28 stycznia 2015

Zawiodłam

Wczoraj po raz pierwszy w życiu naprawdę poczułam, że zawiodłam. Zawiodłam samą siebie, ale przede wszystkim zawiodłam moje dziecko. Czuję się okropnie. Ta bezsilność i myśl, że mogłam bardziej się starać nie dają mi spokoju.

Źródło: www.tumblr.com


26 stycznia 2015

Dzień Babci i Dziadka

Wczorajsza niedziela upłynęła nam na składaniu życzeń babciom i prababciom. W południe wybraliśmy się z krótką wizytą do mojej babci, a prababci synka, i podarowaliśmy jej ramkę ze zdjęciem naszego prawie siedmiomiesięcznego Szkraba. Oczywiście babcia była bardzo szczęśliwa. Prawie całą wizytę trzymała swojego prawnuczka na kolanach, a ten nawet się nie wiercił, tylko ochoczo rozmawiał i się uśmiechał. 

Na obiad pojechaliśmy do babci i dziadka, moich rodziców, i z okazji ich pierwszego święta podarowaliśmy kalendarz ze zdjęciami wnuka. Ach, ile było oglądania! To był w 100% trafiony prezent. Drudzy dziadkowie dostali dużą ramkę ze zdjęciami, ale ponieważ mieszkają bliżej, to ich odwiedziliśmy w tygodniu. Pozostałe prababcie również dostały po ramce ze zdjęciem.


Źródło: www.pinterest.com


Niestety po obiedzie synek zrobił się bardzo marudny. Krzyczał i płakał na przemian. Nie chciał spać, nie chciał się bawić, nie chciał nawet być noszony, choć bardzo rzadko to robimy. Wszystko było na nie, a wrzaski coraz to głośniejsze. Wreszcie udało mi się niemalże siłą go uśpić. Wstał w odrobinę lepszym humorze, ale dopiero po jakimś czasie złości odpuściły zupełnie i wieczór był już spokojny.

Po powrocie do domu, kolacji i kąpieli, odnalazłam przyczynę niedzielnej histerii. Otóż mym oczom ukazała biała kropeczka na dolnym dziąśle. Wygląda na ząbka. Może teraz będzie kilka nocy spokoju i uda nam się porządnie wyspać. Już dziś pobudki były tylko dwie.


23 stycznia 2015

Powrót do formy po ciąży (cz. 2)

Po trzech tygodniach ćwiczeń dojrzałam do tego, by troszkę zmodyfikować swój plan. Moja kondycja jest już odrobinę lepsza i radzę sobie z ćwiczeniami. W związku z tym przeszłam z dwóch zestawów dziennie do czterech. Zrezygnowałam na razie z cardio, dla mnie za dużo skakania, i postaram się w wolnych chwilach robić przysiady, ale to już tak dodatkowo. Tym sposobem teraz tydzień ćwiczeń wygląda następująco.

Poniedziałek:
8 minutowy trening ABS
10 minutowy trening pośladków
10 minutowy trening klatki piersiowej i pleców
10 minutowy trening ramion

Środa:
8 minutowy trening ABS
10 minutowy trening nóg
10 minutowy trening pośladków
10 minutowy trening ramion

Czwartek:
10 minutowy trening brzucha
10 minutowy trening nóg
10 minutowy trening pośladków

Piątek:
8 minutowy trening ABS
10 minutowy trening pośladków
10 minutowy trening klatki piersiowej i pleców
10 minutowy trening ramion


Źródło: www.tumblr.com


22 stycznia 2015

Perfekcyjna

W niedzielę mieliśmy gości. Odwiedzili nas znajomi ze swoją ośmiomiesięczną córeczką. Oczywiście było miło. Dzieci się trochę "pozaczepiały", bo zabawą jeszcze tego nazwać nie można, a my porozmawialiśmy. Spotkanie jak zawsze, poza dziećmi to wiele się nie zmieniło. Przynajmniej tak mi się wydawało.




Źródło: www.tumblr.com


Tymczasem wieczorem dostałam wiadomość od owej znajomej. Napisała, że jestem dla niej wzorem, bo mam wszystko ładnie poukładane i posprzątane, mimo, że mamy tylko kawalerkę, to tak przytulnie u nas. Podczas gdy ona wróciła i ujrzała armagedon, maja trzy pokoje i nie mogą ogarnąć się ze wszystkim. Aż mi się głupio zrobiło, bo nie robię nic więcej ponad to co robiłam przed pojawieniem się dziecka.

Dziś dowiedziałam się, że ta niedzielna wizyta podziałała na znajomą dopingująco i jak to określiła: "Zmobilizowałaś mnie swoim perfekcjonizmem do większej dbałości o porządek i teraz mieszkanie już nie straszy". Tym sposobem otrzymałam miano perfekcyjnej pani domu.

Doprawdy nie wiem jakim cudem. Mieszkamy w małej, wynajmowanej kawalerce, gdzie miejsca na wszystko za mało, szafek kuchennych tyle co kot napłakał, żadnej porządnej szafy. Upychamy gdzie się da, dosłownie, pod łóżkiem, na szafkach i szafie. Czasami sama się zastanawiam, jak my to pomieściliśmy. A porządki? Na bieżąco, bo tylko tak można funkcjonować na małej powierzchni. Wystarczy, że nie uprzątnie się jednego a zacznie drugie i już w kuchni nie ma gdzie palca wcisnąć. Może to właśnie kwestia tej presji, że trzeba sprzątnąć na bieżąco? Może to jak z czasem, im go mniej tym lepiej potrafimy się zorganizować?

Tak czy siak, miła jest świadomość, iż zmotywowało się kogoś do zmiany. 


21 stycznia 2015

Zabawkowe hity (0-6 miesięcy)

Postanowiłam podzielić się z Wami listą zabawek, które szczególnie przypadły do gustu naszemu Synkowi w Jego pierwszych sześciu miesiącach życia. Jak to z zabawkami bywa, każda z nich okres swojej świetności ma w trochę innym momencie, ale po te przedstawione poniżej Antoś w dalszym ciągu sięga najchętniej.

Materiałowe, pluszowe, szeleszczące z odstającymi metkami... Takie zabawki spodobają się chyba każdemu dziecku. Różnorodność w dotyku zachęca do poznawania tego co nowe. Szeleszczące, dzwoniące i piszczące elementy wprawiają w zaciekawienie. Pierwszą tego typu zabawką była książeczka-pszczółka. Plastikowy uchwyt nie tylko ułatwia trzymanie czy przymocowanie zabawki do wózka czy łóżeczka, ale służy również jako gryzak. Metkowy, szeleszczący kocyk oraz kostka to prezent od ukochanej cioci, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Kostka ma w środku dzwoneczek, a każda z jej ścian wykonana jest z materiału o inne fakturze i kolorze. Niektóre ze ścian kostki szeleszczą.


Antoś uwielbia też grzechotki, szczególnie te, które łatwo chwycić w rączkę. Ma kilka ulubionych, którymi potrafi się zabawić dłużej. Szczególnie ważną zabaweczką jest żółta, gumowa kaczuszka. Od samego początku na jej widok synek wyciąga rączki i wpycha do buzi, bo to idealny gryzaczek. Czasem wygląda jakby naprawdę chciał ją zjeść. Ostatnim nabytkiem, prezentem mikołajkowym, z grzechoczących zabawek jest żyrafka. Nasze dziecko uwielbia odcienie żółtego i pomarańczowego, a motyw żyrafy bardzo często występuje na jego ubrankach, skarpetkach, pościeli czy pieluszkach. Plastikowy pałąk z grzechoczącymi kwiatuszkami jest idealny do trzymania i gryzienia. 



Wśród zabawkowych ulubieńców nie mogło zabraknąć pluszaków. W pierwszych tygodniach życia nie mogło zabraknąć małpki-pozytywki. Zawsze była z nami, w domu, na spacerze, w podróży. Był to nie zastąpiony uspokajacz w kryzysowych sytuacjach i strażnik dobrego snu naszego Synka. Po dziś dzień zajmuje honorowe miejsce w łóżeczku. Drugim takim pluszowym przyjacielem jest miś z serduszkiem. To taki miś to łapania za rączkę, ssania i przytulania. Wraz z małpką są zawsze pod ręką podczas zasypiania. Doskonałym zakupem okazały się również dwa grzechoczące kotki. Są niewielkie i lekkie, a to zdecydowany atut dla maleńkich rączek. Kupiliśmy je kiedy Antoś miał około trzech miesięcy i od razu bardzo mu się spodobały. Teraz piorę je non stop, bo często są alternatywą dla gryzaków.



A jakie są ulubione zabawki Waszych maluszków? 
Są takie którymi bawią się chętniej od innych?



20 stycznia 2015

Przygoda z jedzeniem, czyli "Wesołe zwierzątka" z Canpol Babies

Canpol babies wyszło na przeciw blogującym mamom i stworzyło Blogosferę! Miejsce w którym można otrzymać produkty do testów lub organizacji konkursów na swoim blogu. 



Chcesz otrzymać i zaopiniować produkt Canpol babies na swoim blogu?
A może chcesz zorganizować konkurs z produktami Canpol babies?

Wystarczy zgłosić swój blog, podzielić się swoim pomysłem i polecić Blogosferę innym. Zasady udziału w Blogosferze TUTAJ.


W tej edycji do przetestowania zestawy naczyń "Wesołe zwierzątka". My już się zgłosiliśmy. Niebawem Antoś zacznie samodzielną zabawę z jedzeniem, więc kolorowy talerzyk i sztućce będą idealne!



Zboża w diecie maluszka

Zboża z pełnego przemiału są ważnym elementem zbilansowanej diety dziecka i powinny stanowić około 40-60%  dziennego pożywienia. Zawierają one niezbędne węglowodany, mikro i makroelementy, białko, tłuszcz, witaminy oraz enzymy. Ponadto są bardzo sycące. Starajmy się podawać różne rodzaje kasz i zbóż, bowiem ich składy są trochę inne. Zboża dzielimy na bezglutenowe i te zawierające gluten.

Zboża bezglutenowe:
- kasza gryczana
- kasza jaglana
- amarantus
- ryż
- komosa ryżowa (quinoa)
- kukurydza

Zboża zawierające gluten:
- pszenica
- żyto
- jęczmień
- owies



Ja urozmaicanie zupek mojego synka zaczęłam od kaszy jaglanej. Początkowo gotowałam jedną czubatą łyżeczkę kaszy, teraz gotuję dwie. Wody z gotowania kaszy nie wylewam, żeby nie tracić cennych składników, po prostu całość dodaję do zupki. Nowy dodatek przypadł Antkowi do gustu. Teraz na degustację czeka amarantus.

14 stycznia 2015

Zagraniczna podróż malucha

Zazwyczaj pierwsza dłuższa podróż z małym dzieckiem to nie lada wyzwanie dla młodych rodziców. Pojawiają się pytania: "czy to dobry pomysł?", "kiedy najwcześniej wybrać się w taką podróż?", "jak daleko?", "jaki środek transportu wybrać?". Odpowiedź na te pytania nie jest jednoznaczna. Wszystko zależy przede wszystkim od dziecka. Powinniśmy wziąć pod uwagę czy maluszek lubi podróżować, jak zachowuje się w trakcie takich wypraw i jak znosi przebywanie w nowych miejscach. Oczywiście niemniej ważny jest również stan ogólny dziecka, jego zdrowie i możliwości. Jedne dzieci zasypiają natychmiast po ruszeniu samochodu, a inne wręcz przeciwnie, zaczynają płakać.

Nasz synek swoją pierwszą dłuższą podróż odbył po skończeniu czterech miesięcy. W listopadzie zrobiliśmy sobie dłuższy weekend i wybraliśmy się do rodziny w Niemczech. Wyprawa to była nie mała, bo ponad 700 km w jedną stronę. Fakt, iż w Polsce poruszaliśmy się tylko autostradą, a w Niemczech podróżuje się zupełnie inaczej, ale jednak to około 6-7 godzin jazdy samochodem. Wybraliśmy samochód, bo przy niemowlaku troszkę tego pakunku mieliśmy i ciężko byłoby wybrać się pociągiem czy autobusem. Pociąg odpadał, bo do samego końca nie znaliśmy dokładnego terminu wyjazdu. Ponadto podróż samochodem daje ten komfort, że w każdej chwili możemy zrobić przerwę, a przy dziecku nie da się niczego przewidzieć. Dodatkowym argumentem, był fakt, że Synek bardzo lubi jazdę samochodem i zazwyczaj zasypia. 

Jadąc do Niemiec wyruszyliśmy wieczorem. Uznaliśmy, że podróż nocą będzie najlepszym rozwiązaniem i się nie pomyliliśmy. Mały zjadł porcję mleka i poszedł spać. W trakcie obudził się dwa razy na jedzenie i zmianę pieluszki, po czym zasypiał ponownie. Jakby dziecka nie było. Niestety w drogę powrotną wyruszyliśmy około drugiej po południu. Pierwsze trzy godziny było dobrze, ale po tym czasie zaczęła się męczarnia. Postoje robiliśmy co godzinę, a i tak przez tę godzinę jazdy było marudzenie i zabawianie na siłę, bo dziecko najzwyczajniej się nudziło. Nie chciał siedzieć w foteliku. Wolał na kolanach, albo leżeć i fyrtać nóżkami. 

Na pewno jeszcze nie raz wybierzemy się w taką podróż, bo rodzina bliska, ale wtedy nauczeni doświadczeniem na pewno będziemy starali się podróżować nocą. Jest to dużo mniejsze obciążenie dla dziecka, które większość drogi prześpi. Podróż samochodem na pewno daje możliwość wyboru pory podróży, dlatego zapewne to będzie nasz główny środek transportu jednak. Durga sprawa to bagaż o którym wspomniałam wcześniej. Wbrew pozorom nie tak łatwo spakować takiego malucha. Przecież wszystko jest potrzebne. Do tej pory podróżowaliśmy z jedną torbą. Teraz mieliśmy pełny bagażnik. 

Mąż spakował się małą torbę. Syna i siebie spakowałam do dużej walizki, z czego moich ubrań było kilka sztuk, a pozostałą przestrzeń zajmowały ciuszki małego. Nie mogłam przewidzieć jak będzie ciepło, więc poszły dwa kombinezony. Ciuszków wzięłam tyle, by było na ewentualne kilkakrotne przebieranki w ciągu dnia. Zwykle dziecko mi się nie brudzi, ale wiadomo jak to jest, kiedy akurat zapasowego ciuszka nie mamy. W sumie zabrałam większość ubranek, bo mamy i zaledwie jedną szufladę w komodzie. Do tego doszły jakieś pieluszki tetrowe, kocyk, ręcznik, śpiworek do spania, podusia i niezbędne kosmetyki. Oczywiście nie mogliśmy zapomnieć o pieluszkach jednorazowych, mleku, butelkach i zabawkach. Te już do walizki się nie zmieściły, więc pojechały w osobnej torbie. Do tego leżaczek-bujaczek i wózek. Wanienki zabierać nie musieliśmy, bo kąpaliśmy małego w zwykłej wannie.

Jeśli walizki spakowane, to nic tylko ruszać w drogę. Przed podróżą upewnijcie się, że macie paszport i książeczkę zdrowia dziecka. Warto też pamiętać, by część zabawek mieć pod ręką w czasie podróży. Niezbędna będzie również torba z pieluszkami i jedzeniem.


Źródło: www.tumblr.com


A Wy często podróżujecie z dziećmi? 
Kiedy odbyliście pierwszą dłuższą podróż?


13 stycznia 2015

Standardowe pytania

W niedzielę spotkałam dawno nie widzianą koleżankę. Bardzo dawno nie widzianą, bo okazało się, że jest w ciąży i na dniach rodzi. Najpierw standardowe "bla bla" i zachwyty nad małym,  a później przeszłyśmy na tematy ciążowe. W końcu tematyka na czasie dla niej. I co? Ano standardowo. Padły pytania, które paść chyba "musiały".

"Rodziłaś naturalnie?" a zaraz po nim "Karmisz piersią?"

Oczywiście pytania te nie miały żadnego podtekstu, a moje odpowiedzi nie były komentowane. Całe szczęście (szczęście dla takiego rozmówcy) jeszcze nikt nie krytykował tego, że nie karmię już piersią. Nie sugerował, że powinnam, że to zdrowiej itd. Nie zrobiła tego również znajoma. Jednak co jest niesamowite? Ano to, że to taka już tradycja, by młodej mamie takowe pytania zadać, bo przecież wszyscy takie pytania zadają.


Jak było u Was? Męczyli Was tego typu pytaniami? 
Usłyszałyście jakieś nieprzyjemne komentarze? Jak zareagowałyście?


12 stycznia 2015

Torba do szpitala, czyli wyprawka dla mamy i dziecka

Ten wpis miał powstać już dawno, ale jakoś tak zeszło. Później pojawił się mały i w ogóle ciężej mi było się zebrać do regularnego pisania tutaj. Wyprawkę do szpitala kompletowałam leżąc, bo taki był nakaz lekarza. W sumie wszystko zamówiłam przez internet za jednym zamachem. Uważam, że to było najlepsze rozwiązanie, bo na spokojnie mogłam się zastanowić, wybrać i nie latałam po całym mieście. Moja wyprawka szpitalna miała być kompaktowa, nie lubię zabierać wielu rzeczy, a jednocześnie zawierać wszystko co niezbędne. Poniżej przedstawiam Wam zawartość mojej torby do szpitala.

Źródło: www.tumblr.com


DLA MAMY:

1. Opakowanie podkładów Seni (5 sztuk 90cm x 60cm)

2. Podkłady higieniczne. Ja kupiłam dwa opakowania po 10 sztuk, wybrałam Bella Mama i BabyOno, ale do szpitala spakowałam jedno. Drugie opakowanie przyniósł mąż na drugi dzień. Na początek lepsza jest Bella, bo delikatniejsza i przy siateczkowych majteczkach nie jest potrzebny klej. BabyOno są sztywniejsze i mają pasek kleju, więc nadają się już do normalnej bielizny.

3. Wkładki laktacyjne. Kupiłam dwa duże opakowania AKUKU i BabyOno. Do szpitala spakowałam osiek krążków. Wkładki są pakowanie z pojedyncze foliowe woreczki, co jest przydatne w tym przypadku. Poza jednorazowymi, kupiłam też wielorazowe wkładki laktacyjne. Opakowanie zawierało sześć sztuk wkładek i woreczek do prania. Wkładki są wykonane z delikatnej bawełny, a z zewnętrznej strony mają koronkę. 


4. Majtki poporodowe wielorazowe 2 sztuki. Można je przeprać, bo szybko schną.

5. Dwa bawełniane staniki do karmienia bez fiszbin. Przydatne jeśli szybko pojawia się duża ilość mleka, gdzie cały czas trzeba mieć wkładki laktacyjne.

6. Silikonowe osłonki na piersi BabyOno. Uratowały moje sutki w początkowym okresie karmienia.

7. Żel do higieny intymnej Facelle Intim. Ja myłam nim całe ciało, bo jest neutralny. Plus taki, że nie musiałam brać drugiego żelu.

8. Bawełniane koszule rozpinane i szlafrok. Miałam trzy sztuki w czym jedna była do porodu. Zadbajcie o to by były bawełniane i przyjemne w dotyku oraz z krótkim rękawem, bowiem na porodówkach jest gorąco. Moje nie były specjalnie do karmienia, po prostu rozpinane na guziczki od góry. W moim przypadku nie sprawdziło się, że koszula z porodu poszła do śmieci. Była tylko troszkę brudna i po praniu nie było śladu. 

9. Podróżne nakładki na deskę sedesową. To był strzał w dziesiątkę, bo po porodzie wygodniej jest po prostu usiąść, a nie wiem jak Wy, bo ja na publicznej toalecie nie usiądę. W Rossmannie kosztują grosze, bodajże 2 zł.

10. Papier toaletowy i małe opakowanie chusteczek nawilżanych (miałam Dada Naturals 24 szt.).

11. Kosmetyczka (mały krem, antyperspirant, szczoteczka i mała pasta do zębów, szampon w małej buteleczce, grzebień)

12. Skarpetki, jak komuś stopy marzną. Ja wzięłam tylko na wszelki wypadek jedną parę.

13. Klapki do chodzenia i drugie pod prysznic.

14. Dwa ręczniki z czego jeden ciemny.

15. Woda mineralna z korkiem do picia. łatwiej pić na leżąco kiedy np. karmimy czy zwyczajnie nie mamy zbyt wielu sił. Idealna też podczas porodu. W torbie miałam dwie małe butelki. Później mąż donosił w razie potrzeby.

16. Kubek i sztućce jeśli szpital tego nie zapewnia, ja nie potrzebowałam.

17. Dokumenty (dowód osobisty, wyniki badań, karta ciąży).


DLA DZIECKA:

1. Trzy zestawy ubranek. Weźcie pod uwagę by były to ciuszki wygodne do założenia maluszkowi, bo pewnie większość z Was nie ma wprawy. Ja wybrałam ciuszki w rozmiarze 56, bo dziecko po porodzie i tak jest podkurczone, nawet gdyby urodziło się większe. Mój synek miał 56 cm. DO torby spakowałam trzy pary śpiochów, dwa bodziaki z długim rękawem i jeden kaftanik.

2. Dwie pary skarpetek. Przydały, kiedy mały leżał w samym bodziaku bez śpioszków. Rodziłam w lipcu i trafiły się akurat porządne upały.

3. Dwie czapeczki, których w ogóle nie założyłam. Nawet jak wychodziliśmy ze szpitala, to z gołą głową, bo mały krzyczał wniebogłosy przy nakładaniu czapki. Opuściliśmy i tylko przykryliśmy go całego pieluszką.

4. Ręczniczek z kapturkiem. Kupujcie przynajmniej 90cm x 90cm, bo z mniejszych szybko wyrastają takie maluchy.

5. Kocyk lub becik.

6. Niedrapki, choć u nas się nie przydały.

7. Cztery pieluszki tetrowe i dwie flanelowe.

8. Pieluszki jednorazowe. Ja wzięłam rozmiar 2 z Pampersa, bo taki kupiliśmy, a do szpitala zabrałam 25 sztuk, czyli tyle ile liczy małe opakowanie. To i tak za dużo, bo noworodek w pierwszych dobach życia niewiele z nich wykorzysta.

9. Opakowanie chusteczek nawilżanych, osobiście wybrałam Fitti. 

Jeśli chodzi o ciuszki na wyjście, to miałam je naszykowane w reklamówce w domu i po prostu w dniu wypisu mąż je przyniósł razem z fotelikiem. Nie zajmowały niepotrzebnie miejsca w torbie.

Mam nadzieję, że przyszłym mamusiom udało mi się choć trochę pomóc.


Jak wyglądają bądź wyglądały Wasze torby do szpitala? 
Może znalazło się w nich coś o czym ja zapomniałam, a okazało się bardzo przydatne?

9 stycznia 2015

6 miesięcy

Pół roku.

Tyle wraz z nowym rokiem skończył nasz Synek. Magiczne sześć miesięcy już za nami. Aż trudno uwierzyć, że to już tyle czasu. Tyle tygodni nasze szczęście dzielimy na troje. Był to wspaniały okres, pełen radości i poznawania się nawzajem. My uczyliśmy się Jego, a On uczył się nas. Czasami ciężko było się porozumieć, nie wiedzieliśmy co ta mała istotka chce nam przekazać, ale z dnia na dzień było coraz lepiej. Teraz nasza komunikacja jest już dużo łatwiejsza.

Antoś mając pół roku potrafi już się turlać po całym pokoju, zmienia kierunki i naprawdę musimy uważać. Bawi się wszystkim co wpadnie w jego maleńkie dłonie. Oczywiście najciekawsze są przedmioty "nie dla dzieci". Przewijanie sprawia coraz większe trudności, bowiem synek interesuje się wszystkim co jest w zasięgu wzroku i rączek. Wierci się, przekręca, wygina, czyli robi wszystko, by utrudnić mamie zmianę pieluszki. Rośnie jak na drożdżach, ma już 75 cm długości i waży 8800 g.

Powoli zbiera się do siadania. Oczywiście na razie tylko w leżaczku-bujaczku, bo ma o co się podciągać, ale próby podejmuje. Z raczkowaniem podobnie. Odpycha się nóżkami, głowę wyciąga w górę i próbuje sunąć do przodu. Zabawnie wygląda to bujanie przód-tył, jak mała dżdżownica. Z kolei w łóżeczku próbuje podciągać się na barierce. Kombinuje na różne sposoby, przekłada nóżki, rączki, niejednokrotnie się zablokuje i krzyczy o pomoc. Tylko patrzeć, jak będziemy musieli opuścić materac.




W kwestii jedzenia również idziemy do przodu. Antoś zjada już cztery stałe posiłki. Na śniadanie 150 ml kaszki mleczno-ryżowej bez cukru, na obiad 150 ml zupki z odrobiną manny, na podwieczorek owoce, a na kolację 120 ml kleiku. Dodatkowo wypija cztery porcje mleka, maksymalnie po 120 ml. Wprowadziliśmy już większość warzyw i owoców, przed nami mięsko i jajko. 

Z racji na naszą alergię na białka mleka krowiego, w dalszym ciągu jesteśmy na Bebilonie Pepti., teraz już dwójce. Zwykłe mleko modyfikowane wprowadzamy jedynie w niewielkiej ilości, czyli w porannej kaszce i ewentualnie 1-2 miarki dziennie do mleka. Większa ilość póki co nie wchodzi w grę, bo synek źle reaguje, co odbiło się też na jego skórze, takie uroki AZS.

Oczywiście, żeby nie było zbyt kolorowo, to idą nam zęby. Widać już dwie dolne jedynki. Oj ciężkie są teraz nasze dni. Synek marudzi, płacze i po chwili gryzienia czegoś wpada w furię i zaczyna krzyczeć. Oczywiście gryzie wszystko i praktycznie non stop. Do tego wszystkiego źle sypia w nocy, a od kilku dni budzi się kilka razy z przerażającym płaczem. Zasypia i śpi spokojnie tylko przytulony, albo kiedy trzyma moją rękę.


8 stycznia 2015

Powrót do formy po ciąży (cz. 1)

Oj długo mi zajęło, żeby zebrać tyłek i wziąć się za siebie. Obiecywałam sobie jeszcze będąc w ciąży, że jak tylko się da to zaczynam ćwiczyć. Obiecanki cacanki! Dało się już niedługo po okresie połogu, ale wiadomo. To dziecko, to zmęczenie, to zwyczajne lenistwo. Tak właśnie! Przede wszystkim lenistwo! Pierwszą przymiarkę zrobiłam w listopadzie. Stwierdziłam, że na początek wezmę się za same przysiady, coby nie przesadzić i za szybko się nie zniechęcić. Rozpisałam wszystko w kalendarzu. Trzy dni ćwiczeń, przerwa, trzy dni ćwiczeń, przerwa... Oczywiście zwiększając każdego dnia ilość tych przysiadów, tak by dojść do setki. Taki plan na 30 dni. I jak? Ano pierwsze trzy dni poszły, kolejne poszły tylko dwa, następnych nie było. Wyjazd, zapomniało się, tłumaczenie, wiecie jak jest. Później robiłam zwykle po dwa dni tylko i jakoś listopad zleciał, a plan wykonany nie został. 

Myślę sobie, że potrzebuję jakiegoś kopa, czegoś lepszego. Trochę się rozruszałam, to kolejny level. Kilka razy obiły mi się o uszy ćwiczenia z Mel B. Zachwalali, ale Chodakowską też zachwalali, a jakoś mnie nie porwała. Kilka dni poćwiczyłam i wychodziła mi bokiem. Ponadto nie działała dobrze na moje kolana. Jak już chciałam tej Mel B. spróbować, to się okazało, że słuchając z synem muzyki... wykorzystałam cały transfer. Połowa miesiąca a ja bez internetu. Świetnie! To był odwyk, mówię Wam, było ciężko, szczególnie pierwsze dni. Później jakoś przywykłam, a raczej odwykłam od tego przybytku. Laptop i tablet pokryły się kurzem, a ja w sumie poczułam się lepiej. Lecz nie o moim uzależnieniu miało być. Otóż drugiego stycznia powróciłam do wirtualnego świata. Szybko youtube, pościągałam co potrzeba (nauczona błędem, żeby nie odtwarzać każdego dnia ćwiczeń) i zaczęłam przeglądać ów zachwalane ćwiczenia. 

Genialne! Tylko 10 minut na każdą część ciała. To zmobilizowało jeszcze bardziej, bo przy dziecku dużo łatwiej ćwiczyć takimi małymi partiami. Około 20 minut dziennie plus prysznic i akurat wychodzi jedna drzemka małego. To jest to! Naprawdę byłam zachwycona i nie mogłam się doczekać pierwszego dnia ćwiczeń. 

Zaczęłam w Święto Trzech Króli. Mąż poszedł do kościoła, mały zrobił sobie drzemkę, a ja laptop i na dywan. Wykonałam treningi na dwie partie ciała. Poszło szybko, rozgrzałam się i poczułam naprawdę dobrze. Nie mogłam się doczekać kolejnego dnia. Kolejnego było podobnie, a dziś nie mogę się doczekać jutra. Rozpisałam sobie konkretne treningi na poszczególne dni tygodnia. Może z czasem coś w tym tygodniowym planie pozmieniam, może będę w stanie ćwiczyć więcej jednego dnia. Zobaczymy.


Poniedziałek:
10 minutowy trening brzucha
10 minutowy trening klatki piersiowej i pleców

Środa:
6 minut ćwiczeń rozciągających i rozluźniających
15 minutowy trening cardio

Czwartek:
10 minutowy trening nóg
10 minutowy trening pośladków

Piątek:
8 minutowy trening ABS
10 minutowy trening ramion


Jeśli wytrwam, to po miesiącu ćwiczeń zrobię zestawienie "przed i po". Może centymetry i zdjęcia mnie zmobilizują do dalszego działania. Samodzielna praca w domu do łatwych nie należy, ale w lipcu planujemy jakieś wakacje w ciepłym miejscu, a bikini zobowiązuje. Dodatkowo postanowiłam sobie, że w drugą ciążę zajdę z lepszą formą.


Źródło: www.tumblr.com



A jak u Was z aktywnością? 
Ćwiczycie w domu czy może chodzicie na jakieś zajęcia? 
Polecacie coś?