11 grudnia 2015

Są! Czwórki dwie!

Po prawie dwóch miesiącach...
bólu...
marudzenia...
nieprzespanych nocy...
Jest!
Doczekaliśmy się dwóch dolnych czwórek.

21.11.2015 - lewa dolna czwórka
09.12.2015 - prawa dolna czwórka


Może tak teraz mała przerwa?

2 grudnia 2015

Automoto od Babaryba

Lubię przeglądać blogi poświęcone książkom dla dzieci, a jeszcze bardziej lubię te książki kupować...
 
Tak! Kocham kupować książki dla mojego Syna!

On chyba też to kocha. Przynosi po kolei każdą książeczkę z półki, otwiera na konkretnej stronie (tak, ma ulubione strony w książkach), podaje mnie lub mężowi (albo innej osobie) i pokazuje co mamy czytać czy też oglądać... i biegnie do pokoiku po następną. Potrafi tak przynieść całą zawartość półki z książkami. Nie ważne czy to siódma rano, czy późny wieczór. Mam nadzieję, że to się przełoży na późniejszą miłość do czytania. Póki On ogląda, my czytamy, choć z tym drugim ostatnimi czasy bywa ciężko. Synek przekłada strony po pierwszym zdaniu.

 Automoto Babaryba

Jakiś czas temu urzekła mnie książka AUTOMOTO wydawnictwa Babaryba. Oczywiście zamówiłam i po kilku dniach była w naszym domu. Jednak poczułam lekkie rozczarowanie, gdyż Syn nie wykazał zainteresowania. Trudno, pomyślałam, i odłożyłam książkę na wyższą półkę. Jakieś było moje zdziwienie, gdy prawie dwa tygodnie później Synek złapał mnie za rękę, zaprowadził do regału i pokazał rączką, żeby sięgnąć mu AUTOMOTO. Od tamtej pory książka jest w ciągłym użytku. Synek ogląda, bawi się na niej autkami, pokazuje szczegóły.

Uważam, że tego typu książki to świetna alternatywa. Kolorowe, kartonowe strony są idealne dla malucha. Dużym plusem jest też duży rozmiar, dzięki czemu książka służy czasami jako "makieta". Myślę, że będzie to trafiony prezent dla niejednego małego fana motoryzacji.


Automoto Babaryba

Automoto Babaryba

Automoto Babaryba

1 grudnia 2015

Mama alergika

Bycie mamą alergika to niełatwa sprawa. Przyzna mi rację pewnie każda mama, której dziecko ma jakiekolwiek problemy związane alergią lub nietolerancją. Mnie osobiście trochę temat przerasta. Gubię się w tym wszystkim, a lekarze też za wiele nie pomagają. W sumie jesteśmy zdane same na siebie, bo to nasze dzieci, my znamy je najlepiej, obserwujemy i potrafimy wiarygodnie ocenić reakcje. Lekarze powtarzają suche regułki z książek, lecą standardowo przy każdym dziecku. Zrobią badania, potwierdzą to co my matki "odkryłyśmy" już dawno, zalecą sprawdzić reakcję za jakiś czas lub przepiszą maści i tyle z ich pomocy. Może są osoby z innymi doświadczeniami, ja mam takie.


celiakia gluten alergia bezglutenowy
Źródło: internet


Od samego początku sama próbowałam dojść co jest nie tak. Czytałam, pytałam, sprawdzałam, Jak już dostaliśmy skierowanie do gastroenterologa, to najpierw czekaliśmy 3 miesiące i gdybym miała bezczynnie patrzeć na męczarnie mojego dziecka, to bym osiwiała. W sumie na własną rękę kupiłam Bebilon Pepti i po trzech dniach była poprawa, rodzinny to potwierdził i zaczął przepisywać mleko na receptę. Kiedy przyszedł dzień umówionej wizyty u gastroenterologa, to mój syn nie miał w ustach zwykłego mleka od trzech miesięcy. Obejrzeli, zrobili badania z krwi, cały panel i oczywiście żadna alergia nie wyszła. W sumie skąd? Był na Bebilonie Pepti, a rozszerzanie diety dopiero mieliśmy zacząć. Nie przyjmować żadnego z alergenów. Mimo wszystko przystali na diagnozę, że to alergia na białka mleka krowiego i AZS. Miałam dalej podawać Bebilon Pepti, normalnie rozszerzać dietę włącznie z glutenem i za jakiś czas spróbować z wprowadzeniem zwykłego mleka modyfikowanego. Jeśli będzie reakcja wrócić do Pepti i ponownie spróbować za jakiś czas. W sumie tyle, czyli niewiele więcej niż sama wiedziałam.

Może popełniłam błąd, że bardziej nie zagłębiłam się w sprawę i nie przeszperałam wszystkiego co się da. Może wtedy trafiłabym na informacje o glutenie i o tym, że alergikom lepiej wprowadzać go później. Skąd takie wnioski? Ano stąd, że się pogubiłam i w tym momencie nie wiem już czy moje dziecko nie ma przypadkiem nietolerancji glutenu, bowiem po takim czasie te wszystkie objawy układają mi się w całkiem sensową całość. W związku z tym odstawiamy wszystko co gluten zawiera i patrzymy czy będzie poprawa skóry i całej reszty. Za jakiś czas zaczniemy wprowadzanie na nowo. Synek też będzie bliżej drugich urodzin i wtedy zrobimy testy, żeby przestać bawić się w zgadywanki.



17 października 2015

15 miesięcy

Wzrost: 84-85 cm
Waga: niecałe 12 kg
Rozmiar ubranek: 86/92
Rozmiar pieluszek: 4+/5
Zęby: sztuk osiem

Tak, wiem. Nie było nawet wpisu z okazji roczku, a tu wyskakuję z jak Filip z konopi z miesiącem piętnastym. Postaram się nadrobić urodziny, które odeszły w zapomnienie niczym te słoneczne i ciepłe dni lata. Obiecuję przynajmniej podzielić się pomysłami na prezenty dla roczniaka, bowiem prezenty były strzałem w dziesiątkę.

Tymczasem wracam do tego o czym chciałam dziś. Otóż od momentu w którym Syn postawił samodzielne kroki, Jego rozwój jakby przyspieszył. Codziennie uczy się czegoś nowego. Naśladuje nas, przygląda się uważnie, by za chwilę zrobić to samo. Rośnie mi też mały pomocnik. Synek uwielbia wykonywać wszelakie obowiązki domowe. Odkurza, myje podłogi, wyciera kurze, wyrzuca wszelakie papierki i inne śmieci do kosza. Uwielbia majstrować przy pralce, ale też ładować do niej pranie, wsypywać proszek, a później pomaga mi je rozwieszać. Jednak największym szokiem kilka dni temu była pomoc przy składaniu praniu. Ja siedziałam na kanapie i składałam ubrania, a On przynosił mi je z suszarki. Dziś do tej czynności doszło "strzepywanie". Ściąga koszulkę z suszarka, strzepuje kilkanaście razy i dopiera kładzie mi ją na kanapie. Widocznie podpatrzył podczas rozwieszania, że zawsze najpierw dobrze strzepuje ubranie, a dopiero układam na suszarce. Serce samo się raduje kiedy to obserwuję. Również nawyk sprzątania podłapał. Potrafi sam pozbierać klocki do wiaderka, wrzucić zabawki do szuflady, a nawet odnieść książeczki na półkę i to ustawić je, czyli wsadza książkę pomiędzy inne. Może za jakiś czas nie będę musiała sprzątać po Jego zabawach, bo sam to zrobi, nie obraziłabym się.




Ostatnimi czasy polubił malowanie kredkami. Już nie ładuje ich do buzi, a ładnie koloruje kartki. Oczywiście jak na artystę przystało bardzo krytycznie podchodzi do swych prac i ostatecznie każda zostaje zgnieciona i wyrzucona do kosza. Cóż, może kiedyś będzie mi dane zachować jakąś Jego pracę. Różnorodne sortery nadal są na czasie, ale zdecydowany prym wiodą klocki drewniane. Bawi się nimi kilkanaście razy dziennie. Wysypuje, wrzuca ponownie, zakłada nakładkę sortującą i tak je zbiera. Ponadto uwielbia budować, i to jak budować! Jestem pod wrażeniem, że potrafi ustawić na sobie dwa wąskie klocki, a budowle sięgają już czterech klocków. Naprawdę jestem dumna. Teraz zaczęliśmy zabawę Memory i jak naprawdę się skupi to potrafi dopasować dwa takie same obrazki. Póki co po prostu bawi się kolorowymi kartami, a ja od czasu do czasu pokazuję mu pary.

Jeśli chodzi o mowę, to tutaj Mu się zdecydowanie nie spieszy. Owszem mówi dużo, ale w swoim języku tylko. Widocznie tak Mu lepiej. Zrozumiale wymawia słowa - mama, tata, dziadzia, baba, kici, tii (to lub tu), dzici(a) (chyba ciocia). Jak coś wskazuje to mówi "tii", kiedy nie chce to kręci głową na "nie", potrafi już złapać za rękę i zaprowadzić, żeby pokazać o co Mu chodzi. To naprawdę ułatwia komunikację. Jest też coraz bardziej świadomy emocji. Potrafi przyjść i się przytulić kiedy coś przeskrobie, tak w ramach przeprosin chyba. Zaczyna się wstydzić i bać nieznajomych, wtedy szuka bezpiecznych ramion mamy lub taty. No właśnie, warto wspomnieć, że nasz Syn nie uznaje tylko mamy (mimo spędzania ze mną całych dni), ale jest bardzo związany z tatą. Potrafi się rozpłakać kiedy mąż wychodzi do pracy. Jeśli chce być z tatą, to mama wtedy nie pomoże i na odwrót.

Z jedzeniem w dalszym ciągu nie mamy problemów. Było kilka dni kiedy miał słabszy apetyt, ale generalnie mały łakomczuszek z Niego. Dietę ma już na tyle rozszerzoną, że zjada praktycznie wszystko. Wprawdzie są produkty "zakazane", których nie je w ogóle lub w bardzo ograniczonych ilościach, ale to już w sumie sporadycznie i nie odczuwam tego w codziennym przygotowywaniu posiłków. Ach! Zapomniałabym napomknąć, że Synek samodzielnie je łyżką i widelcem. Nie zawsze mu wychodzi nabieranie, ale jak pomogę to pięknie celuje do buzi.

Mleko pije dwa razy dziennie, rano około 6-tej i wieczorem o 19-tej. Od ukończenia roku jesteśmy na zwykłym mleku modyfikowanym. Po problemach z Bebilonem Pepti i zaopatrzeniu się w kilka puszek, których wystarczyło do końca czerwca, już nie wracaliśmy do niego. Synek dobrze zniósł przejście na Bebiko 3. 

Jeśli idzie o picie to uwielbia wodę i wszelakie herbaty tj.mięta, melisa, lipa, pokrzywa. Ostatnio postanowiłam spróbować picia słomką i o dziwo udało się za pierwszym razem, zupełnie jakby pił w ten sposób od dawna. Teraz pora na naukę picia z kubka, bo na razie w użyciu jest niekapek.






Oczywiście jest jeszcze masa innych umiejętności od których czasem włos się jeży na maminej głowie. Chodzenie po parapetach, które powoli "wychodzi z mody", przyprawiło mnie o największą liczbę zawałów. Wspinanie się na szafki, krzesła czy wc to pikuś. Do swojego fotelika do karmienia też wejdzie sam... pewnie też wyjdzie, ale wolę nie sprawdzać. Zabierał się też za wychodzenie z łóżeczka górą, więc zdecydowaliśmy się na demontaż barierki. Zamiast tego ma krótką deseczkę chroniącą przed wypadnięciem podczas snu. My spokojni, a Syn szczęśliwy, bo sam wejdzie i wyjdzie z łóżka. Przyznam, że po tej zmianie zrozumiałam jak dużego chłopca mam już w domu. Czasem aż łza się zakręci. Innym razem wychodzę z siebie, bo w naszej codzienności nie brakuje wrzasków, płaczu, tupania, obrażania się. Tak dokładnie, moje dziecko się buntuje. Histeryzuje kiedy coś nie idzie po Jego myśli, kiedy czegoś zabronię, lub coś nie jest już-teraz-natychmiast. Ze spaniem też przechodzimy gehennę. Pół nocy u siebie, drugie pół w naszym łóżku. Jeszcze nie byłoby to aż tak straszne i frustrujące, gdyby nie fakt, że Maluch się rzuca, kopie nas, kładzie się na nas, krzyczy, zupełnie jakby ten bunt i histerie występowały również w nocy w fazie snu. Czasem zastanawiam się czy to normalne? Może ktoś z Was ma podobny problem ze spaniem?

25 września 2015

Za szybko

Dzieci tak szybko rosną. 

Dopiero co mieliśmy noworodka i szufladę ubranek w rozmiarze 62. Dziś wyjmuję z komody bodziaki i bluzeczki w rozmiarze 80, a do pralki wsadzam ciuszki z metkami 86/92. Nasz noworodek jest już dużym chłopcem.

Dzieci za szybko rosną.

Staram się łapać każdą chwilę, każdy uśmiech, uścisk. Wiem, że czas nie stanie w miejscu, że te chwile nigdy już nie wrócą. Wiem, że Synek już nigdy nie będzie taki jak dziś, wczoraj czy miesiąc temu. Czas mija bezpowrotnie i chcę zatrzymać w pamięci jak najwięcej, przeżyć z Nim jak najwięcej, by nie żałować, że coś przegapiłam. Teraz mnie potrzebuje, więc teraz jestem. Nie jutro, nie pojutrze.


Źródło: internet

12 września 2015

Dziecko śpi, mama odpoczywa

Delektuję się ciszą. Dziecko śpi za ścianą, dom wysprzątany, pralka i zmywarka zrobiły swoje. Siedzę, w spokoju dopijam espresso z mlekiem i czekam aż mój Maluch wstanie... 

Kiedyś w porach drzemek sprzątałam, gotowałam i ogarniałam co się dało. Ewentualnie spałam razem z dzieckiem, żeby zregenerować siły. Teraz drzemka jest już tylko jedna w okolicy południa, więc nie "marnuję" jej na domowe obowiązki. Po prostu wykorzystuję ten czas dla siebie. Całą resztę mogę zrobić, w mniejszym lub większym stopniu, kiedy Synek nie śpi, a że idzie mi to całkiem sprawnie, to nie widzę powodów do zmiany. Jedynie z obiadami dla nas nie zawsze mi wychodzi. Takie "do piekarnika" nie ma problemu, ale jeśli trzeba coś ugotować czy podsmażyć, to wolę poczekać na powrót męża. Wykonywanie tych czynności przy dziecku przeciskającym się pomiędzy szafką a moimi nogami nie należy do najbezpieczniejszych. Dla dziecka oczywiście.

W porze drzemki nie chadzamy też na spacery, bo wtedy o czasie dla siebie nie ma mowy. Z domu wychodzimy po południu i zjedzonym obiedzie. Taki plan dnia w zupełności nam odpowiada. Kiedy pogoda sprzyja wychodzimy do ogrodu w godzinach porannych. Synek jest na powietrzu, a ja nie muszę odkładać obowiązków domowych na później. Nie potrafię funkcjonować w nieogarniętym mieszkaniu, kiedy nad głową wisi mi masa rzeczy do zrobienia. Wolę wszystko zrobić od rana, żeby później mieć spokój i czas dla dziecka. 

Tak więc teraz jest czas relaksu dla mamy, a kiedy Syn już wstanie, zapakujemy się do samochodu i pojedziemy w odwiedziny do rodzinki.


Źródło: internet

9 września 2015

Papierowa

Dwa lata.

Dokładnie 7 września minęły dwa lata odkąd jesteśmy małżeństwem. W tym roku jakoś specjalnie nie świętowaliśmy, a ja prawie bym zapomniała. To chyba przez sobotnie wesele siostry i wydarzenia, które miały miejsce. Rocznicowe kwiaty dostałam wczoraj, bo z tego wszystkiego mąż nie dotarł na czas do kwiaciarni. W końcu mogę cieszyć się pięknem kolorowych kwiatów w domu i nie bać się, że za moment zostaną skonsumowane przez kota. Może kwiaty na nowo zagoszczą w naszym domu?

Wracając do rocznicy, to w sobotę wspominałam w głowie Nasz Dzień. Ten sam kościół, ta sama sala weselna, tylko miejsce tym razem obok młodych. Aż ciężko uwierzyć, że tyle się od tego czasu wydarzyło. Ciąża, narodziny Synka, budowa i przeprowadzka. Tyle się w naszym życiu pozmieniało. Jesteśmy szczęśliwi i nadal zakochani i oby tego nam nigdy nie zabrakło.




8 września 2015

Kolejne ząbki

Mieliśmy chwilową przerwę w ząbkowaniu. Jednak w ostatnich dniach Synek zrobił się bardzo marudny, płakał kiedy coś nie tak ugryzł. Paluszki lądowały w buzi i wtedy już wiedziałam, że to kolejne zęby. Nie pomyliłam się, bo dziś już jest! Dolna prawa dwójeczka!

Edit (11 września 2015):
Mamy lewą dwójkę! Czy komplecik dwójek z głowy.

7 sierpnia 2015

Kartka z kalendarza - "Ja sam!"

Nie wiem dlaczego nie wpadłam na to wcześniej, by wszystkie nowe osiągnięcia i ważne wydarzenia w życiu Syna wpisać w jakiś cykl. Tak więc dziś robię porządek i zaczynamy cykl "Kartka z kalendarza".


5 czerwca 2015
Synek potrafi już wstać bez podtrzymywania się. Jest coraz bardziej samodzielny i nie pozwala mi na trzymanie Go za rękę, kiedy idziemy. Opędza się od moich rąk niczym od much. Kiedy to moje dziecko tak wyrosło?!

6 czerwca 2015
Nauczył się wchodzić na kanapę. Szkoda tylko, że najpierw nie opanował do perfekcji schodzenia z niej...

Źródło: sualize.us

5 sierpnia 2015

Nowa bryka

Zakupiliśmy nowy pojazd dla Synka. Spacerówka z 3w1 spisywała się dobrze, ale potrzebowaliśmy czegoś mniejszego i lżejszego na wyjazdy i wypady do sklepu. Długo trwało, bo aż od kwietnia, nim wybraliśmy się do sklepu, żeby obejrzeć upatrzone dwa modele - EasyGo Nitro i Euro-Cart Ezzo, ale w końcu się udało. 

Niestety na miejscu okazało się, że nagle wszyscy upodobali sobie Ezzo i w sklepie nie ma już czego oglądać. Na magazynie również, więc zamówienie tez było niemożliwe. Pozostał Nitro, który bardzo nam się spodobał. Dobre wykonanie, ciekawy design, wózek zwrotny i lekki. Jednak Ezzo był bardziej kuszący o tyle, iż jego cena była sporo niższa. Stwierdziliśmy, że skoro to jeden i ten sam producent, to kupujemy Ezzo w ciemno przez internet, najwyżej odeślemy. W domu okazało się, że i to nie jest takie proste, bo wszędzie braki i trzeba czekać na wózek albo konkretny kolor. Ostatecznie znalazłam sprzedawcę z interesującym nas kolorem i wczoraj zamówiłam brykę. 

Dziś po 16-tej kurier dostarczył przesyłkę. Wózek okazał się bardzo dobrym wyborem. Jest porządnie wykonany, ma fajne kółka i hamulec (lepszy niż w dotychczasowej spacerówce), a także spory jak na parasolkę kosz. Materiał z którego wykonany jest wózek jest cieńszy niż w Nitro, ale wiedzieliśmy o tym i w sumie tego oczekiwaliśmy. Parasolka waży 7,9 kg, składa się do niewielkich rozmiarów, prowadzi się dobrze, radzi sobie z różnymi nawierzchniami. Uważam, że za te pieniądze to naprawdę dobry wybór.




3 sierpnia 2015

Gardłowa sprawa

Najpierw pięć dni na antybiotyku byłam ja, teraz padło na Naszą Pociechę. Zaczęło się podwyższoną temperaturą w nocy z soboty na niedzielę. Rano temperatura spadła, w miejscu ukąszenia z soboty pojawił się czerwony plac i myśleliśmy, że to on jest winowajcą nocnego stanu podgorączkowego. Niestety był zwykły zbieg okoliczności, w południe temperatura wróciła, a Synek zrobił się bardzo marudny. Podaliśmy syrop i dalej myśleliśmy, że to kwestia ukąszenia. Synek spał bite 2,5 godziny, co zwykle się nie zdarza. Po przebudzeniu zaczął mieć gęsią skórkę na całym ciele, jakby dreszcze, był chłodny, ale generalnie uśmiechnięty. Zjadł z apetytem obiad, ale zmartwiły mnie siniejące usta i skóra pod noskiem. Zdecydowaliśmy się jechać na pomoc świąteczną, bo mamy chwilę drogi od domu. Na miejscu samopoczucie znacznie się popsuło, a temperatura wzrosła. Synek wręcz parzył, dostał wypieków, widać już było, że coś mu dolega.


Źródło: www.tumblr.com


Lekarz obejrzał, zbadał, wysłuchał i stwierdził brzydkie gardło. Przepisał antybiotyk, niestety. Może gdyby nie fakt, że ja dopiero wybrałam swój, to był oponowała. Jednak ewidentnie Synek zaraził się ode mnie. Ja też w ostatniej chwili uniknęłam anginy, bo gardło było fatalne, a ból nie do zniesienia. Wróciliśmy do domu, podaliśmy Amotaks i mały padł natychmiast. Później temperatura skakała nawet do 39,6 st. Podawaliśmy na przemian ibum z paracetamolem i jakoś przetrwaliśmy do porannej, drugiej dawki antybiotyku. Teraz jest już znaczna poprawa, choć temperatura nadal skacze i podaję syrop. Na szczęście apetyt jest, choć mniejszy niż zwykle, ale ważne, że je podstawowe posiłki i przynajmniej tym nie musimy się martwić.  Przyznam, że trochę wczoraj panikowaliśmy, to pierwsza gorączka u Synka i nie do końca wiedzieliśmy co robić. W sumie do tej pory nie był chory, tylko raz dopadło go przeziębienie i skończyło się na inhalacjach Mucosolvanem, wapnie i witaminie C. Cieszyliśmy się, że uchował się przez 13 miesięcy przed antybiotykiem i pewnie gdyby nie zaraził się ode mnie, to nadal trwałaby ta dobra passa.


A Wasze dzieci często chorują? Udaje się wyleczyć domowymi sposobami, czy musieliście sięgnąć po mocniejsze leki?

29 lipca 2015

Matka beznadziejna

Mój roczny macierzyński dobiegł końca. Z racji, iż moja umowa o pracę zakończyła się z dniem porodu, jeszcze w ciąży myślałam co dalej. Działalność gospodarcza, to był mój plan na przyszłość. Był pomysł, były fundusze, ale postanowiłam, że po macierzyńskim pójdę zarejestrować się w PUP i spróbuję z dofinansowaniem na założenie działalności gospodarczej. Skoro wnioski przyjmują, a mi przysługuje jeszcze pół roku zasiłku, to mogę chwilę poczekać. Dodatkowe pieniądze nie zaszkodzą, dlaczego nie skorzystać.

Zarejestrowałam się przez internet, wyznaczono mi termin wizyty dokończenia rejestracji, wszystko pięknie, poszło sprawnie. Tydzień później miałam pojawić się na podpisanie listy i rozmowę z doradcą. Podczas rejestracji Pani poinformowała mnie, że zostanie przeprowadzona ze mną rozmowa i jakiś krótki test, żeby ocenić moją sytuację. Myślę sobie, okej, no jakieś tam swoje sposoby mają, ważne, że robią cokolwiek. Tydzień później pojawiłam się ponownie, odczekałam swoje i weszłam do pokoju. Pani zza biurka poprosiła o dowód, dała do podpisania papier dot. jakiegoś profilowania (wtedy nie miałam pojęcia co to) i niemożliwości odwołania się od ustalonego dla mnie profilu. Warto podkreślić, że jeśli bezrobotny nie wyrazi zgody na profilowanie, to traci status bezrobotnego.

Podpisałam i Pani przeszła do zadawania pytań. Szczerze powiedziawszy myślałam, że to będzie jakiś test pisemny. Tymczasem ja siedziałam, a ona zaczęła zadawać pytania. Niektórymi byłam troszkę zaskoczona. Nie było żadnych odpowiedzi do wyboru, więc w sumie co to za test. Pomyślałam, że to coś na wzór dalszej rejestracji. W końcu nikt mi nie wyjaśnił na czym to polega, czym jest to profilowanie, jakie są profile itd. Jak się później sama dowiedziałam, odpowiedzi są i urzędniczka coś tam zaznaczała sobie w systemie. Pamiętam jeszcze jak mi zwróciła uwagę, że nie patrzę na nią, tylko próbuję zerkać na ekran monitora, co w sumie nie było dziwne, bo monitor był przede mną postawiony bokiem. Po tej uwadze poczułam się trochę jak w szkole... Ale przejdźmy do pytań. Jak już wspomniałam niektóre mnie zaskoczyły i czasami nie wiedziałam co odpowiedzieć.

- Czy uważa Pani, że posiadane umiejętności zawodowe są przydatne na rynku pracy?
(Ja) - Tak
- Czy mieszka Pani w Mieście?
(Ja) - Tak
- Czy korzysta Pani z transportu publicznego, czy może własnego?
(Ja) - Własnego
- Czy poszukuje Pani pracy samodzielnie
(Ja) - Tak. Jednak chciałabym otworzyć własną działalność i m.in. złożyć wniosek o dofinansowanie.
- Ta ankieta nie dotyczy tego. W jaki sposób poszukuje Pani pracy?
(Ja) - Poprzez ogłoszenia, internet.
- Czy w przeciągu ostatniego miesiąca przygotowywała Pani CV lub list motywacyjny?
(Ja) - Tak, pisałam CV.
- Co utrudnia Pani podjęcie pracy?
(Ja) - ... Obecnie zajmuje się rocznym dzieckiem i muszę znaleźć dla niego opiekę.
- Co jest powodem Pani rejestracji w urzędzie?
(Ja) - Skończył się mój macierzyński, nie jestem nigdzie zatrudniona...
Tutaj przyznaję z początku nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo prawdę powiedziawszy nie wierzę w znalezienie mi pracy przez tę instytucję i w sumie gdyby nie to dofinansowanie to bym się nie rejestrowała. Ach no i stwierdziłam, że skoro zasiłek mi się należy to wykorzystam i niech płacą. Tylko jakoś zupełnie niemyśląca byłam tego dnia. Z gorączką i bólem gardła utrudniającym mówienie i przełykanie, wcale mi się tam nie chciało jechać, a wracając miałam dopiero wizytę u lekarza Pani chyba wyczuła co jest i rzuciła.
- To co z powodu ubezpieczenia?
(Ja) Pewnie w jakimś stopniu też...
- A czy zarejestrowałaby się Pani gdyby miała ubezpieczenie?
(Ja) No i tutaj dałam się wprowadzić w maliny i odpowiedziałam - Pewnie nie.
- Co jest Pani w stanie zrobić na zwiększenie swoich szans na znalezienie pracy?
(Ja) - Może jakieś kursy, szkolenia.
- Czy podjęłaby Pani pracę za minimalne wynagrodzenie?
(Ja) - Tak.
- Ale mowa tu o takiej minimalnej stawce, czy zdecydowałaby się Pani?
(Ja) - Tak, jeśli inne warunki by mi odpowiadały to tak.
- Jak często może się Pani kontaktować z UP?
(Ja) Raz w miesiącu?
Myślę sobie "kurde, nie wiem, to ja mam decydować?"
- W jaki sposób może się Pani kontaktować z UP, pracodawcami?
(Ja) - Telefonicznie, mailowo...
- Od kiedy może Pani podjąć pracę?
(Ja) Na chwilę obecną zajmuję się dzieckiem, więc od momentu jak znajdę opiekę, to mogę podjąć pracę.
- No ale od kiedy? Nie od zaraz?
(Ja) - No pewnie nie od zaraz, bo z dnia na dzień opieki mogę nie znaleźć.
- Uzyskała Pani profil III, więc z takim profilem, to o dofinansowanie działalności starać się Pani nie może.
(Ja) - A jakoś ten profil może ulec zmianie?
Przyznam, że byłam zaskoczona, że to już, że takie pytania, a komentarz Pani zza biurka zwaliłby mnie z nóg, gdybym nie siedziała.
- No nie, bo to system ustala, tak Pani wyszło na podstawie testu.

Oczywiście później czytając o ustawie dowiedziałam się, że test przeprowadza się ponownie jeśli zmieni się sytuacja. Tylko co z tego, że tak mówi ustawa, skoro urząd robi swoje i profilów ponoć zmieniać nie chce, bo niby nie ma dowodów, ze sytuacja się zmieniła. Czyli działa niezgodnie z prawem,

Zszokowana całą zaistniałą sytuacją zapytałam jeszcze Pani zza biurka co teraz, czy będą w takim razie się ze mną kontaktowali i proponowali coś? Przedstawiali jakieś oferty? Na co Pani odpowiedziała, ze ogłoszenia są na stronie. To akurat wiem, ale mnie chodziło o jakieś indywidualnie dopasowane. Z tego co wiem, to do tej pory wzywali bezrobotnych i proponowali im jakieś oferty. Pani popatrzyła na mnie dziwnie i powtórzyła tylko, że ogłoszenia są na stronie. Nie miałam siły rozmawiać już z nią i stwierdziłam, że to i tak sensu nie ma, bo Pani zza biurka ma zaprogramowane "ogłoszenia na stronie".

Cały kwestionariusz pytań znajdziecie TUTAJ, a pula odpowiedzi na pytania jest TUTAJ (Źródło: panoptykon.org). Oczywiście ja ani pytań, ani tym bardziej odpowiedzi do wyboru nie widziałam. Zadawano mi pytania i czekano co powiem. Nawet nie wiem co ta Pani tam zaznaczyła, bo zostałam "skarcona", że zerkam na ekran.

Tym sposobem po około godzinie czekania na wejście do pokoju i 10 minutach w ów pokoju, wyszłam dowiedziawszy się, że jestem matką beznadziejną. Jestem bezrobotnym najgorszej grupy, beznadziejnym przypadkiem, któremu pomoc się już nie należy żadna. Trafiłam do grupy osób zagrożonych wykluczeniem społecznym lub niezainteresowanych pracą. Nie zostanę skierowana na żadne staże, szkolenia, nie dostanę dofinansowania itp. Podobno w przeciągu 60 dni ma zostać przygotowany dla mnie Indywidualny Program Działania. Tylko, że dowiedziałam się o tym z Internetu, bo w PUP słowem nie napomknęli.

Wczoraj jak już poczułam się lepiej pod trzech dawkach antybiotyku, spadła gorączka i ból odpuścił, to dotarło do mnie to wszystko. Jestem wściekła. Trochę wściekła na siebie, bo może gdybym bardziej się skupiła, to nie dałabym się tak wpakować. Może wyczułabym o co chodzi. Choć z drugiej strony przeglądając Internet widzę, że moim głównym problemem i przyczyną, że znalazłam się w tej "grupie odrzuconych" jest fakt bycia matką.  Posiadam dziecko i póki nie mam pracy, to się nim zajmuję w domu, czyli w sumie siedzę i bąki zbijam. No i niestety przez to dziecko moje nie jestem dyspozycyjna i nie mogę iść do pracy na zawołanie. Opcja działalności i pracy w domu, gdzie dziecko nie byłoby problemem nie wchodzi w grę, bo system takiego czegoś nie przewiduje i profil ustala na innych zasadach.

Żyję w kraju prorodzinnym, rodzę dziecko i okazuje się, że jestem marginesem społeczeństwa. Osobą wykluczoną społecznie, do niczego się nie nadającą, nawet do tego by wsparł mnie Urząd Pracy. Państwo oferuje mi żłobek, ale muszę pracować... a żeby pracować muszę mieć dziecko w żłobku, bo inaczej nie jestem "od ręki". Śmieszne. Na chwilę obecną mam ochotę iść się wyrejestrować, bo jakoś wewnętrznie mnie to gryzie. Jakiś system nie będzie decydował jakim jestem człowiekiem. Tak jak pisałam, nigdy nie wierzyłam, że UP może pomóc bezrobotnemu, ale nie sądziłam, że może mu jeszcze zaszkodzić. Dla mnie ta instytucja nie powinna w ogóle istnieć. Dofinansowania to żadna ich zasługa, a robią łaskę, że cokolwiek dadzą. 

Czy ja coś wskóram w PUP nie wiem, ale może inna mama przeczyta to nim pójdzie do urzędu i odpowie na pytania, tak by zostać przydzieloną do innego profilu. Choć nie mam pojęcia jak należy na nie odpowiadać, by znaleźć się np. w profilu II (ten ma możliwość starania się dofinansowanie). W końcu szukam pracy sama, wysyłam cv, chcę nawet założyć własną firmę, mam wykształcenie, mam doświadczenie zawodowe, a jednak jest ze mną źle.

Swoją drogą to ta cała sytuacja idealnie pasuje do tej afery dot. kampanii społecznej Fundacji Mama i Tata - "Nie odkładaj macierzyństwa na potem" (SPOT). Ja zdążyłam być matką... i zostałam wykluczona społecznie. 

14 lipca 2015

Chodzę!

W środę wieczorem pojechaliśmy po buty. Synek zaczął koślawić miękkiego bucika podczas chodzenia przy drzewach, stołach, meblach itp. Nie było na co czekać. Po domu może chodzić boso, ale na spacerach i po ogrodzie boso nie da rady, a przecież nie będę mu zabraniała stawania na nogi. 

Jak buty kupiliśmy, tak dziecko nasze stwierdziło, że teraz można szaleć na całego.

I? 

W sobotę postawił pierwsze samodzielne kroki. Bez żadnego podpierania, podtrzymywania. Po prostu puścił się krzesła na którym siedziałam i przeszedł pokój do kanapy, gdzie siedział mąż. Nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom. Pierwszy raz i tyle kroków! Potraktowałam, to jako prezent imieninowy od Syna.


Źródło: internet


Synkowi tak się spodobało chodzenie, że od tamtej pory dzielnie ćwiczy każdego dnia. Dziś puszcza się i chodzi prawie cały czas. Nawet jak Go wołam to nie idzie przy ścianie czy na czworaka, ale na nóżkach. Czasem są to dwa-trzy kroczki, a czasem kilkanaście. Wszystko zależy ile obrotów wykona. Jak jest skupiony, to idzie super, ale jak zacznie się obracać, rozglądać, to w końcu nie daje rady. Generalnie równowagę łapie super, ale czasem już chyba nie ma siły, albo nie daje rady. 

Przyznam, że nie wiem ile zajmuje dziecku taka nauka chodzenia, ale coś czuję, że będzie jak z pozostałymi umiejętnościami i za tydzień czy dwa będzie już ładnie chodził. Póki co jest radość. Rodzice, dziadkowie, ciocie i wujkowie nie mogą się napatrzeć. Jednak największą radość ma sam Antoś. Ten uśmiech kiedy idzie. Oczywiście później sam sobie bije brawo i czeka, aż my zrobimy to samo. 


A Wasze dzieci kiedy zaczęły stawiać samodzielne kroki?

13 lipca 2015

Zestaw z podgrzewaczem od Canpol babies - recenzja

W majowej edycji Blogosfery udało nam się zgarnąć jeden z zestawów do testowania. Szczególnie ciekawa byłam podgrzewacza, bo takowego nie miałam. Zawsze byłam zdania, że jest to zbędny wydatek, ale wiele mam polecało. Uznałam, że testy będą okazją na sprawdzenie ile prawdy jest w opiniach innych mam. 

W zestawie z podgrzewaczem była również butelka Haberman, ale jej jako tako przetestować nie mogliśmy w sumie, bowiem smoczek jest dla dzieci do 6. miesiąca życia. Jak wiadomo mój synek skończył już rok i problemy brzuszkowe dawno nas nie dotyczą. Oczywiście sprawdziłam buteleczkę "na sucho", bo byłam jej bardzo ciekawa. Sam design jest naprawdę ciekawy, nie wspominając o prześlicznym kolorze. Butelka już na pierwszy rzut oka znacznie różni się od innych dostępnych na rynku. 





Jak zapewnia producent:
W przeciwieństwie do innych butelek, w butelce Haberman smoczek tworzy odrębną komorę, która pozostaje szczelnie wypełniona pokarmem przez cały czas w trakcie karmienia. Powietrze zostaje wypchnięte do butelki, nie miesza się z pokarmem, który dziecko pobiera ze smoczka. Dzięki temu dziecko nie połyka powietrza.



Faktycznie niezależnie od kąta nachylenia butelki smoczek tworzy odrębną komorę i jest pełen pokarmu, a powietrze nie dostaje się do smoczka. Plusem dla wielu rodziców będzie na pewno fakt, że mamy tu jeden smoczek dla przedziału 0-6 miesięcy. Nie musimy kombinować i ciągle zmieniać smoczków. Dla mnie na pewno będzie to ułatwienie, jak już będę mogła wykorzystać butelkę (mam nadzieję przy drugim dziecku). Sam montaż butelki też nie jest trudny, choć ilość elementów może z początku przerażać. Umycie butelki po mleczku również nie było problemem, ale ja myję na bieżąco, więc opinie innych mam mogą być różne. 




Źródło: www.canpolbabies.com



Teraz pora na produkt który był moim głównym celem, czyli podgrzewacz elektryczny. Oczywiście nadal uważam, że bez tego produktu można się obyć, ale faktycznie potrafi ułatwić życie. Podgrzewacz Canpol bardzo szybko podgrzewa wodę na mleko i to mnie chyba trochę przekonało. Kiedyś u znajomej czekałam i czekałam, i się nie doczekałam, bo Synek wpadł w szał i podgrzewałam w czajniku. Tutaj na szczęście idzie sprawnie. Dużym plusem jest fakt, iż do podgrzewacza pasują różne butelki , zarówno wąskie jak i szerokie. Jedno pokrętło do sterowania temperaturą sprawia, że urządzenie jest bardzo intuicyjne w obsłudze. Poza płynną regulacją temperatury podgrzewania, mamy też funkcję podtrzymania stałej temperatury pokarmu. 






Podgrzewacz nadaje się do zamrożonych pokarmów. Trwa to oczywiście troszkę dłużej, ale samą opcję uważam za przydatną. Fajnym dodatkiem jest pojemniczek z pokrywką, w którym możemy podgrzewać gęste pokarmy tj. deserek czy obiad. Według mnie to jest strzał w 10! Nie musimy się bawić w garnuszki czy mikrofalówki. Wszystko mamy w jednym urządzeniu.





Reasumując jestem bardzo zadowolona przetestowanych produktów. Stwierdzam, że faktycznie podgrzewacz może być przydatnym urządzeniem w całej wyprawce. Nam na pewno posłuży jeszcze długo.


6 lipca 2015

W skrócie

Od tygodnia mieszkamy u siebie. W ostatnią sobotę czerwca bawiliśmy się na weselu, a w niedzielę przewoziliśmy ostatnie meble. Noc z niedzieli na poniedziałek spędziliśmy już w nowym domu. Cały ten tydzień próbowaliśmy się ogarnąć. Sprzątanie, porządkowanie, układanie, wycieranie, meblowanie, skręcanie, ustawianie... i tak w kółko. Teraz już mniej więcej się odnaleźliśmy. Wszystko ma swoje miejsce, choć kilku mebli jeszcze brakuje. Zostały ostatnie dwa pudełka, ale to drobnica i robota na 15 minut, ale tak naprawdę zwyczajnie mi się nie chce. W międzyczasie wyprawiliśmy pierwsze urodziny Synka. Było cudownie, ale o tym innym razem. Póki co próbujemy wrócić do codziennego rytmu.

Źródło: www.tumblr.com


26 czerwca 2015

Jak kiedyś

Prawie jak kiedyś...
Ja, muzyka w radio, światła latarń i dźwięk silnika... 
Prawie, bo teraz jeszcze On na tylnym siedzeniu w foteliku.


Źródło: www.deviantart.com




23 czerwca 2015

Tata

Mój mąż obchodził dziś swój pierwszy Dzień Ojca. Chciałam, żeby był wyjątkowy, więc po obiedzie wyruszyliśmy z Synkiem do sklepu po farby i papier. Trochę wspólnej pracy, trochę zabawy i powstała jedyna w swoim rodzaju laurka dla najlepszego Taty na świecie.




16 czerwca 2015

Niedzielnie u rodzinki

Długie weekendy, wyjazdy, leniuchowanie... My długiego weekendu nie mieliśmy, ale podobnie jak Boże Ciało, tak i niedzielę wykorzystaliśmy w pełni. Postanowiliśmy wybrać się do Częstochowy do rodzinki, a przy okazji zajść na Jasną Górę. Ponieważ był to dzień upalny, to jedyni na Mszę się załapaliśmy i krótki spacer. W sumie głównym celem wyprawy było spotkanie z rodziną i dziewczynkami. Antoś miał radochę, bo cały dzień spędził na świeżym powietrzu pośród drzew i pól. Czworakował w różnorodnych warunkach, od trawnika, przez las, piach, łąkę, po chodnik. Był zachwycony! Chodził przy stole, ławkach, krzesłach i wózku. Za jednak razem czworakując przepchnął wózek przez 8 metrów po łące. Pewnie pchałby dalej, gdybym nie zablokowała. Po całym dniu był brudny i zmęczony. Wieczorem padł szybko mimo iż w drodze powrotnej spał. 










15 czerwca 2015

Macierzyństwo o czasie

Internet wrze. Od kiedy ruszyła kampania społeczna Fundacji Mama i Tata - "Nie odkładaj macierzyństwa na potem", komentarze na jej temat nie mają końca. Spot telewizyjny wywołał burzę. W sieci powstały tysiące memów, wchodząc na Facebooka nie ma dnia by ktoś nie udostępniał czegokolwiek związanego z kampanią. Przeciwne są nie tylko osoby bezdzietne, ale również matki. Kiedy sama zobaczyłam spot, zrozumiałam o co cała afera. 

Źródło: www.mamaitata.org.pl


Fundacja Mama i Tata chciała tą kampanią:

  • przedstawić macierzyństwo jako szczególną wartość. Nie jako obowiązek czy opresję, ale naturalne pragnienie wielu kobiet, które współczesny świat mocno ogranicza.
  • osadzić antykoncepcję hormonalną w kontekście w jakim rzadko pojawia się w dyskursie publicznym. Nie jako źródło wolności, ale jako narzędzie opresji wobec pragnienia bycia mamą.
  • wywołać debatę na temat macierzyństwa jako coraz trudniej dostępnego dobra społecznego i niezaspokojonego pragnienia wielu współczesnych kobiet.
  • wzbudzić refleksję nad rozbudzanymi przez konsumpcyjny styl życia aspiracjami, wśród których coraz częściej synonimem sukcesu osobistego jest pozycja zawodowa, zamożność, samorealizacja zaś macierzyństwo bywa postrzegane jako przymusowa przerwa w dążeniu do owych celów. (źródło: www.mamaitata.org.pl)

Wywołać debatę na pewno im się udało, bez wątpienia. O antykoncepcji nie dostrzegłam niczego. Cała reszta została trochę wypaczona i dlatego kampania jest odbierana tak negatywnie. Po pierwsze została skierowana chyba do jednej grupy społecznej. Ludzi naprawdę bogatych, którzy gdyby tylko chcieli to dziecko mogliby mieć. Widocznie nie chcieli, a tutaj próbujemy wzbudzić w nich jakieś chore poczucie winy. Dlaczego z góry zakładamy, że dziecka pragnie każdy. Są ludzie którzy realizują się w robieniu kariery, są ta którzy stawiają na rodzinę, a są też tacy, którzy potrafią połączyć jedno i drugie. Skoro oni dali radę, to znaczy, że można i jest to kwestia chęci. 

Z drugiej strony spot może być krzywdzący dla przeciętnego obywatela, który niekoniecznie ma dobrą pracę, umowę czy warunki mieszkaniowe, które pozwalają mu na posiadanie dziecka. W tej kampanii albo zapomina się o tej grupie społecznej (chyba jednak najliczniejszej w naszym kraju), albo traktuje się jej obawy jak bezpodstawne, zmyślone. Okej, nie wszystko można mieć od razu i trzeba sobie ustalić jakieś priorytety. Nie musimy mieć pełnego konta, wielkiego domu i drogiego auta, żeby dziecko posiadać. Jednak jakieś minimum jest potrzebne i chyba każdy świadomy (przyszły) rodzic zdaje sobie z tego sprawę. Przecież chcemy zapewnić coś temu dziecku, a nie martwić się czy nie będziemy musieli się tułać po rodzinie, bo żadne z rodziców nie ma w miarę stabilnego źródła dochodu. Jak ma czuć się kobieta czy mężczyzna dla których najważniejszym celem w życiu jest ta mała istota do kochania, ale nie mają stałej pracy, siedzą w ciasnym pokoju u rodziców, gdzie z ciasnoty również atmosfera nie jest ciekawa? Oglądanie czegoś takiego może działać na nich frustrująco, bo przecież nie chcą odkładać macierzyństwa, ale nie mają wyboru.

Sama nie chciałam odkładać macierzyństwa w nieskończoność, ale żeby dziecko miało w miarę spokojne dzieciństwo, musieliśmy pewne rzeczy poukładać nim rozpoczęliśmy starania. Nigdy nie ma idealnego momentu na taką decyzję, zawsze znajdą się jakieś argumenty na "nie teraz". Ważne by to jakoś wypośrodkować.

Jeszcze jedną rzeczą, która mnie razi w owej kampanii jest fakt, że mówimy tylko o kobiecie. Dlaczego mówimy w liczbie pojedynczej?

JA - "Zdążyłam zrobić specjalizację i karierę"
JA - "Zdążyłam być w Tokio i w Paryżu"
JA - "Zdążyłam kupić mieszkanie i wyremontować dom"
JA - "Nie zdążyłam zostać mamą"
JA - "Żałuję"

Czy czasem do posiadania dziecka nie potrzeba dwojga? Czy zamiast JA nie powinno być MY? Czy tylko od kobiety zależy czy para będzie posiadała potomka? Czy tylko kobieta robi karierę, podróżuje? Czy tylko kobieta może mieć problem? Chyba o czymś, a raczej o kimś, tu zapomniano. Zapomniano też, że to częściej mężczyźni odkładają powiększenie rodziny, to częściej oni chcą najpierw się wyszaleć, podróżować, mieć super auto. Czy to nie od kobiet zwykle słyszymy, że one to by chciały, ale mąż/partner...? Tymczasem kobieta w spocie zrobiła wszystko SAMA i została SAMA. Taka moja refleksja na koniec po obejrzeniu spotu. 


Dwójka!

Najpierw była zębowa cisza, a teraz ząbki wyskakują jeden za drugim, niczym grzyby po deszczu. Jako piąty ząbek wyszła prawa górna dwójka. Niebawem dołączy lewa dwójeczka, a póki co Antoś chwali się swoimi nowymi okazami i rozsyła uśmiechy na prawo i lewo. Oczywiście, żeby nie było zbyt pięknie, to nadal cierpimy. Dziąsła są napuchnięte, czasem wręcz przekrwione, i bolą. Z jednej strony Synek chciałby gryźć, z drugiej odczuwa ból i płacze. Najlepsza są teraz gotowane warzywa i np. banany. 

12 czerwca 2015

Upały

W takie upalne dni jak dziś siedzimy w domu. Osobiście kiepsko znoszę temperatury od 30 stopni w górę i mój Syn chyba też. Rano raczej trudno nam się wygramolić z domu. Nim wstaniemy, zjemy śniadanie, a mnie uda się wziąć prysznic, to jest już po 10-tej i zbliża się pora drzemki. Później obiad i zabawa i tak mamy okolice 15-tej. Jak jest chłodniej to idziemy na spacer, ale obecnie nie ma to sensu. Więcej się umęczymy niż odpoczniemy. Dlatego ze spacerem czekam przynajmniej do 16/17-tej. Słońce nie jest już takie intensywne, robi się przyjemniej i dużo łatwiej spacerować między blokami. Przy okazji spacerów załatwiamy też małe zakupy.

Po przeprowadzce nie będziemy zmuszeni do spędzania w domu większości dnia, bo pod ręką będzie ogród. Tam nie będzie osiedlowego skwaru przed którym teraz chowamy się w czterech ścianach. Mały będzie miał gdzie się pobawić w cieniu, a i mama skorzysta na pewno.



A jak Wy radzicie sobie w takie upalne dni?


Źródło: www.tumblr.com


11 czerwca 2015

11 miesięcy

Długość ciała: 82 cm
Waga: 10,600 g
Ubranka: rozmiar 80/86
Zęby: dwie dolne jedynki (górne jedynki prawie na wylocie)
Umiejętności: czworakowanie, chodzenie przy meblach, potrafi samodzielne stanąć przez kilka sekund, wspinanie się na meble, wkładanie do sortera klocków o odpowiednich kształtach, ustawianie zabawek na szafkach, zbieranie zabawek/klocków i wkładanie do pudła/sortera, bez problemów samodzielnie zjada stałe posiłki, przerzucił się na jedną drzemkę.

Antoś w tym miesiącu zaczął czworakować i teraz bardzo rzadko już się czołga. Przy meblach chodzi już bardzo szybko i potrafi ustać kilka sekund bez trzymania. Stoi już bardzo stabilnie i prosto. Musieliśmy też zacząć jeździć wózkiem w pasach, bo Synek zaczął wstawać i stało się to niebezpieczne.

Już jakiś czas temu wrzucał klocuszki do sortera, ale nie zawsze w odpowiednim kształcie. Teraz potrafi już dopasować kształt i wychodzi mu to coraz częściej. Na dzień dziecka dostał fajne klocki też na zasadzie kształtów i na nich też ćwiczy. Rozczula mnie za każdym razem, jak zbiera zabawki i wrzuca je do pudła albo garnuszka czy wywrotki. Mój mały pracuś.

Z jedzeniem nie mamy problemów. Mleko z butelki Antoś pije dwa razy dziennie - rano po przebudzeniu między 5:00 a 7:00, po czym dalej idzie spać, a drugi raz około 16-tej. Na drugie śniadanie podaję różne rzeczy. Czasem jest to kanapka z Bieluchem, placuszki, czasem jajecznica i chlebek do tego. Gotuję też mannę/kleik/owsiankę/płatki jaglane i dodaję owoce. Obiad i śniadania, jeśli nie muszą być podane łyżeczką, to zjada je samodzielnie rączkami. Ja w tym czasie mogę zjeść swój posiłek lub zająć się czymś innym. Nasz plan dnia wygląda mniej więcej tak:

5:00-6:00 - 180 ml mleka i dalej idzie spać
8:00-9:00 - pobudka
9:00-10:00 - drugie śniadanie
11:00-13:00 - drzemka (1-2 godziny)
13:00 - obiad
16:00 - 180 ml mleka
19:00-20:00 kąpiel i 180 ml kaszki na kolację

Między posiłkami zjadamy różne owoce, chrupki kukurydziane, czasem biszkopta. Z wieczornym zasypianiem jest bardzo różnie. Czasem Antoś zaśnie już po 20-tej, a czasem dopiero po 22.




10 czerwca 2015

Górne jedynki

Tygodnie oczekiwań i wreszcie są! 

Dziś światło dzienne ujrzały górne jedynki. Ostatnie niespokojne noce i dni dały nam solidnie w kość. Każdego dnia sprawdzałam czy to nie już. Od jakiś czterech miesięcy było je dokładnie widać przez dziąsła, a nie chciały się przebić. Męczyły i Antka i nas. Czekaliśmy na nie jak na zbawienie z nadzieję, że gdy już wyjdą, to odsapniemy. Niestety to chyba złudne nadzieje, bo w kolejce czekają górne dwójki. Ciekawe jak długo one będą się wyrzynać. Niby są tuż tuż, ale z jedynkami było identycznie...


Źródło: internet


9 czerwca 2015

StarDrive Poland 2015

W dniach 4-7 czerwca 2015 roku odbył się w Łodzi XIV Zlot Zabytkowych Mercedesów, a ponieważ mąż uznaje tylko "gwiazdę", to nie mogło nas tam zabraknąć. 

Źródło: polska.mercedes-benz-clubs.com


W czwartek wybraliśmy się więc do Manufaktury pooglądać te cudeńka. Naprawdę było warto, bo spotkać takie egzemplarze w jednym miejscu, to prawdziwa gratka nie tylko dal fanów. Poniżej krótka relacja fotograficzna z tego wydarzenia.