24 lutego 2015

Nauka spania

Nasz Syn od kiedy się urodził spał w swoim łóżeczku. Już pierwszej nocy po powrocie ze szpitala na nocny odpoczynek został odłożony do łóżeczka. Nie było z tym problemów. My nie wyobrażaliśmy sobie sypiania z maluszkiem w jednym łóżku. Po pierwsze łóżko jest małe i nie ma w nim miejsca dla trójki, a przynajmniej nie tyle by się dobrze wyspać. Po drugie baliśmy się, żeby nie zrobić mu krzywdy, a takie czuwanie to nie spanie. Tak więc jeszcze nim narodził się Pierworodny założenie było jedno - ma własne łóżeczko, więc w nim śpi. Ja wiem, że niemowlaczki są takie słodkie i tylko by je przytulać. Ja to wiem i uwierzcie, że naprawdę kocham tulić mojego synka, ale jednak do spania z dzieckiem nikt mnie nie przekona. Całe szczęście nie złamaliśmy się i twardo przestrzegaliśmy naszego postanowienia. W sumie przez pierwsze pół roku Młody spał z nami cztery razy. Dwa razy Jego śpiworek był w praniu, a że mieliśmy jedną sztukę to nie było nic na wymianę, i baliśmy się że zmarznie w nocy, bo wtedy jeszcze bardzo "buszował" po łóżku i nie było mowy o przykryciu czymkolwiek. Z kolei pozostałe dwie noce to były jakieś jednorazowe problemy z katarem.

Po ukończeniu pół roku zaczęły się problemy. Zasypianie trwało coraz dłużej i wymagało coraz to nowszych zabiegów. Sam sen też nie był najlepszy, ciągłe pobudki i domaganie się "smoczusia", który gdzieś w nocy zaginął. Doszło do tego, że wstawałam po 8-10 razy w ciągu nocy. Byliśmy sfrustrowani. Po miesiącu wyszła przyczyna kiepskich nocy - dwa zęby, ale problem wypadającego smoczka i problemów z zasypianiem pozostał. Synek po prostu zaczął wykorzystywać naszą chwilową uległość. Samodzielne zasypianie już nie wchodziło w grę, dalej chciał, żeby z nim zasypiać na łóżku, najlepiej bardzo długo. Dochodziło do tego, że płakał ze zmęczenia, ale zasnąć nie chciał i nic nie pomagało.


Źródło: www.tumblr.com


Po jednym z takich wieczorów, gdzie na zmianę się z Nim kładliśmy i usypialiśmy na różne sposoby - śpiewając, tuląc, puszczając kołysanki, dając smoczka, pić, jeść... itd. i po nocy wypełnionej kilkunastoma pobudkami tylko po to, żeby zassać smoczka, powiedziałam dość! Może i nasze kroki były rygorystyczne i wielu rodziców ich nie pochwali, ale szczerze powiedziawszy mało mnie to obchodzi.  Dziecku krzywda się nie działa. Niestety maluchy bardzo szybko przyzwyczajają się do dobrego i później to wymuszają, tak jak nasz Szkrab. Tak że pewnej niedzieli postanowiliśmy smoczka schować i przypomnieć naszemu dziecku jak zasypia się samodzielnie bez ciągłego ciumkania.

O ile "odsmoczkowanie" poszło nam super i po całym dniu Antek nie domagał się smoczka przy wieczornym zasypianiu, o tyle samodzielne zasypianie wymagało ciut więcej czasu i naszego zaparcia. Skuszona wieloma pozytywnymi opiniami na temat metody 3-5-7, zdecydowaliśmy się na zastosowanie ów sposobu. I jak? Ano podziałało i znaleźliśmy pośród tych zachwalających. Pierwszy dzień i noc poszło rewelacyjnie, druga doba już była gorsza a wieczorne zasypianie poszło gorzej. Trzeciego dnia znowu się poprawiło i w sumie po tym czasie było już tylko lepiej, z jakimiś małymi potknięciami, które u nas po części spowodowane były szczepieniem. Po tygodniu synek potrafił już ładnie zasypiać po odłożeniu do łóżeczka. Oczywiście nadal czasem się buntuje, ale szybko dochodzi do wniosku iż nie ma to najmniejszego sensu. Teraz przy przeziębieniu troszkę odpuściłam i okazuję więcej zrozumienia na te Jego humorki, ale w dalszym ciągu trzymam się pewnych zasad. W efekcie Młody ma dwie drzemki w ciągu dnia. Jedną przed południem, a drugą maksymalnie do godziny szesnastej. Dzięki przychodzi godzina 19:00 i dziecko zaczyna się nam pokładać. Wtedy jest kąpiel, kolacja, przytulaski, chwila zabawy i zwykle do godziny 20:30 nasz Smyk już śpi. Jeśli nic Mu nie dolega budzi się dopiero o szóstej rano na mleczko i ewentualną zmianę pieluszki. Później dosypiamy jeszcze do około ósmej. Bywają gorsze noce, kiedy wybudzi się z krzykiem, ale jest ich coraz mniej, a z nocnymi wybudzeniami coraz lepiej radzi sobie sam. Po tych kilku "szalonych" tygodniach ponownie mogę powiedzieć - wysypiam się!


A jak sypiają Wasze dzieci? 
Jak sobie radzicie z problemami nocnego budzenia czy długiego zasypiania?


7 komentarzy:

  1. Gratuluję wytrwałości. To chyba najtrudniejsze dla rodziców- nie ulec gdy malec ciągle płacze. Muszę pamiętać o tej metodzie gdy nas nas przyjdzie pora nieprzespanych nocy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tym spaniem to zawsze kwestia sporna i tyle ile ludzi tyle sposobów spania. Ja przyznaje, że my spaliśmy na początku z Laura. Spali to dużo powiedziane raczej czuwali. Dostaliśmy za to po łbach i jak mała miała 4tyg powędrowała do swojego łóżka. I tak śpi. Z tymże ma teraz okres zasypiania przy piersi i tak zostaje przeniesiona do łóżka. Czasami gdy jest bardzo marudna i widzę, że potrzebuje bliskości to biorę ją do nas wystarczy potrzymać za raczke i spi:)
    A Wam gratuluję wytrwałości nie wiem czy umiałabym tak:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, że znaleźliście metodę, która u was się sprawdziła. Czytałam o tej metodzie, ale ja za miękka jestem. Znaczy tłumaczę to ładniej: wystarczy, że młody miał wylew I-go stopnia. Nie będę mu jeszcze dodatkowo mózgu kortyzolem bombardować. Ja poszłam w metodę podnoszenia i poklepywania zgodnie z metodą Tracy Hogg. I też jestem zadowolona z efektu chociaż efekty nie były natychmiastowe to są długotrwałe.

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie chyba wiesz jak to wygląda, Ala od pierwszego dnia śpi sama (w szpitalu też nie spała ze mną chociaż miałam na to ochotę bo spałam po 2 godziny dziennie i dosłownie usypiałam na stojąco). Nie czuję się wyrodną matką, wiem, że jej się krzywda nie dzieje, i ona i my normalnie śpimy, Ala codziennie wstaje z uśmiechem na ustach (co tam, że o 6 rano :P) i mam nadzieję, że tak zostanie.'

    Przy dłuższym usypianiu (znaczy takim maks 40 minutowym) albo ją zostawiamy samą w lekko oświetlonym pokoju jeśli widzimy, że jest na granicy odpływania, albo siedzimy obok, trzymamy za rączkę i głaszczemy po główce co Ala uwielbia i momentalnie się uspokaja, wycisza i zasypia. Póki co cały czas ma włączane szumy, za jakiś czas zmienimy to na kołysanki, później zaczniemy jej czytać, wszystko stopniowo. :P Odkąd skończyła miesiąc nie ma szans na zasypianie na rękach czy przytulanie się, brakuje mi tego, ale każde trzymanie na rękach kończy się na oglądaniu wszystkiego wokół, radosnym pokrzykiwaniu i ogólnie totalnym rozbudzaniu się. :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluje nerwów i samozaparcia ;) Ja próbowałam tego sposobu i w sumie zaczęło działać ale wrócił mąż, który ulega synowi, i latał koło niego jak poparzony. Do tego mi się oberwało, że męczę dziecko :O
    I tak śpimy razem, budzimy się często bo dopadła nas alergia pokarmowa i końca nie widzę... a było już tak pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  6. muszę poczytać o tej metodzie! Dziś w nocy z racji na przeziębienie często się budziłam i jak zobaczyłam, jak bardzo się rozpychamy i w jak dziwnych miejscach kładą się koty, to nie ma opcji - Oluś będzie musiał spać u siebie, bo w naszym łóżku miejsca już brak ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój syn też od początku spał sam, najpierw w kołysce, a później w łóżeczku. Też nie potrafiłabym się z nim wyspać, a nie było kompletnie różnicy w jakości jego snu z nami i bez. Obecnie zasypia przy kołysankach śpiewanych przez tatę, więc nie jest źle. System z drzemkami i porą spania u nas jest identyczny :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz :)