18 kwietnia 2014

Ciąża - nie tak cudownie

Ciąża to nie jest mój ulubiony stan i wcale nie czuję się źle z tym stwierdzeniem. Zdaję sobie sprawę jak wiele kobiet uważa te 9 miesięcy za coś cudownego, niewyobrażalnego i twierdzi, że z brzuszkiem mogłyby chodzić całe życie. Dla mnie 40 tygodni to już i tak długo. Oczywiście jestem szczęśliwa, że niedługo będzie z nami ta kruszynka. Sprawiają mi radość odczuwane ruchy, to naprawdę niesamowite uczucie. Ta świadomość rozwijającego się nowego życia, piękne. Naprawdę doceniam to wszystko i potrafię się tym cieszyć. Staram się zapamiętać z tego okresu jak najwięcej.

Tylko dla mnie jest to też cała masa ograniczeń. Może gdyby moja ciąża przebiegała inaczej, to moje podejście też byłoby inne. Może druga ciąża będzie lepsza (tak, mimo wszystko planujemy drugie dziecko i na chwilę obecną jestem na to gotowa). Póki co zostaje mi spędzanie dużej ilości czasu na kanapie. Każde wyjście jest dla mnie pewnego rodzaju wyzwaniem z otoczką stresu. Mimo, że obawy sprzed dwóch miesięcy zostały w jakimś stopniu opanowane i nie są już tak duże, to jednak od czasu do czasu wracają. Ryzyko wcześniejszego porodu nadal jest realne, a to nie pozwala lekceważyć choćby najmniejszych dolegliwości. Tak więc wszystko co robię musi być przemyślane i jest uzależnione o tego jak miewa się mieszkanko naszego synka.

Spacery są krótkie, wyjścia nie do końca swobodne. Nie mogę zbyt długo siedzieć, ani zbyt długo chodzić, a wiadomo, że nie wszędzie jest możliwość przybrania wygodnej pozycji czy położenia się. Mam tyle czasu, a nie mogę go wykorzystywać tak jak bym chciała. Gotowanie czy pieczenie wymyślnych pyszności nie wchodzi w grę. Choćbym nie wiem jak chciała, to i posprzątać tak jak lubię nie jestem w stanie. Długie spacery już nawet nie korcą, bo wiem na ile wystarczy mi sił. Czasem mam ochotę na wyprawę po sklepach, ale jak? Nawet odwiedzenie rodziców czy siostry jest dla mnie problemem, bo wejście po schodach na wyższe piętro powoduje te nieprzyjemne napięcia brzucha. Dobrze, że u siebie mamy windę, bo już naprawdę czułabym się więźniem własnego domu.


Źródło: www.tumblr.com


Dlatego już coraz bardziej nie mogę się doczekać porodu. Wytrzymam jeszcze te kilka tygodni, bo nie robię tego dla siebie. Tak naprawdę tylko świadomość, iż robię to dla naszego dziecka daje mi siłę i zaciskam zęby. Wcześniej nie byłam taka ostrożna. Myślałam, co będzie to będzie. Wiedziałam, że najwyżej to "odchoruję". Teraz nie ma takiej opcji, nie narażę dziecka na nic co mogłoby mu zaszkodzić. Wiem, że nieostrożność może mieć nieodwracalne skutki. Wiem, że ten maluszek jest ode mnie w pełni zależny i jestem za niego odpowiedzialna. Kocham Go.


6 komentarzy:

  1. Wiesz co o tym myślę ;)
    Będziesz świetną mamą, masz bardzo zdrowe podejście do macierzyństwa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym radzić sobie tak jak Ty. :) Żeby poza dzieckiem mieć czas dla siebie, żebyśmy z mężem nie musieli ze wszystkiego rezygnować, żebyśmy byli nie tylko matką i ojcem, ale też żoną i mężem.

      Usuń
    2. Myślę, że Ci się to uda. ;) Najważniejsze, że tego chcesz i widzisz różnicę. Mnie przerażają babki, które już na starcie widzą tylko i wyłącznie dziecko, o sobie zapominają a męża odsuwają na bocznicę. :/

      Usuń
    3. Mnie już teraz bardzo to męczy, że nie ma między nami takiej bliskosci jak kiedyś. Chciałabym a nie mogę. Licze, że po porodzie wróci to do normy. :)

      Usuń
    4. Wróci na pewno, teraz musisz na siebie uważać, masz jakieś ograniczenia, a i też samopoczucie różne :) Nie wymagaj od siebie za wiele :) Was dziecko jeszcze bardziej zbliży, zobaczysz :)

      Usuń
  2. Szybko zleci więc głowa do góry. Ja nie miałam takich dolegliwości aczkolwiek odczucia względem odmiennego stanu mam zbliżone. Żyłam jakby w ciągłym napięciu, jestem typem nakręcacza więc ukojenie zaznałam dopiero jak przestałam karmić;)
    Muszę jednak przyznać, że z perspektywy czasu odmienny stan wydaje mi się czymś bardzo klimatycznym i dostrzegam jedynie pozytywne jego strony, negatywnych nie widzę, bo emocje z nimi związane wyciszyły się kompletnie;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz :)