9,90 zł, bo takie zakupy książkowe uwielbiam. Najpierw przyciągnęła mnie okładka, jej kolor i ładne tłoczenia. Niby nie powinno się oceniać książek po okładce, ale cóż poradzę, że na to również zwracam uwagę i ma to pewien wpływ na decyzje o zakupie danej pozycji. Podobnie mam z ubraniami. Bardzo lubię ładne przeszycia, maleńkie wstawki. Niby drobnostka, ale dla mnie istotna, bo wyróżnia produkt. No ale, miało być o książce. Najpierw zwróciłam uwagę na ogładkę, później szybki opis, a jak zobaczyłam cenę, to wiedziałam, że jeden z dwóch egzemplarzy jest mój.

Kishwar Desai stworzyła powieść poruszającą, która nie zostanie obojętnie odłożona na półkę. Już pierwsze strony wciągają czytelnika na tyle, że najchętniej nie ruszałby się z miejsca, byle nie przerywać lektury. Przynajmniej ja tak miałam, zabierałam ze sobą książkę nawet do kuchni i łazienki. Autorka porusza bardzo trudny i kontrowersyjny temat macierzyństwa zastępczego i in vitro. Ukazuje tragedie ubogich kobiet i dziewczynek, zmuszanych do bycia surogatkami. Nie zapomina o skorumpowanych urzędnikach państwowych i lekarzach, którzy z miłości do pieniądza wspierają handel matkami i embrionami. Fakt, że powieść oparta jest na prawdziwych zdarzeniach, wstrząsa dodatkowo i skłania do przemyśleń. 

24 kwietnia 2014

30 tygodni

Niesamowite! 

To już trzydzieści tygodni za nami. Pamiętam ten poranny test ciążowy i widoczne na nim dwie kreseczki. Jeszcze niedawno umawiałam nas na pierwszą wizytę, a tutaj już końcóweczka. To były tygodnie pełne różnorodnych emocji, tych dobrych i tych gorszych. Ten czas spowodował we mnie wiele zmian, nie tylko fizycznych, ale też psychicznych. Czuję się i myślę nie tylko jak kobieta, ale również jak matka.


Źródło: www.tumblr.com

19 kwietnia 2014

Drożdżowiec z rodzynkami


Składniki na ciasto:
- 300 g mąki pszennej
- 50 g cukru
- 50 g roztopionego masła lub margaryny
- 15 g świeżych drożdży (6 g suszonych)
- 125 ml mleka
- 1 jajko
- pół łyżeczki soli
- rodzynki (według uznania)

Kruszonka (ilość według uznania):
- 5 łyżek mąki pszennej
- 25 g masła lub margaryny
- 2 łyżki cukru
- 4 g cukru waniliowego

Przygotowanie:
Świeże drożdże rozpuścić w części letniego mleka i odstawić na chwilę. Następnie dodać do pozostałych składników i wyrobić. Na koniec wlać roztopione masło i wyrabiać ciasto tak długo aż będzie elastyczne. Odstawić przykryte ściereczką na 90 minut. Po tym czasie ciasto przełożyć do keksówki wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą. Przykryć i odstawić na 30 minut. Ciasto wysmarować roztrzepanym jajkiem i obsypać kruszonką. Wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec w 180 stopniach przez 30 minut.

Przepis lekko zmodyfikowany, zaczerpnięty z www.mojewypieki.com



Korzystając z tego słodkiego akcentu, chciałabym Wam życzyć zdrowych, ciepłych i radosnych Świąt Wielkiej Nocy, spędzonych w rodzinnej i spokojnej atmosferze.

Smacznego jajeczka!

18 kwietnia 2014

Ciąża - nie tak cudownie

Ciąża to nie jest mój ulubiony stan i wcale nie czuję się źle z tym stwierdzeniem. Zdaję sobie sprawę jak wiele kobiet uważa te 9 miesięcy za coś cudownego, niewyobrażalnego i twierdzi, że z brzuszkiem mogłyby chodzić całe życie. Dla mnie 40 tygodni to już i tak długo. Oczywiście jestem szczęśliwa, że niedługo będzie z nami ta kruszynka. Sprawiają mi radość odczuwane ruchy, to naprawdę niesamowite uczucie. Ta świadomość rozwijającego się nowego życia, piękne. Naprawdę doceniam to wszystko i potrafię się tym cieszyć. Staram się zapamiętać z tego okresu jak najwięcej.

Tylko dla mnie jest to też cała masa ograniczeń. Może gdyby moja ciąża przebiegała inaczej, to moje podejście też byłoby inne. Może druga ciąża będzie lepsza (tak, mimo wszystko planujemy drugie dziecko i na chwilę obecną jestem na to gotowa). Póki co zostaje mi spędzanie dużej ilości czasu na kanapie. Każde wyjście jest dla mnie pewnego rodzaju wyzwaniem z otoczką stresu. Mimo, że obawy sprzed dwóch miesięcy zostały w jakimś stopniu opanowane i nie są już tak duże, to jednak od czasu do czasu wracają. Ryzyko wcześniejszego porodu nadal jest realne, a to nie pozwala lekceważyć choćby najmniejszych dolegliwości. Tak więc wszystko co robię musi być przemyślane i jest uzależnione o tego jak miewa się mieszkanko naszego synka.

Spacery są krótkie, wyjścia nie do końca swobodne. Nie mogę zbyt długo siedzieć, ani zbyt długo chodzić, a wiadomo, że nie wszędzie jest możliwość przybrania wygodnej pozycji czy położenia się. Mam tyle czasu, a nie mogę go wykorzystywać tak jak bym chciała. Gotowanie czy pieczenie wymyślnych pyszności nie wchodzi w grę. Choćbym nie wiem jak chciała, to i posprzątać tak jak lubię nie jestem w stanie. Długie spacery już nawet nie korcą, bo wiem na ile wystarczy mi sił. Czasem mam ochotę na wyprawę po sklepach, ale jak? Nawet odwiedzenie rodziców czy siostry jest dla mnie problemem, bo wejście po schodach na wyższe piętro powoduje te nieprzyjemne napięcia brzucha. Dobrze, że u siebie mamy windę, bo już naprawdę czułabym się więźniem własnego domu.


Źródło: www.tumblr.com


Dlatego już coraz bardziej nie mogę się doczekać porodu. Wytrzymam jeszcze te kilka tygodni, bo nie robię tego dla siebie. Tak naprawdę tylko świadomość, iż robię to dla naszego dziecka daje mi siłę i zaciskam zęby. Wcześniej nie byłam taka ostrożna. Myślałam, co będzie to będzie. Wiedziałam, że najwyżej to "odchoruję". Teraz nie ma takiej opcji, nie narażę dziecka na nic co mogłoby mu zaszkodzić. Wiem, że nieostrożność może mieć nieodwracalne skutki. Wiem, że ten maluszek jest ode mnie w pełni zależny i jestem za niego odpowiedzialna. Kocham Go.