30 kwietnia 2014

Pyszna wiosna

Wiosna w pełni! 

Czuć ją w powietrzu. Widać to w zielonych i kwitnących koronach drzew, na trawnikach, na błękitnym niebie. Widać również na targowiskach. Świeże, kolorowe warzywa i soczyste owoce kuszą na każdym kroku. Dzisiejszej wyprawie na targ przyświecał mi jeden cel - rabarbar i młoda botwinka.

Ciasto drożdżowe z rabarbarem i kruszonką pachnie na stole. Brakuje już nawet kilku kawałków... 

Zupa z botwinki dochodzi na kuchence...

Pyszności!


Źródło: www.weheartit.com

1626 g szczęścia

USG wykonywane w trzecim trymestrze już za nami. Wszystko jest w porządku, serduszko pięknie bije, a synek leży główką do dołu. 

Nasze 1626 gramy szczęścia.


Źródło: www.weheartit.com

28 kwietnia 2014

Źródła miłości

Źródła miłości - Kishwar Desai

W Delhi porzucono nowo narodzoną dziewczynkę. Urodziła się dzięki in vitro. I choć była wyczekiwana, teraz nikt już jej nie chce. Dziecko dotknięte śmiertelną chorobą już nie jest nikomu potrzebne. Tysiące kilometrów dalej, w Londynie, Kate i Ben usilnie starają się o potomka. Jednak po kolejnym poronieniu decydują się skorzystać z pomocy matki zastępczej. To, co dla nich jest szansą na rodzinne szczęście, w rzeczywistości jest nielegalnym biznesem przynoszącym milionowe zyski. Życie wykorzystywanych kobiet i dzieci nic tu nie znaczy. Czy znajdzie się ktoś na tyle odważny, by ujawnić prawdę i stanąć po stronie bezbronnych? 


Źródło: www.weltbild.pl

"Źródła miłości" to spontaniczny zakup. Miałam ochotę na coś "innego", a że akurat przechodziliśmy obok Księgarni, gdzie lubią mnie raczyć cenowymi okazjami... Przyznaję, że zawsze wchodzę zerknąć czy nie ma czegoś ciekawego za 9,90 zł, bo takie zakupy książkowe uwielbiam. Najpierw przyciągnęła mnie okładka, jej kolor i ładne tłoczenia. Niby nie powinno się oceniać książek po okładce, ale cóż poradzę, że na to również zwracam uwagę i ma to pewien wpływ na decyzje o zakupie danej pozycji. Podobnie mam z ubraniami. Bardzo lubię ładne przeszycia, maleńkie wstawki. Niby drobnostka, ale dla mnie istotna, bo wyróżnia produkt. No ale, miało być o książce. Najpierw zwróciłam uwagę na ogładkę, później szybki opis, a jak zobaczyłam cenę, to wiedziałam, że jeden z dwóch egzemplarzy jest mój.

Kishwar Desai stworzyła powieść poruszającą, która nie zostanie obojętnie odłożona na półkę. Już pierwsze strony wciągają czytelnika na tyle, że najchętniej nie ruszałby się z miejsca, byle nie przerywać lektury. Przynajmniej ja tak miałam, zabierałam ze sobą książkę nawet do kuchni i łazienki. Autorka porusza bardzo trudny i kontrowersyjny temat macierzyństwa zastępczego i in vitro. Ukazuje tragedie ubogich kobiet i dziewczynek, zmuszanych do bycia surogatkami. Nie zapomina o skorumpowanych urzędnikach państwowych i lekarzach, którzy z miłości do pieniądza wspierają handel matkami i embrionami. Fakt, że powieść oparta jest na prawdziwych zdarzeniach, wstrząsa dodatkowo i skłania do przemyśleń. 

24 kwietnia 2014

30 tygodni

Niesamowite! 

To już trzydzieści tygodni za nami. Pamiętam ten poranny test ciążowy i widoczne na nim dwie kreseczki. Jeszcze niedawno umawiałam nas na pierwszą wizytę, a tutaj już końcóweczka. To były tygodnie pełne różnorodnych emocji, tych dobrych i tych gorszych. Ten czas spowodował we mnie wiele zmian, nie tylko fizycznych, ale też psychicznych. Czuję się i myślę nie tylko jak kobieta, ale również jak matka.


Źródło: www.tumblr.com

19 kwietnia 2014

Drożdżowiec z rodzynkami


Składniki na ciasto:
- 300 g mąki pszennej
- 50 g cukru
- 50 g roztopionego masła lub margaryny
- 15 g świeżych drożdży (6 g suszonych)
- 125 ml mleka
- 1 jajko
- pół łyżeczki soli
- rodzynki (według uznania)

Kruszonka (ilość według uznania):
- 5 łyżek mąki pszennej
- 25 g masła lub margaryny
- 2 łyżki cukru
- 4 g cukru waniliowego

Przygotowanie:
Świeże drożdże rozpuścić w części letniego mleka i odstawić na chwilę. Następnie dodać do pozostałych składników i wyrobić. Na koniec wlać roztopione masło i wyrabiać ciasto tak długo aż będzie elastyczne. Odstawić przykryte ściereczką na 90 minut. Po tym czasie ciasto przełożyć do keksówki wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą. Przykryć i odstawić na 30 minut. Ciasto wysmarować roztrzepanym jajkiem i obsypać kruszonką. Wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec w 180 stopniach przez 30 minut.

Przepis lekko zmodyfikowany, zaczerpnięty z www.mojewypieki.com



Korzystając z tego słodkiego akcentu, chciałabym Wam życzyć zdrowych, ciepłych i radosnych Świąt Wielkiej Nocy, spędzonych w rodzinnej i spokojnej atmosferze.

Smacznego jajeczka!

18 kwietnia 2014

Ciąża - nie tak cudownie

Ciąża to nie jest mój ulubiony stan i wcale nie czuję się źle z tym stwierdzeniem. Zdaję sobie sprawę jak wiele kobiet uważa te 9 miesięcy za coś cudownego, niewyobrażalnego i twierdzi, że z brzuszkiem mogłyby chodzić całe życie. Dla mnie 40 tygodni to już i tak długo. Oczywiście jestem szczęśliwa, że niedługo będzie z nami ta kruszynka. Sprawiają mi radość odczuwane ruchy, to naprawdę niesamowite uczucie. Ta świadomość rozwijającego się nowego życia, piękne. Naprawdę doceniam to wszystko i potrafię się tym cieszyć. Staram się zapamiętać z tego okresu jak najwięcej.

Tylko dla mnie jest to też cała masa ograniczeń. Może gdyby moja ciąża przebiegała inaczej, to moje podejście też byłoby inne. Może druga ciąża będzie lepsza (tak, mimo wszystko planujemy drugie dziecko i na chwilę obecną jestem na to gotowa). Póki co zostaje mi spędzanie dużej ilości czasu na kanapie. Każde wyjście jest dla mnie pewnego rodzaju wyzwaniem z otoczką stresu. Mimo, że obawy sprzed dwóch miesięcy zostały w jakimś stopniu opanowane i nie są już tak duże, to jednak od czasu do czasu wracają. Ryzyko wcześniejszego porodu nadal jest realne, a to nie pozwala lekceważyć choćby najmniejszych dolegliwości. Tak więc wszystko co robię musi być przemyślane i jest uzależnione o tego jak miewa się mieszkanko naszego synka.

Spacery są krótkie, wyjścia nie do końca swobodne. Nie mogę zbyt długo siedzieć, ani zbyt długo chodzić, a wiadomo, że nie wszędzie jest możliwość przybrania wygodnej pozycji czy położenia się. Mam tyle czasu, a nie mogę go wykorzystywać tak jak bym chciała. Gotowanie czy pieczenie wymyślnych pyszności nie wchodzi w grę. Choćbym nie wiem jak chciała, to i posprzątać tak jak lubię nie jestem w stanie. Długie spacery już nawet nie korcą, bo wiem na ile wystarczy mi sił. Czasem mam ochotę na wyprawę po sklepach, ale jak? Nawet odwiedzenie rodziców czy siostry jest dla mnie problemem, bo wejście po schodach na wyższe piętro powoduje te nieprzyjemne napięcia brzucha. Dobrze, że u siebie mamy windę, bo już naprawdę czułabym się więźniem własnego domu.


Źródło: www.tumblr.com


Dlatego już coraz bardziej nie mogę się doczekać porodu. Wytrzymam jeszcze te kilka tygodni, bo nie robię tego dla siebie. Tak naprawdę tylko świadomość, iż robię to dla naszego dziecka daje mi siłę i zaciskam zęby. Wcześniej nie byłam taka ostrożna. Myślałam, co będzie to będzie. Wiedziałam, że najwyżej to "odchoruję". Teraz nie ma takiej opcji, nie narażę dziecka na nic co mogłoby mu zaszkodzić. Wiem, że nieostrożność może mieć nieodwracalne skutki. Wiem, że ten maluszek jest ode mnie w pełni zależny i jestem za niego odpowiedzialna. Kocham Go.


Soraya Vitamin P+C

Kosmetyki dla cery naczynkowej to półka, której kiedyś nie musiałam odwiedzać. Niestety z wiekiem coraz częściej dostrzegam delikatne pęknięcia naczynek (głównie na nosie). Cerę naczynkową potwierdziły również badania i w sumie to od nich się zaczęło. Postanowiłam zadziałać i jakoś pomóc mojej twarzy. Uznałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie stosowanie odpowiednich kremów na noc, kiedy skóra czerpie najwięcej. Tym sposobem na mojej półce zawitał regenerujący krem na noc Soraya P+C cera naczynkowa.


OD PRODUCENTA:

Cel: 
Zapewnić cerze naczynkowej wzmocnienie, ukojenie i komfort. Zmniejszyć widoczność naczynek. Poprawić koloryt cery poprzez redukcję zaczerwienień. Zadbać o optymalne nawilżenie, natłuszczenie skóry i regenerację bariery naskórkowej. Wyciszyć grę naczyniową i uspokoić pobudzoną skórę.

Krem o bogatej konsystencji, który doskonale się rozprowadza i wchłania. Sprawia, że skóra jest miękka, wygładzona i przyjemna w dotyku. Wycisza grę naczyniową, redukuje uczucie napięcia i dyskomfortu. Natłuszcza i regeneruje podczas nocnej pielęgnacji. Krem zawiera hipoalergiczną kompozycję zapachową. 

Wyraźne efekty:
- natłuszczenie i wygładzenie naskórka
- złagodzenie podrażnień i zaczerwienień
- poczucie regeneracji i komfortu
- zmniejszenie widoczności naczynek
- poprawa jędrności skóry i redukcja zmarszczek

Pojemność: 50 ml

Skład:
Aqua
Ethylhexyl Stearate - emolient o właściwościach natłuszczających
Cetearyl Isononanoate - emolient o właściwościach natłuszczających
Glycerin
Caprylic/Capric Triglyceride - emolient, olej neutralny
Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone - emulgator
Macadamia Integrifolia Seed Oil - emolient, olej z nasion makadamii
Polyglyceryl-4 Isostearate - emulgator
Ceresin - stabilizator, rafinowany wosk ziemny
Hydrogenated Castor Oil - emolient, substancja otrzymywana z nasion rącznika pospolitego
Squalane - emolient
Butylene Glycol - rozpuszczalnik
Disodium Rutinyl Disulfate - witamina P
Tocopherol - witamina E
Ascorbic Acid - kwas askorbinowy, antyoksydant
Aesculus Hippocastanum - ekstrakt z kasztanowca 



Źródło: www.soraya.pl


MOJA OPINIA:

Skład jest naprawdę przyzwoity, pierwszy spory plus za to. 
Krem rzeczywiście ma bogatą konsystencję. Jest dość gęsty i ciężki, a dodatkowo bardzo tłusty. Po aplikacji tworzy na twarzy świecącą powłokę, ale ponieważ jest to nocny wspomagacz, jestem w stanie to zaakceptować. Ważne, że pomimo tej powłoki nie zapycha. Rano cera jest bardziej ujednolicona (oczywiście świeci się, ale widać, iż większość kremu się wchłonęła) i naprawdę nawilżona. Po kilku aplikacjach dostrzegłam efekty w postaci mniej widocznych naczynek na nosie. Nie jestem w stanie ocenić jego wpływu na redukcję zmarszczek. Zapach produktu jest dość specyficzny, aczkolwiek mnie nie przeszkadza. Niestety jak dla mnie krem rozprowadza się ciężko, szczególnie na początku i to jest minus. Jeśli ktoś lubi ciężkie kremy, to myślę, że warto spróbować. Choć moja ogólna ocena jest dobra, to zapewne po skończeniu tego opakowania będę szukała dalej mojego "ideału".

17 kwietnia 2014

Most nad rwącą rzeką

Most nad rwącą rzeką - Stanisława Fleszarowa-Muskat

"Most nad rwącą rzeką" przenosi nas do Hiszpanii, gdzie spędza wakacje młoda para z Polski. Dziewczyna zachłystuje się urokami życia na Zachodzie, gotowa zostać tam na zawsze. Chłopak zaś ciągle nasłuchuje wieści z kraju ogarniętego niepokojami późnego lata 1981 r. Mimo uczucia, jakim Dominika darzy Łukasza, nie potrafi oprzeć się urokowi muzyka Asmana. Ona także robi na nim wrażenie. Nadchodzi moment, gdy dziewczyna staje przed dylematem: wrócić z Łukaszem do szarej Polski czy zostać z atrakcyjnym mężczyzną w miejscu, które wydaje się pięknym ogrodem?

Źródło: www.matras.pl


"Most nad rwącą rzeką" to pierwsza książka Fleszarowej-Muskat jaką czytałam i niestety chyba ostatnia. Wiem, że powieści tej autorki mają grono swoich wielbicieli, lecz ja się do nich nie zaliczam. Książka nie wciągnęła mnie specjalnie, wręcz nudziła, a momentami nawet irytowała. Pierwsza połowa szła mi szczególnie opornie, czytałam po kilka stron co kilkanaście dni i niekoniecznie chciało mi się do niej wracać. Nie mogłam znieść zachowań niektórych z bohaterów. Jedynie postać Asmana i jego "powroty do przeszłości" sprawiły, że udało mi się przebrnąć przez tę pozycję do końca. Samo zakończenie też nie powala.


Czytaliście którąś z powieści Stanisławy Fleszarowej-Muskat?
Może Wy coś polecacie?

16 kwietnia 2014

Ukryte żony



Źródło: www.merlin.pl

Niby niepozorna, a jednak niesamowita. Czyta się jednym tchem. Po każdej stronie chciałam jeszcze i jeszcze. Historia dwóch sióstr próbujących wydostać się z rodzinnego "piekła" naprawdę mnie poruszyła. Niejednokrotnie słyszałam o mormońskich społecznościach i poligami, ale dopiero po przeczytaniu tej książki zdałam sobie sprawę z siły tej religijnej sekty, gdzie kobiety są jedynie maszynami do rodzenia dzieci i nie mają prawa głosu, od najmłodszych lat żyją w kłamstwie. Przeraża fakt, iż w obecnych czasach dzieją się takie rzeczy."Ukryte żony" to powieść o miłości i nadziei, manipulacji i oszustwie.

Naprawdę warto sięgnąć po tę pozycję.

15 kwietnia 2014

Flos-Lek krem nawilżający

Dziś może trochę kosmetycznie. Jakieś 3-4 miesiące temu poszukiwałam czegoś nowego do pielęgnacji twarzy. Czegoś co dobrze nawilży, ale nie zapcha i nie spowoduje wysypu "niespodzianek". Po tym jak sprawdził się krem pod oczy, postanowiłam wypróbować kolejnego produktu Flos-Leku. Padło na krem nawilżający do skóry wrażliwej, który stał się jednym z moich ulubieńców i na pewno nie raz zawita w mojej łazience.

OD PRODUCENTA:

Krem nawilżający do skóry wrażliwej (seria hypoalergiczna)
Pojemność: 50 ml
Wiek: bez ograniczeń wiekowych

Ekstrakt z aloesu 5%
Osmopur 2%
Witamina E 1%

OSMOPUR® - Związek trzech aktywnych składników pochodzenia roślinnego (bluszczu, ekstraktu ze słonecznika, kwasu fitynowego) i poliakrylanu sodu. Działa profilaktycznie i ochronnie przeciwko zanieczyszczeniom środowiska takim jak dym papierosowy, smog, intensywnie nawilża skórę, zmniejsza obrzęki i rumień, łagodzi podrażnienia, wzmacnia funkcje obronne skóry.

Działanie:
- głęboko i intensywnie nawilża - delikatnie natłuszcza skórę, zwiększa jej elastyczność, zmiękcza i wygładza naskórek - zmniejsza widoczność zmarszczek - zastosowany pod makijaż - zwiększa jego trwałość - bardzo szybko wchłania się pozostawiając delikatny film ochronny, pozwalający na zachowanie naturalnej równowagi wodno-lipidowej - nie powoduje podrażnień skóry typu zaczerwienienie, obrzęk, pieczenie, mrowienie, świąd - nie drażni okolic oczu Działanie preparatu potwierdzono badaniami, pod kontrolą lekarza dermatologa, na grupie 47 osób w wieku od 20 do 68 lat, o bardzo wrażliwej skórze twarzy, skłonnej do powstawania podrażnień pod wpływem działania czynników atmosferycznych, kosmetyków pielęgnacyjnych i upiększających.

Źródło: www.floslek.pl


Skład: 
Aqua
Propylene Glycol - rozpuszczalnik
Aloe Arborescens Leaf Extract - ekstrakt z aloesu, nawilża
Caprylic/Capric Triglyceride - olej neutralny, emolient
Glycerin
Glyceryl Polymethacrylate - składnik wiążący
Aleuritic Acid - kwas naturalny, chroni przed wolnymi rodnikami
Faex
Glycoproteins - białka, właściwości nawilżające
Cetearyl Alcohol - emolient
Rosa Canina Fruit Oil - olej z owoców dzikiej róży, emolient
PEG-8 - substancja nawilżająca
Caprylyl Glycol - emolient
Helianthus Annuus Seed Extract - olej słonecznikowy, chroni przed wolnymi rodnikami
PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether - emulgator
Butylene Glycol - rozpuszczalnik
Hedera Helix Leaf/Stem Extract - ekstrakt z liści bluszczu, przeciwzapalny
Phytic Acid - kwas fitowy, regulator ph
Sodium Polyacrylate - zagęszczacz
Ceteareth-20 - substancja powierzchniowo czynna
Laminaria Hyperborea Extract - wyciąg z alg działający silnie nawilżająco
Phenoxyethanol - konserwant (dopuszczalne stężenie 1%)
Tocopheryl Acetate - witamina E
Ethylhexylglycerin - konserwant pochodzenia naturalnego
Panthenol - substancja nawilżająca
Triethanolamine - regulator ph
Carbomer - stabilizator, substancja żelująca
Allantoin - substancja aktywna, działa regenerująco
Parfum
DMDM Hydantoin - konserwant, dozwolony w ograniczonym stężeniu
Iodopropynyl Butylcarbamate - konserwant, dozwolony w ograniczonym stężeniu
Disodium EDTA - konserwant
Alpha-Isomethyl Ionone - potencjalny alergen


MOJA OPINIA:

Na pierwszy rzut poszedł skład, który niestety do najkrótszych nie należy, ale mimo wszystko zdecydowałam się dać szansę temu kremikowi. Plusem jest, iż występują w nim wszystkie obiecane składniki i nie uświadczymy tu parabenów.

Krem ma delikatną, lekką konsystencję i przyjemny, bardzo delikatny zapach. Nie podrażnia i nie zapycha, a pod tym względem moja cera jest dość wymagająca. Ponadto jest wyjątkowo wydajny i do aplikacji wystarcza naprawdę niewielka ilość. Po nałożeniu pozostawia na twarzy delikatny ochronny film, który z początku jest delikatnie lepki, ale efekt ten szybko znika. Przy pierwszym podejściu użyłam zbyt dużo kremu i ta ochronna warstwa wydawała mi się nie do zniesienia. Za drugim razem było lepiej. Jeśli chodzi o makijaż, to krem wypada bardzo dobrze, przy nakładaniu podkładu nic się nie roluje. Oczywiście nie można zapomnieć o nawilżeniu, które jest niezaprzeczalnym plusem opisywanego produktu. Moja mieszana cera ma skłonność do miejscowych przesuszeń, a ten krem radzi sobie z nimi świetnie. Strefa T jak w przypadku każdego kremu po jakimś czasie się świeci, więc to na pewno nie wina produktu. Zresztą nikt nie obiecywał matowienia. Często używam tego kremu również na noc, żeby dodatkowo odżywić skórę twarzy. Cena ok. 14 zł za 50 ml według mnie bardzo przystępna.


Używaliście tego bądź innych produktów Flos-Leku? 
Może macie jakiś sprawdzony krem o przyjemnym składzie i w dobrej cenie?