26 lutego 2015

Odprężenie - krem do ciała ISANA

Dziś trochę o mnie, a raczej o chwili dla mnie. Chwili na pielęgnację. Będąc mamą nie zapomniałam o byciu kobietą i moich kobiecych potrzebach i przyjemnościach. Taką codzienną przyjemnością, której nie lubię robić w pośpiechu, jest poranny i wieczorny prysznic oraz to co następuję zaraz po nim. Uwielbiam zapach żelu pod prysznic, szum wody i tą delikatną pianę. Taka chwila odprężenia. Przypieczętowaniem całości jest zapach olejku lub balsamu nakładanego na skórę. Właśnie o balsamie dziś chciałam. Około 2-3 tygodni temu tak przypadkiem sięgnęłam po jeden z kremów do ciała Isany. Był w promocji, bodajże 7 zł z groszami za 500 ml. Super! Miło wspominałam krem z tej serii z masłem shea i kakao, więc poszłam za ciosem. Tym razem padło na krem do ciała z pantenolem i masłem shea, przeznaczony dla skóry suchej.




Otworzyłam i pierwsze co to zakochałam się w zapachu. Taki delikatny i świeży. Co prawda nie utrzymuje się długo na skórze, ale to dobrze, bo w ciągu dnia wolę czuć zapach perfum a nie balsamu. Balsamy o intensywniejszym zapachu wchodzą w grę tylko wieczorem tzw. "do poduszki".




Krem jest bardzo lekki, łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Jak chyba wszystkie te kremy - jest wydajny. Ponadto nie klei się i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze, czego bardzo nie lubię. Jest idealny do szybkiej aplikacji, kiedy nie mamy czasu na długie wchłanianie się kosmetyku. Czyli wprost idealny dla mnie, bo mogę szybko się ubrać. Nawilżenie jest zadowalające. Moja wysuszona chłodnym wiatrem skóra przestała swędzieć, czyli oczekiwania zostały spełnione. Ach, no i nie wiem jak Wy, ale ja lubię tego typu opakowania, bo łatwo zużyć produkt do końca.




Skład kremu wygląda tak.




Chętnie sięgnę po niego ponownie, o ile będzie dostępny, bo to niestety edycja limitowana. Może kupię jeden zapasowy, tak na wszelki wypadek.


24 lutego 2015

Nauka spania

Nasz Syn od kiedy się urodził spał w swoim łóżeczku. Już pierwszej nocy po powrocie ze szpitala na nocny odpoczynek został odłożony do łóżeczka. Nie było z tym problemów. My nie wyobrażaliśmy sobie sypiania z maluszkiem w jednym łóżku. Po pierwsze łóżko jest małe i nie ma w nim miejsca dla trójki, a przynajmniej nie tyle by się dobrze wyspać. Po drugie baliśmy się, żeby nie zrobić mu krzywdy, a takie czuwanie to nie spanie. Tak więc jeszcze nim narodził się Pierworodny założenie było jedno - ma własne łóżeczko, więc w nim śpi. Ja wiem, że niemowlaczki są takie słodkie i tylko by je przytulać. Ja to wiem i uwierzcie, że naprawdę kocham tulić mojego synka, ale jednak do spania z dzieckiem nikt mnie nie przekona. Całe szczęście nie złamaliśmy się i twardo przestrzegaliśmy naszego postanowienia. W sumie przez pierwsze pół roku Młody spał z nami cztery razy. Dwa razy Jego śpiworek był w praniu, a że mieliśmy jedną sztukę to nie było nic na wymianę, i baliśmy się że zmarznie w nocy, bo wtedy jeszcze bardzo "buszował" po łóżku i nie było mowy o przykryciu czymkolwiek. Z kolei pozostałe dwie noce to były jakieś jednorazowe problemy z katarem.

Po ukończeniu pół roku zaczęły się problemy. Zasypianie trwało coraz dłużej i wymagało coraz to nowszych zabiegów. Sam sen też nie był najlepszy, ciągłe pobudki i domaganie się "smoczusia", który gdzieś w nocy zaginął. Doszło do tego, że wstawałam po 8-10 razy w ciągu nocy. Byliśmy sfrustrowani. Po miesiącu wyszła przyczyna kiepskich nocy - dwa zęby, ale problem wypadającego smoczka i problemów z zasypianiem pozostał. Synek po prostu zaczął wykorzystywać naszą chwilową uległość. Samodzielne zasypianie już nie wchodziło w grę, dalej chciał, żeby z nim zasypiać na łóżku, najlepiej bardzo długo. Dochodziło do tego, że płakał ze zmęczenia, ale zasnąć nie chciał i nic nie pomagało.


Źródło: www.tumblr.com


Po jednym z takich wieczorów, gdzie na zmianę się z Nim kładliśmy i usypialiśmy na różne sposoby - śpiewając, tuląc, puszczając kołysanki, dając smoczka, pić, jeść... itd. i po nocy wypełnionej kilkunastoma pobudkami tylko po to, żeby zassać smoczka, powiedziałam dość! Może i nasze kroki były rygorystyczne i wielu rodziców ich nie pochwali, ale szczerze powiedziawszy mało mnie to obchodzi.  Dziecku krzywda się nie działa. Niestety maluchy bardzo szybko przyzwyczajają się do dobrego i później to wymuszają, tak jak nasz Szkrab. Tak że pewnej niedzieli postanowiliśmy smoczka schować i przypomnieć naszemu dziecku jak zasypia się samodzielnie bez ciągłego ciumkania.

O ile "odsmoczkowanie" poszło nam super i po całym dniu Antek nie domagał się smoczka przy wieczornym zasypianiu, o tyle samodzielne zasypianie wymagało ciut więcej czasu i naszego zaparcia. Skuszona wieloma pozytywnymi opiniami na temat metody 3-5-7, zdecydowaliśmy się na zastosowanie ów sposobu. I jak? Ano podziałało i znaleźliśmy pośród tych zachwalających. Pierwszy dzień i noc poszło rewelacyjnie, druga doba już była gorsza a wieczorne zasypianie poszło gorzej. Trzeciego dnia znowu się poprawiło i w sumie po tym czasie było już tylko lepiej, z jakimiś małymi potknięciami, które u nas po części spowodowane były szczepieniem. Po tygodniu synek potrafił już ładnie zasypiać po odłożeniu do łóżeczka. Oczywiście nadal czasem się buntuje, ale szybko dochodzi do wniosku iż nie ma to najmniejszego sensu. Teraz przy przeziębieniu troszkę odpuściłam i okazuję więcej zrozumienia na te Jego humorki, ale w dalszym ciągu trzymam się pewnych zasad. W efekcie Młody ma dwie drzemki w ciągu dnia. Jedną przed południem, a drugą maksymalnie do godziny szesnastej. Dzięki przychodzi godzina 19:00 i dziecko zaczyna się nam pokładać. Wtedy jest kąpiel, kolacja, przytulaski, chwila zabawy i zwykle do godziny 20:30 nasz Smyk już śpi. Jeśli nic Mu nie dolega budzi się dopiero o szóstej rano na mleczko i ewentualną zmianę pieluszki. Później dosypiamy jeszcze do około ósmej. Bywają gorsze noce, kiedy wybudzi się z krzykiem, ale jest ich coraz mniej, a z nocnymi wybudzeniami coraz lepiej radzi sobie sam. Po tych kilku "szalonych" tygodniach ponownie mogę powiedzieć - wysypiam się!


A jak sypiają Wasze dzieci? 
Jak sobie radzicie z problemami nocnego budzenia czy długiego zasypiania?


20 lutego 2015

Inhalacje

Mąż mi się pochorował w niedzielę. Kaszel, katar, kichał, prychał, spać nie dawał... szczególnie Małemu. Takie to uroki mieszkania w kawalerce, nie ma gdzie się wynieść na noc. Wczoraj został u rodziców i dziś chyba to powtórzy, bo słabo Mu to choróbsko przechodzi, a i ja wymęczona ciągłym nocnym wstawaniem. 

Młody też zaczął pokasływać we wtorek, ale to bardzo sporadycznie. Witamina C, malinki, herbatka i jakby pomogło, w środę było dobrze. Niestety kaszel wrócił w nocy i musieliśmy sięgnąć po inhalator-nebulizator, który stał i czekał od jakiegoś czasu. Inhaluję Małego cztery razy dziennie i jestem w szoku jak on potrafi wysiedzieć spokojnie te 10 minut. Inhalacje robię z soli fizjologicznej. Dziś w nocy kaszlu już nie było, a od rana tylko raz zakasłał. Może to tylko suche powietrze? Niby nie grzejemy za bardzo, w mieszkaniu jakieś 21 stopni, no ale jednak kaloryfer to kaloryfer. Dziś oczywiście inhalujemy się dalej. Kataru brak, temperatura w normie. Zaraz idziemy się przewietrzyć, bo szkoda nie skorzystać z pięknego słońca.


Żródło:pixgood.com


18 lutego 2015

"Wesołe zwierzątka" z Canpol Babies - recenzja

Stało się - zostaliśmy wybrani do testowania produktów Canpol Babies w styczniowej edycji Blogosfery!

Tydzień temu dotarła do nas przesyłka z Canpol Babies. Czekaliśmy na nią od samego rana i kiedy kurier przyniósł paczuszkę, czym prędzej zabraliśmy się za rozpakowywanie. 




Ponieważ Antek w swoim bujaczku już rączki wyciągał po kolorowe naczynka, musiałam w tempie ekspresowym zabrać się za mycie.




Pierwszy w ruch poszedł kubek treningowy i od razu stał się naszym numerem jeden. Do tej pory mieliśmy podobny kubek z Nuka, ale Canpol okazał się dużo lepszy. Synek w mig załapał jak należy z niego pić. Smoczek jest wykonany bardzo mięciutkiego silikonu i chyba to przyczyniło się do tak szybkiej akceptacji kubka przez synka. Piecie nie sprawia mu żadnego problemu, a ja nie muszę się obawiać, że te samodzielne degustacje napojów kolejny raz zakończą się mokrą bluzeczką. Smoczek faktycznie chroni przed rozlewaniem płynu, nawet w przypadku wymachiwania kubkiem we wszystkie strony i uderzania smoczkiem np. o własną nogę. Ja jestem zachwycona.





Dodatkowo kubeczek posiada szerokie uchwyty, ułatwiające trzymanie przez mniejsze dzieci. Uchwyt bez problemu można zdjąć, jeżeli dziecko woli trzymać butelkę w sposób tradycyjny. Tutaj również Canpol wyszedł na przeciw i odpowiednio wyprofilował butelkę, dzięki czemu chwytanie jest prostsze. 




Kubek treningowy to doskonały sposób na naukę samodzielnego picia i jestem pewna, że przypadnie do gustu niejednemu dziecku i mamie. My polecamy z czystym sumieniem. Kubek jest dostępny w czterech wersjach kolorystycznych z nadrukami zwierząt. Pojemność kubeczka to 320 ml, czyli naprawdę dużo. Możemy go myć w zmywarce, a także używać w mikrofali. Czyszczenie nie sprawia żadnych problemów. Wykonany jest z trwałych, bezpiecznych materiałów, nie zawiera Bisfenolu A.


Źródło: www.canpolbabies.com


Po kubeczku przyszedł czas na plastikowy zestaw naczyń. Kolorowe obrazki zrobiły furrorę. Najpierw Antoś musiał wszystko dokładnie obejrzeć. Rozpoczęło się testowanie twardości i wytrzymałości... Synek namiętnie podgryzał talerzyk, kubeczek oraz sztućce. Wszystko przetrwało. 

Zestaw stołowy składa się z pięciu elementów: miseczki (270 ml), talerzyka, kubeczka (170 ml), widelczyka i łyżeczki. Jest odporny na mycie w zmywarce i nadaje się do użytku w kuchence mikrofalowej. Wykonany jest z trwałych, bezpiecznych materiałów, nie zawiera Bisfenolu A. Ponadto w 2012 roku otrzymał tytuł Ulubiony Produkt Twojego Maluszka.







Zestawy naczyń dostępne są w czterech wersjach kolorystycznych, które zachęcą do jedzenia niejednego malca.





Do tej pory nie mieliśmy w domu żadnych plastikowych naczyń, a Antek coraz chętniej wyciągał rączki po nasze talerze i z wielką chęcią próbował pić z naszych kubków. Obserwował nas bacznie i pewnie stąd wiedza jak pić z normalnego kubeczka. Teraz bez obaw możemy trenować. Mały kubeczek jest bardzo poręczny. Synek nawet w trakcie zabawy trzyma go tak jakby coś pił.

Miseczka sprawdziła się doskonale. Dzięki jej wysokim brzegom nie ma problemów z nabieraniem posiłków na łyżeczkę. Jedzenie pozostaje w misce. Talerzyk również jest odrobinę wyższy co jest dużym atutem. Wielkość naczyń jest w sam raz. Często miseczki dla dzieci są zbyt małe, a przecież poza miejscem na posiłek musi być też odrobina wolnej przestrzeni, żeby całość nie lądowała gdzieś obok. Plastik nie zmienia barwy. Mieliśmy jedne plastikowe łyżeczki, które po zjedzeniu marchewki zostały pomarańczowe. Naczynka Canpol przeszły buraczkowy test pozytywnie. Buraczki były w misce cały dzień i nic się nie stało z bielą plastiku. 

Sztućce mają fajny zaokrąglony kształt, ale w moim odczuciu są odrobinkę za małe i zbyt zagłębione przez co dziecku trudniej zebrać z nich pokarm. Jednak to pewnie zależy od dziecka i przyzwyczajeń. My obecnie karmimy się troszkę większą i bardziej płaską łyżeczką, stąd takie spostrzeżenie.







Reasumując zarówno kubek treningowy jak i zestaw naczyń uważamy za produkty naprawdę godne uwagi. Ich cena jest niewielka, a jakość naprawdę dobra. Kubek niekapek, w przeciwieństwie do wielu dostępnych na rynku, faktycznie nie kapie i nie wymaga specjalnej nauki picia. Naczynia stołowe są wykonane z trwałego materiału (w mikrofali nic się z nimi nie dzieje), nadruki nie ulegają zdzieraniu podczas mycia (choć nie wiem jak to jest w przypadku zmywarki, bo nie testowaliśmy), a całość wygląda naprawdę porządnie i co najważniejsze podoba się dziecku. Nam na pewno zestaw otrzymany do testów posłuży jeszcze długi czas i będzie wykorzystany w 100%.

17 lutego 2015

Domowe sposoby na przeziębienie

Jeszcze kilka miesięcy przed zajściem w ciąże trafiłam do lekarza, który nie leczy każdej dolegliwości swojego pacjenta antybiotykami. W końcu większość chorób to wirusówki i antybiotyk nic tu nie pomoże, a jedynie zaszkodzi osłabiając układ odpornościowy jeszcze bardziej. Zwykle dolegliwości i ewentualna temperatura  ustępują po 3-4 dniach, a pacjent odczuwa poprawę stanu zdrowia. 

Ale co do tego czasu? Czym się ratować? 


Źródło: www.tumblr.com


Przede wszystkim wzmacniać organizm, dostarczać mu witamin w postaci owoców i warzyw i dużo odpoczywać. Dzień lub dwa wylegiwania się w łóżku na pewno nie zaszkodzą, ale poza porządnym wygrzaniem organizmu nie można zapominać o regularnym wietrzeniu mieszkania. U mnie takie działania zaprocentowały i od dwóch lat nie musiałam sięgać po antybiotyki ani inne silne leki.

Kiedy czuję się niewyraźnie przede wszystkim sięgam po "miksturkę". Wyciaskam pół cytryny i uzupełniam szklankę do połowy wodą. Dodaję wyciśnięty ząbek czosnku, pół łyżeczki imbiru i pół łyżeczki kurkumy. Taką mieszankę piję rano i wieczorem przed snem. Czasami dla rozgrzania i na gardło wypijam ciepłe mleko z masłem i miodem. W razie gorączki i bólu głowy mam zawsze Paracetamol, ale to już ostateczność. Ach! W mojej szafce zawsze jest też Amol.

Ważne jest również by dużo pić. Serwuję głównie herbatkę z lipy lub malin oraz domowe soki z malin. Tak, maliny są niezastąpione! Kiedy zaczyna mnie coś "drapać" zwykle sięgam po wodę z solą i kilka razy dziennie płuczę gardło, a jeśli ból jest naprawdę duży ratuję się Tymsalem, Tantum Verde lub alternatywnym i tańszym Septoluxem. Na kaszel oczywiście znany i sprawdzony syrop z cebuli. Polecam też syrop z pędów sosny i czarnego bzu. Gdy to nie pomaga można spróbować jakiegoś aptecznego syropu. Będąc w ciąży miałam dość silny kaszel i żeby go trochę złagodzić sięgnęłam po Stodal, bo wtedy niewielki miałam wybór wśród syropów. 

Jak to mówią "katar nieleczony trwa siedem dni, a leczony tydzień". W przypadku kataru nigdy nie używam kropli do nosa, czasami stosuję maść majerankową. Kiedy katar jest naprawdę silny niezastąpione są inhalacje, które idealnie oczyszczają. Również w przypadku kaszlu warto sięgnąć po inhalator. Osobiście wcześniej pożyczałam ten sprzęt od teściowej, ale kiedy pojawił się synek nabyłam własny.


Znacie jakieś inne domowe sposoby na przeziębienia?


13 lutego 2015

Drugi ząbek

Dziś naprawdę się wyspałam. Synek jak zasnął po kąpieli i kolacji o ósmej wieczorem, tak wstał dopiero o siódmej rano. Nie było żadnej pobudki, marudzenia, kwilenia przez sen, niczego. Tylko błoga cisza i spokojny sen...

Za to noc wcześniej był mały koszmar. Zaczęło się o ósmej wieczór, bo to pora snu naszego Syna. Najpierw krzyki i wrzaski, rzucanie się po łóżku, dziki płacz. W końcu usnął, żeby obudzić się po godzinie i zacząć wszystko na nowo... Kolejna pobudka o drugiej w nocy. Krzyczał jak opętany. Nie pomagało branie na ręce, przytulanie, nawet nasze łóżko. Dopiero po kilkunastu minutach się uspokoił i zasnął. Do rana już był spokój.

Dzisiejszego popołudnia znalazłam przyczynę tamtego "szaleństwa". 

Nasz Szkrabik ma drugą dolną jedynkę!


11 lutego 2015

7 miesięcy

Nasze Szczęście skończyło już siedem miesięcy. Jak sobie uświadomię, że idzie ósmy, to zaraz myślę, że jeszcze chwila i będzie rok. Rok?! Nie mylili się ci, co ostrzegali, że przy dzieciach czas zaczyna zasuwać. Nawet ja sama poczułam się staro, kiedy zdałam sobie sprawę ile lat skończyłam kilka dni temu. Wcześniej jakoś tego nie odczuwałam. Dni upływały. Praca, dom, znajomi, wyjazdy... Luz i swoboda. Kolejne lata na karku nie robiły już wrażenia. No ale teraz głównym punktem odniesienia jeśli chodzi o upływający czas są urodziny mojego dziecka i tutaj daje się odczuć to tempo.

Kolejny miesiąc zleciał jak jeden dzień. Synek już się tak nie zmienia jak to było na początku. Patrząc na Jego zdjęcia, mniej więcej od piątego miesiąca, te zmiany są niewielkie. Jedni twierdzą, że jest bardziej podobny do mnie, inni że do męża. Oczy, rzęsy i brwi to czysty tatuś. Za to nosek i uśmiech ma mój. Kiedy oglądamy moje zdjęcia z dzieciństwa, to niczym skóra ściągnięta ze mnie. Minki też robi moje i może stąd to podobieństwo na fotografii. Usta ma po moim tacie, bo ani ja ani mąż, nie mamy takich pełnych i całuśnych. Za to wzrost odziedziczył chyba po drugim dziadku. My wzrostem przeciętni, a syn już 76 cm długości i 9400 g wagi. Masy w ogóle po nim nie widać, a zjeść to On lubi. Tego też nie ma po rodzicach, bo oboje byliśmy niejadkami. Z kolei nasz Syn zjada wszystko z wielkim apetytem i ciężko nam zjeść coś przy nim, bo zaraz też się domaga. Nie wiem co lepiej - żywić Go czy ubierać. 


Długość ciała: 76 cm
Waga: 9.400 g
Ubranka: rozmiar 74/80
Zęby: dolna lewa jedynka
Umiejętności: turlanie i czołganie, zmiana kierunku poprzez obrót na brzuszku, próby siadania we wózku z pozycji półleżącej


Źródło: www.tumblr.com


Nasz plan dnia jest już mniej więcej stały. Teraz Synek zwiększył porcje mleka ze 120 ml do 150 ml i popołudniową porcję ze 150 ml do 210 ml. Teraz wygląda to tak:

6:00-7:00 mleko 150 ml
9:00-10:00 mleko 150 ml
I drzemka
12:00-13:00 obiad 250 ml
II drzemka (w domu lub na spacerze)
15:00-16:00 mleko 210 ml
17:00-18:00 deser (owoce i chrupki)
19:00 kąpiel
19:30 kaszka 150 ml
20:00 sen



Ponieważ wprowadziliśmy już większość owoców i warzyw, przyszła pora na jaja, mięso i ryby. Rybkę podaję dwa razy w tygodniu, dzięki temu i my jemy teraz częściej rybny obiad. W pozostałe dni podaję pierś z indyka. Kurczaka podaję tylko jeśli mam sprawdzone od rodziny ze wsi. Na razie oszczędzę dziecku tych faszerowanych ze sklepu. Do sklepowego króli też mam obiekcje, może skuszę się na słoiczek, choć mój Syn za nimi nie przepada. Preferuje maminą kuchnię. Również jajko dodaję do zupki dwa razy w tygodniu. Najpierw gotuję je na twardo, a później rozdrabniam całe żółtko i odrobinę białka. Jaja też mamy od znajomej. Mięso i ryby gotuję każdego dnia malutką porcję i kroję na drobne kawałki. Warzywa gotuję na parze co około 10 dni i mrożę porcje w różnych kombinacjach smakowych. Każdego dnia odmrażam taki słoiczek warzyw, gotuję kaszę (jaglaną lub gryczaną) albo ryż i łączę wszystko z ugotowanym mięskiem/rybą. 

Z okazji ukończeniu siedmiu miesięcy Synek ma pierwszego zęba i zaczął się czołgać. Robi to już bardzo szybko i teraz naprawdę trudno go upilnować. Był już nawet pierwszy guz. Rozpoczął też próby siadania we wózku i coś czuję, że nasze spacery ulegną małej zmianie, bo do tej pory tylko spał. Jest już tak silny, że upilnowanie go na przewijaku to prawdziwe wyzwanie. Obraca się, kręci... powoli brakuje mi pomysłów czym Go zainteresować. Najciekawsze oczywiście są wszelkie kremy, waciki i chusteczki. W kąpieli też obroty z pleców na brzuszek i z powrotem nie są już niczym dziwnym. W wodzie Synek jest niczym ryba. Woda może się lać z góry na oczy i buzię, nie robi to na nim żadnego wrażenia. Wieczorna pielęgnacja naszego dziecka wymaga czterech rąk.


9 lutego 2015

Zębuszkowy koszmar

Pojawił się pierwszy ząbek, a wraz z nim kilka dni koszmaru. Było ciągłe rozdrażnienie przeplatane płaczem. Wszystko było na "nie". Nie pomagała zabawa, książeczki, śpiewanie, tańczenie, gilgotanie, nawet siedzenie na kolanach wystarczało na krótko. Jedynym ratunkiem była nasza "mądra kaczuszka". Tylko ona potrafiła zająć naszego Synka na dłuższy czas i nie pamiętał o bólu czy swędzeniu. Jeśli chodzi o gryzaczki, schłodzone czy nie, nie były za dużym wybawieniem. Momentami wręcz pogarszały sytuację, bo Synek jeszcze bardziej się irytował. Znacznie lepiej sprawdził się korzeń irysa. 

Z jedzeniem całe szczęście nie było problemów, bo jadł chętnie, nawet zwiększył porcje mleka ze 120 ml do 150 ml. Niestety ze spaniem było znacznie gorzej. Mały wybudzał się z płaczem co jakiś czas. Byliśmy wykończeni takimi nocami. Dzienne drzemki wcale nie wyglądały lepiej. Dodatkowo dzień przed pojawieniem się zęba, zaczęliśmy oduczanie od smoczka. Postanowiliśmy wytrwać w postanowieniu mimo wszystko. To było trudnych pięć dni. W naprawdę kryzysowych sytuacjach ratowaliśmy się Camilią. Ciekawe jak będzie z kolejnymi zębami. Cicho liczę na to, że to tylko taki koszmarny wstęp, a dalej będzie już tylko lepiej. 

A jak było u Was? 
Macie jakieś sprawdzone sposoby na bolesne ząbkowanie, może sprawdzą się i u nas?


6 lutego 2015

Piracka żegluga z Canpol Babies

Canpol babies wyszło na przeciw blogującym mamom i stworzyło Blogosferę! Miejsce w którym można otrzymać produkty do testów lub organizacji konkursów na swoim blogu. 



Chcesz otrzymać i zaopiniować produkt Canpol babies na swoim blogu?
A może chcesz zorganizować konkurs z produktami Canpol babies?

Wystarczy zgłosić swój blog, podzielić się swoim pomysłem i polecić Blogosferę innym. Zasady udziału w Blogosferze TUTAJ.


Tym razem do przetestowania jest elektryczna karuzela "Piraci" z czterema pluszowymi zabawkami. Zgłoszenia można przesyłać do 28 lutego 2015 roku, my już to zrobiliśmy. Chętnie weźmiemy udział w testach, bowiem dokładnie ta karuzela była na mojej liście zakupów dla synka. Myślę, że "Piraci" przypadną mojemu dziecku do gustu i sprawią dużo frajdy.

Zapraszamy też inne mamy i ich maluchy, zestawy czekają!




2 lutego 2015

Pierwszy ząbek

To już potwierdzone - mamy pierwszego zęba! 

Dziś mym oczom ukazała się dolna, lewa jedynka. Dźwięczy po stuknięciu łyżeczką i czuć ją pod palcem. Wygląda na to, że ta maleńka ranka w dziąśle z zeszłej niedzieli, to była zapowiedź. Najwidoczniej zrobiła się przy mocniejszym ugryzieniu, bo ząb był blisko.


Źródło: www.weheartit.com