29 lipca 2015

Matka beznadziejna

Mój roczny macierzyński dobiegł końca. Z racji, iż moja umowa o pracę zakończyła się z dniem porodu, jeszcze w ciąży myślałam co dalej. Działalność gospodarcza, to był mój plan na przyszłość. Był pomysł, były fundusze, ale postanowiłam, że po macierzyńskim pójdę zarejestrować się w PUP i spróbuję z dofinansowaniem na założenie działalności gospodarczej. Skoro wnioski przyjmują, a mi przysługuje jeszcze pół roku zasiłku, to mogę chwilę poczekać. Dodatkowe pieniądze nie zaszkodzą, dlaczego nie skorzystać.

Zarejestrowałam się przez internet, wyznaczono mi termin wizyty dokończenia rejestracji, wszystko pięknie, poszło sprawnie. Tydzień później miałam pojawić się na podpisanie listy i rozmowę z doradcą. Podczas rejestracji Pani poinformowała mnie, że zostanie przeprowadzona ze mną rozmowa i jakiś krótki test, żeby ocenić moją sytuację. Myślę sobie, okej, no jakieś tam swoje sposoby mają, ważne, że robią cokolwiek. Tydzień później pojawiłam się ponownie, odczekałam swoje i weszłam do pokoju. Pani zza biurka poprosiła o dowód, dała do podpisania papier dot. jakiegoś profilowania (wtedy nie miałam pojęcia co to) i niemożliwości odwołania się od ustalonego dla mnie profilu. Warto podkreślić, że jeśli bezrobotny nie wyrazi zgody na profilowanie, to traci status bezrobotnego.

Podpisałam i Pani przeszła do zadawania pytań. Szczerze powiedziawszy myślałam, że to będzie jakiś test pisemny. Tymczasem ja siedziałam, a ona zaczęła zadawać pytania. Niektórymi byłam troszkę zaskoczona. Nie było żadnych odpowiedzi do wyboru, więc w sumie co to za test. Pomyślałam, że to coś na wzór dalszej rejestracji. W końcu nikt mi nie wyjaśnił na czym to polega, czym jest to profilowanie, jakie są profile itd. Jak się później sama dowiedziałam, odpowiedzi są i urzędniczka coś tam zaznaczała sobie w systemie. Pamiętam jeszcze jak mi zwróciła uwagę, że nie patrzę na nią, tylko próbuję zerkać na ekran monitora, co w sumie nie było dziwne, bo monitor był przede mną postawiony bokiem. Po tej uwadze poczułam się trochę jak w szkole... Ale przejdźmy do pytań. Jak już wspomniałam niektóre mnie zaskoczyły i czasami nie wiedziałam co odpowiedzieć.

- Czy uważa Pani, że posiadane umiejętności zawodowe są przydatne na rynku pracy?
(Ja) - Tak
- Czy mieszka Pani w Mieście?
(Ja) - Tak
- Czy korzysta Pani z transportu publicznego, czy może własnego?
(Ja) - Własnego
- Czy poszukuje Pani pracy samodzielnie
(Ja) - Tak. Jednak chciałabym otworzyć własną działalność i m.in. złożyć wniosek o dofinansowanie.
- Ta ankieta nie dotyczy tego. W jaki sposób poszukuje Pani pracy?
(Ja) - Poprzez ogłoszenia, internet.
- Czy w przeciągu ostatniego miesiąca przygotowywała Pani CV lub list motywacyjny?
(Ja) - Tak, pisałam CV.
- Co utrudnia Pani podjęcie pracy?
(Ja) - ... Obecnie zajmuje się rocznym dzieckiem i muszę znaleźć dla niego opiekę.
- Co jest powodem Pani rejestracji w urzędzie?
(Ja) - Skończył się mój macierzyński, nie jestem nigdzie zatrudniona...
Tutaj przyznaję z początku nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo prawdę powiedziawszy nie wierzę w znalezienie mi pracy przez tę instytucję i w sumie gdyby nie to dofinansowanie to bym się nie rejestrowała. Ach no i stwierdziłam, że skoro zasiłek mi się należy to wykorzystam i niech płacą. Tylko jakoś zupełnie niemyśląca byłam tego dnia. Z gorączką i bólem gardła utrudniającym mówienie i przełykanie, wcale mi się tam nie chciało jechać, a wracając miałam dopiero wizytę u lekarza Pani chyba wyczuła co jest i rzuciła.
- To co z powodu ubezpieczenia?
(Ja) Pewnie w jakimś stopniu też...
- A czy zarejestrowałaby się Pani gdyby miała ubezpieczenie?
(Ja) No i tutaj dałam się wprowadzić w maliny i odpowiedziałam - Pewnie nie.
- Co jest Pani w stanie zrobić na zwiększenie swoich szans na znalezienie pracy?
(Ja) - Może jakieś kursy, szkolenia.
- Czy podjęłaby Pani pracę za minimalne wynagrodzenie?
(Ja) - Tak.
- Ale mowa tu o takiej minimalnej stawce, czy zdecydowałaby się Pani?
(Ja) - Tak, jeśli inne warunki by mi odpowiadały to tak.
- Jak często może się Pani kontaktować z UP?
(Ja) Raz w miesiącu?
Myślę sobie "kurde, nie wiem, to ja mam decydować?"
- W jaki sposób może się Pani kontaktować z UP, pracodawcami?
(Ja) - Telefonicznie, mailowo...
- Od kiedy może Pani podjąć pracę?
(Ja) Na chwilę obecną zajmuję się dzieckiem, więc od momentu jak znajdę opiekę, to mogę podjąć pracę.
- No ale od kiedy? Nie od zaraz?
(Ja) - No pewnie nie od zaraz, bo z dnia na dzień opieki mogę nie znaleźć.
- Uzyskała Pani profil III, więc z takim profilem, to o dofinansowanie działalności starać się Pani nie może.
(Ja) - A jakoś ten profil może ulec zmianie?
Przyznam, że byłam zaskoczona, że to już, że takie pytania, a komentarz Pani zza biurka zwaliłby mnie z nóg, gdybym nie siedziała.
- No nie, bo to system ustala, tak Pani wyszło na podstawie testu.

Oczywiście później czytając o ustawie dowiedziałam się, że test przeprowadza się ponownie jeśli zmieni się sytuacja. Tylko co z tego, że tak mówi ustawa, skoro urząd robi swoje i profilów ponoć zmieniać nie chce, bo niby nie ma dowodów, ze sytuacja się zmieniła. Czyli działa niezgodnie z prawem,

Zszokowana całą zaistniałą sytuacją zapytałam jeszcze Pani zza biurka co teraz, czy będą w takim razie się ze mną kontaktowali i proponowali coś? Przedstawiali jakieś oferty? Na co Pani odpowiedziała, ze ogłoszenia są na stronie. To akurat wiem, ale mnie chodziło o jakieś indywidualnie dopasowane. Z tego co wiem, to do tej pory wzywali bezrobotnych i proponowali im jakieś oferty. Pani popatrzyła na mnie dziwnie i powtórzyła tylko, że ogłoszenia są na stronie. Nie miałam siły rozmawiać już z nią i stwierdziłam, że to i tak sensu nie ma, bo Pani zza biurka ma zaprogramowane "ogłoszenia na stronie".

Cały kwestionariusz pytań znajdziecie TUTAJ, a pula odpowiedzi na pytania jest TUTAJ (Źródło: panoptykon.org). Oczywiście ja ani pytań, ani tym bardziej odpowiedzi do wyboru nie widziałam. Zadawano mi pytania i czekano co powiem. Nawet nie wiem co ta Pani tam zaznaczyła, bo zostałam "skarcona", że zerkam na ekran.

Tym sposobem po około godzinie czekania na wejście do pokoju i 10 minutach w ów pokoju, wyszłam dowiedziawszy się, że jestem matką beznadziejną. Jestem bezrobotnym najgorszej grupy, beznadziejnym przypadkiem, któremu pomoc się już nie należy żadna. Trafiłam do grupy osób zagrożonych wykluczeniem społecznym lub niezainteresowanych pracą. Nie zostanę skierowana na żadne staże, szkolenia, nie dostanę dofinansowania itp. Podobno w przeciągu 60 dni ma zostać przygotowany dla mnie Indywidualny Program Działania. Tylko, że dowiedziałam się o tym z Internetu, bo w PUP słowem nie napomknęli.

Wczoraj jak już poczułam się lepiej pod trzech dawkach antybiotyku, spadła gorączka i ból odpuścił, to dotarło do mnie to wszystko. Jestem wściekła. Trochę wściekła na siebie, bo może gdybym bardziej się skupiła, to nie dałabym się tak wpakować. Może wyczułabym o co chodzi. Choć z drugiej strony przeglądając Internet widzę, że moim głównym problemem i przyczyną, że znalazłam się w tej "grupie odrzuconych" jest fakt bycia matką.  Posiadam dziecko i póki nie mam pracy, to się nim zajmuję w domu, czyli w sumie siedzę i bąki zbijam. No i niestety przez to dziecko moje nie jestem dyspozycyjna i nie mogę iść do pracy na zawołanie. Opcja działalności i pracy w domu, gdzie dziecko nie byłoby problemem nie wchodzi w grę, bo system takiego czegoś nie przewiduje i profil ustala na innych zasadach.

Żyję w kraju prorodzinnym, rodzę dziecko i okazuje się, że jestem marginesem społeczeństwa. Osobą wykluczoną społecznie, do niczego się nie nadającą, nawet do tego by wsparł mnie Urząd Pracy. Państwo oferuje mi żłobek, ale muszę pracować... a żeby pracować muszę mieć dziecko w żłobku, bo inaczej nie jestem "od ręki". Śmieszne. Na chwilę obecną mam ochotę iść się wyrejestrować, bo jakoś wewnętrznie mnie to gryzie. Jakiś system nie będzie decydował jakim jestem człowiekiem. Tak jak pisałam, nigdy nie wierzyłam, że UP może pomóc bezrobotnemu, ale nie sądziłam, że może mu jeszcze zaszkodzić. Dla mnie ta instytucja nie powinna w ogóle istnieć. Dofinansowania to żadna ich zasługa, a robią łaskę, że cokolwiek dadzą. 

Czy ja coś wskóram w PUP nie wiem, ale może inna mama przeczyta to nim pójdzie do urzędu i odpowie na pytania, tak by zostać przydzieloną do innego profilu. Choć nie mam pojęcia jak należy na nie odpowiadać, by znaleźć się np. w profilu II (ten ma możliwość starania się dofinansowanie). W końcu szukam pracy sama, wysyłam cv, chcę nawet założyć własną firmę, mam wykształcenie, mam doświadczenie zawodowe, a jednak jest ze mną źle.

Swoją drogą to ta cała sytuacja idealnie pasuje do tej afery dot. kampanii społecznej Fundacji Mama i Tata - "Nie odkładaj macierzyństwa na potem" (SPOT). Ja zdążyłam być matką... i zostałam wykluczona społecznie. 

14 lipca 2015

Chodzę!

W środę wieczorem pojechaliśmy po buty. Synek zaczął koślawić miękkiego bucika podczas chodzenia przy drzewach, stołach, meblach itp. Nie było na co czekać. Po domu może chodzić boso, ale na spacerach i po ogrodzie boso nie da rady, a przecież nie będę mu zabraniała stawania na nogi. 

Jak buty kupiliśmy, tak dziecko nasze stwierdziło, że teraz można szaleć na całego.

I? 

W sobotę postawił pierwsze samodzielne kroki. Bez żadnego podpierania, podtrzymywania. Po prostu puścił się krzesła na którym siedziałam i przeszedł pokój do kanapy, gdzie siedział mąż. Nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom. Pierwszy raz i tyle kroków! Potraktowałam, to jako prezent imieninowy od Syna.


Źródło: internet


Synkowi tak się spodobało chodzenie, że od tamtej pory dzielnie ćwiczy każdego dnia. Dziś puszcza się i chodzi prawie cały czas. Nawet jak Go wołam to nie idzie przy ścianie czy na czworaka, ale na nóżkach. Czasem są to dwa-trzy kroczki, a czasem kilkanaście. Wszystko zależy ile obrotów wykona. Jak jest skupiony, to idzie super, ale jak zacznie się obracać, rozglądać, to w końcu nie daje rady. Generalnie równowagę łapie super, ale czasem już chyba nie ma siły, albo nie daje rady. 

Przyznam, że nie wiem ile zajmuje dziecku taka nauka chodzenia, ale coś czuję, że będzie jak z pozostałymi umiejętnościami i za tydzień czy dwa będzie już ładnie chodził. Póki co jest radość. Rodzice, dziadkowie, ciocie i wujkowie nie mogą się napatrzeć. Jednak największą radość ma sam Antoś. Ten uśmiech kiedy idzie. Oczywiście później sam sobie bije brawo i czeka, aż my zrobimy to samo. 


A Wasze dzieci kiedy zaczęły stawiać samodzielne kroki?

13 lipca 2015

Zestaw z podgrzewaczem od Canpol babies - recenzja

W majowej edycji Blogosfery udało nam się zgarnąć jeden z zestawów do testowania. Szczególnie ciekawa byłam podgrzewacza, bo takowego nie miałam. Zawsze byłam zdania, że jest to zbędny wydatek, ale wiele mam polecało. Uznałam, że testy będą okazją na sprawdzenie ile prawdy jest w opiniach innych mam. 

W zestawie z podgrzewaczem była również butelka Haberman, ale jej jako tako przetestować nie mogliśmy w sumie, bowiem smoczek jest dla dzieci do 6. miesiąca życia. Jak wiadomo mój synek skończył już rok i problemy brzuszkowe dawno nas nie dotyczą. Oczywiście sprawdziłam buteleczkę "na sucho", bo byłam jej bardzo ciekawa. Sam design jest naprawdę ciekawy, nie wspominając o prześlicznym kolorze. Butelka już na pierwszy rzut oka znacznie różni się od innych dostępnych na rynku. 





Jak zapewnia producent:
W przeciwieństwie do innych butelek, w butelce Haberman smoczek tworzy odrębną komorę, która pozostaje szczelnie wypełniona pokarmem przez cały czas w trakcie karmienia. Powietrze zostaje wypchnięte do butelki, nie miesza się z pokarmem, który dziecko pobiera ze smoczka. Dzięki temu dziecko nie połyka powietrza.



Faktycznie niezależnie od kąta nachylenia butelki smoczek tworzy odrębną komorę i jest pełen pokarmu, a powietrze nie dostaje się do smoczka. Plusem dla wielu rodziców będzie na pewno fakt, że mamy tu jeden smoczek dla przedziału 0-6 miesięcy. Nie musimy kombinować i ciągle zmieniać smoczków. Dla mnie na pewno będzie to ułatwienie, jak już będę mogła wykorzystać butelkę (mam nadzieję przy drugim dziecku). Sam montaż butelki też nie jest trudny, choć ilość elementów może z początku przerażać. Umycie butelki po mleczku również nie było problemem, ale ja myję na bieżąco, więc opinie innych mam mogą być różne. 




Źródło: www.canpolbabies.com



Teraz pora na produkt który był moim głównym celem, czyli podgrzewacz elektryczny. Oczywiście nadal uważam, że bez tego produktu można się obyć, ale faktycznie potrafi ułatwić życie. Podgrzewacz Canpol bardzo szybko podgrzewa wodę na mleko i to mnie chyba trochę przekonało. Kiedyś u znajomej czekałam i czekałam, i się nie doczekałam, bo Synek wpadł w szał i podgrzewałam w czajniku. Tutaj na szczęście idzie sprawnie. Dużym plusem jest fakt, iż do podgrzewacza pasują różne butelki , zarówno wąskie jak i szerokie. Jedno pokrętło do sterowania temperaturą sprawia, że urządzenie jest bardzo intuicyjne w obsłudze. Poza płynną regulacją temperatury podgrzewania, mamy też funkcję podtrzymania stałej temperatury pokarmu. 






Podgrzewacz nadaje się do zamrożonych pokarmów. Trwa to oczywiście troszkę dłużej, ale samą opcję uważam za przydatną. Fajnym dodatkiem jest pojemniczek z pokrywką, w którym możemy podgrzewać gęste pokarmy tj. deserek czy obiad. Według mnie to jest strzał w 10! Nie musimy się bawić w garnuszki czy mikrofalówki. Wszystko mamy w jednym urządzeniu.





Reasumując jestem bardzo zadowolona przetestowanych produktów. Stwierdzam, że faktycznie podgrzewacz może być przydatnym urządzeniem w całej wyprawce. Nam na pewno posłuży jeszcze długo.


6 lipca 2015

W skrócie

Od tygodnia mieszkamy u siebie. W ostatnią sobotę czerwca bawiliśmy się na weselu, a w niedzielę przewoziliśmy ostatnie meble. Noc z niedzieli na poniedziałek spędziliśmy już w nowym domu. Cały ten tydzień próbowaliśmy się ogarnąć. Sprzątanie, porządkowanie, układanie, wycieranie, meblowanie, skręcanie, ustawianie... i tak w kółko. Teraz już mniej więcej się odnaleźliśmy. Wszystko ma swoje miejsce, choć kilku mebli jeszcze brakuje. Zostały ostatnie dwa pudełka, ale to drobnica i robota na 15 minut, ale tak naprawdę zwyczajnie mi się nie chce. W międzyczasie wyprawiliśmy pierwsze urodziny Synka. Było cudownie, ale o tym innym razem. Póki co próbujemy wrócić do codziennego rytmu.

Źródło: www.tumblr.com